<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
	>

<channel>
	<title>Ewentualny świat</title>
	<atom:link href="http://nerejda.wordpress.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://nerejda.wordpress.com</link>
	<description>W księżycowym blasku, w milczeniu świec zbuduję swój świat, którego nie miał nikt...</description>
	<lastBuildDate>Tue, 27 Dec 2011 00:09:12 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
<cloud domain='nerejda.wordpress.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
<image>
		<url>http://s2.wp.com/i/buttonw-com.png</url>
		<title>Ewentualny świat</title>
		<link>http://nerejda.wordpress.com</link>
	</image>
	<atom:link rel="search" type="application/opensearchdescription+xml" href="http://nerejda.wordpress.com/osd.xml" title="Ewentualny świat" />
	<atom:link rel='hub' href='http://nerejda.wordpress.com/?pushpress=hub'/>
		<item>
		<title>A na świątecznej aukcji wszystko się zdarzyć może&#8230; czyli jak Harry Potter został kobietą</title>
		<link>http://nerejda.wordpress.com/2011/12/26/a-na-swiatecznej-aukcji-wszystko-sie-zdarzyc-moze-czyli-jak-harry-potter-zostal-kobieta/</link>
		<comments>http://nerejda.wordpress.com/2011/12/26/a-na-swiatecznej-aukcji-wszystko-sie-zdarzyc-moze-czyli-jak-harry-potter-zostal-kobieta/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 26 Dec 2011 21:10:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nerejda</dc:creator>
				<category><![CDATA[fanfiction: Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[bohater: Draco Malfoy]]></category>
		<category><![CDATA[bohater: Ginny Weasley]]></category>
		<category><![CDATA[bohater: Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[bohater: OFC]]></category>
		<category><![CDATA[bohaterowie: DM/HP]]></category>
		<category><![CDATA[fandom: Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[forma: miniaturka]]></category>
		<category><![CDATA[gatunek: general]]></category>
		<category><![CDATA[gatunek: humor]]></category>
		<category><![CDATA[gatunek: obyczajowy]]></category>
		<category><![CDATA[inne: aukcja świąteczna]]></category>
		<category><![CDATA[inne: Boże Narodzenie]]></category>
		<category><![CDATA[inne: powojenne]]></category>
		<category><![CDATA[inne: pre-epilogowe]]></category>
		<category><![CDATA[inne: wymuszanie]]></category>
		<category><![CDATA[inne: wątki powojenne]]></category>
		<category><![CDATA[inne: wątki ślizgońskie]]></category>
		<category><![CDATA[liczba słów: 10-15 tys.]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: pre-slash]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: wulgaryzmy]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: zmiana płci]]></category>
		<category><![CDATA[oznaczenie wiekowe: PG-13]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nerejda.wordpress.com/?p=1622</guid>
		<description><![CDATA[Trochę późno, ale dopiero znalazłam chwilę. W ostatni dzień Świąt, życzę Wam wszystkiego najlepszego i mam nadzieję, że Święta minęły Wam w ciepłej i rodzinnej atmosferze.  Zgodnie z obietnicą coś w klimatach świątecznych, aczkolwiek jak to zwykle u mnie wdała się poważniejsza nuta. Nie nadaję się do pisania stricte humorystycznych tekstów i tyle, musicie to [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nerejda.wordpress.com&amp;blog=8003495&amp;post=1622&amp;subd=nerejda&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:left;">Trochę późno, ale dopiero znalazłam chwilę. W ostatni dzień Świąt, życzę Wam wszystkiego najlepszego i mam nadzieję, że Święta minęły Wam w ciepłej i rodzinnej atmosferze.  Zgodnie z obietnicą coś w klimatach świątecznych, aczkolwiek jak to zwykle u mnie wdała się poważniejsza nuta. Nie nadaję się do pisania stricte humorystycznych tekstów i tyle, musicie to przeżyć <img src='http://s1.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Kanon widział, pokiwał głową i czmychnął, udając, że był, ale jakby go nie było&#8230; czyli kanon &#8211; ale mój. Kontynuacja raczej nieplanowana, bo w czasie pisania tego miszmaszu wątkowego wpadł mi do głowy inny (prawie) genialny pomysł i na nim teraz skupiam swoją uwagę. Jeszcze przed Sylwestrem coś nowego, to pewne. Przeklęte Sny generalnie w toku, będą w okolicach Sylwestra albo kilka dni po.</p>
<p><strong>Ostrzeżenia</strong>: główny bohater zmienia płeć (ale tymczasowo, nie ma się co obawiać!), jakieś brzydkie słowa, ogólnie pre-slash ale delikatny jak diabli, pojawia się też wątek wymuszania. O, i mój konik, dołujące wątki okołoślizgońskie.</p>
<p>Przyjemnego czytania!</p>
<p>(Wreszcie zdrowa, posiadająca swoje maleństwo Nerejda)</p>
<div align="center">
<hr align="center" noshade="noshade" size="1" width="100%" />
</div>
<p><strong>Tytuł:</strong> <strong><em>A na świątecznej aukcji wszystko się zdarzyć może&#8230; czyli jak Harry Potter został kobietą<br />
</em></strong><strong>Autor:</strong> Nerejda &lt;nejdus@gmail.com&gt;<br />
<strong>Fandom:</strong> Harry Potter<br />
<strong>Gatunek: </strong>general, humor, obyczajowy<br />
<strong>Oznaczenie wiekowe:</strong> PG – 13<br />
<strong>Ostrzeżenia</strong>: główny bohater zmienia płeć (ale tymczasowo, nie ma się co obawiać!), jakieś brzydkie słowa, ogólnie pre-slash ale delikatny jak diabli, pojawia się też wątek wymuszania. O, i mój konik, dołujące wątki okołoślizgońskie.pre-slash<br />
<strong>Bohaterowie:</strong> Harry Potter; Draco Malfoy; Ginny Weasley; OFC; HP/DM; HP/GW (wspomniane); RW/HG<br />
<strong>Liczba słów: </strong>11 254<br />
<strong>Liczba rozdziałów:</strong> 1; miniaturka<br />
<strong>Kanon:</strong> z pewnością mój, odchyły od kanonu książkowego<br />
<strong>Beta:</strong> tylko ja<br />
<strong>Datowane na:</strong> grudzień 2011<br />
<strong>Publikacja:</strong> 26 grudnia 2011<br />
<strong>Ostatnia aktualizacja:</strong> 26 grudnia 2011<br />
<strong>Streszczenie:</strong> Kolejny rok – szósty raz z rzędu – Hermiona zmusza Harry’ego do wzięcia udziału w aukcji charytatywnej. Czy w tym roku, podobnie jak w poprzednich, namolne fanki nie dadzą mu żyć?<br />
<strong>Disclaimer:</strong> Opowiadania nie powstały dla odniesienia żadnej korzyści majątkowej, a bohaterowie i elementy świata przedstawionego cyklu należą do jego autorki, Joanne K. Rowling. Wszystko inne jest jednak tworem mojej chorej wyobraźni i proszę to uszanować.<br />
<strong>A/N:</strong> Miał być crack, wyszło za poważnie. Miało być świątecznie, wyszło za poważnie. Czyli tekst ogólnie odbiega od tego, co sobie założyłam, siadając pierwszy raz do pisania, ale w tej wersji i tak go lubię. (Swoją drogą odkrywam w sobie rosnącą sympatię do postaci Ginny, dziwne wiem &#8211; pewnie to wina Przeklętych Snów, gdzie to całkiem pozytywna postać.)</p>
<div align="center">
<hr align="center" noshade="noshade" size="1" width="100%" />
</div>
<p><span id="more-1622"></span></p>
<p>—  Haarry! Wiem, że tu jesteś! —  krzyczała Ginny, rozglądając się po garderobie. W niewielkim pomieszczeniu nie było zbyt wiele miejsce, w których można się skryć, a to znaczyło że…—  I tak cię znajdę! Wyłaź spod peleryny– niewidki i to już!</p>
<p>Cisza. Nawet powietrze nie drgnęło.</p>
<p>—  Tak chcesz pogrywać? —  warknęła ze złością, coraz bardziej zdenerwowana i rozbawiona jednocześnie. Niechęć jej byłego chłopaka do świątecznych aukcji niedługo stanie się przysłowiowa. Co roku to samo. Ginny wyciągnęła różdżkę z kieszeni i rzuciła zaklęcie śnieżenia. Płatki śniegu wirowały w powietrzu, opadając malowniczo na całą podłogę… z wyjątkiem kąta koło lustra. <em>Mam cię</em>. Na jej ustach zaigrał diaboliczny uśmieszek, dyskretnym machnięciem różdżki związała ukrywającego się pod pelerynką– niewidką osobnika. Coś huknęło o ziemię, gdy unieruchomiony tobołek upadł na ziemię, odsłaniając zaczerwienione policzki i przypominające ptasie gniazdo włosy unoszące się w powietrzu. Przejrzyście zielone oczy błyszczały niechęcią, obiecując jej bolesną zemstę.</p>
<p>Ginny wyszczerzyła się radośnie, poprawiając kitkę, która przekrzywiła się, gdy pochyliła się nad Harrym. Obciągnęła spódniczkę, która przyprawiła Rona i pozostałych męskich Weasleyów o słowotok, nakazujący jej się przebrać, i z kobiecym zadowoleniem zauważyła pochlebne spojrzenie byłego chłopaka. Piwne oczy rozbłysły szelmowsko, miękkie i skupione na leżącym na podłodze Potterze.</p>
<p>—  I co ja mam z tobą zrobić? —  Retoryczne pytania działały na Harry’ego o niebo lepiej niż zrzędzenie. Powoli zwiesiła głowę, ukrywając swoją rozbawioną twarz. Ukradkiem obrzuciła go spojrzeniem, oceniając osiągnięty efekt. —  Co z tymi sierotami, które dzięki aukcji spędziłyby prawdziwie rodzinne święta? Chciałeś sam im je urządzić?</p>
<p>—  To lepsze niż te stado harpii chcących mojego tyłka —  odwarknął się, choć w jego oczach zamigotało poczucie winy wymieszane z czymś jeszcze.</p>
<p><em>Trochę popuścić</em>, napomniała się wewnętrznie Ginny, opierając się o skraj komody i spoglądając na Harry’ego z udawaną rezygnacją.</p>
<p>—  Przecież wiesz, że nie będziemy cię zmuszać. To dobrowolna aukcja, każdy z kandydatów sam się zgłasza, bo chce pomóc tym biednym dzieciakom. Powinieneś już to wiedzieć —  napomniała go ostrożnie, nie wspominając głośno jego parszywego dzieciństwa. Na samo wspomnienie o Dursleyach robiło jej się gorąco i miała ochotę coś przekląć, ale Harry —  wielka szkoda —  nie pozwalał ich skrzywdzić. —  Więc jeśli <em>naprawdę</em> nie chcesz…</p>
<p>A po chwili rybka chwyciła haczyk.</p>
<p>—  Niech cię, Ginny —  jęknął z pokonaną miną. —  Odwiąż mnie już, wezmę udział w tej durnej akcji i dam się molestować jakiejś głupiej blondynie, która chce jedynie kawałka Harry’ego Pottera. Może następną aukcję zorganizujemy pod tytułem: „Randka z bliznowatym Wybrańcem”? —  sarkał, kręcąc się niemiłosiernie, gdy długie, ciasno owiniętego wokół niego liny wpiły się w skórę.</p>
<p>—  I to jest duch świąt! —  pochwaliła go, jednym machnięciem uwalniając z więzów. —  Wychodzisz jako przedostatni, więc byłoby dobrze, gdybyś w międzyczasie uspokoił Rona. George wypróbowywał nowy produkt i z naszego kochanego Ronusia zrobiła się Ronka. —  Na twarzy kobiety wykwitł szeroki uśmiech, a Harry nie był pewien, jak potraktować jej słowa. To jakiś żart? —  Nie wiem, co z wami facetami jest nie tak, ale moja nowa siostrzyczka najpierw doceniła urok swoich kobiecych gabarytów… —  swoje słowa podkreśliła odpowiednim gestem w okolicach klatki piersiowej, demonstrując rzeczone dodatkowe krzywizny —  a dopiero później zaczęła wrzeszczeć. Nawet jako dziewczyna Ron ma niezłe płuca —  dodała z łobuzerskim uśmieszkiem. —  George zapobiegawczo nadal udaje głuchego. Pewnie to Ron podsunął ci pomysł z ukrywaniem się, co? —  nagle zapytała, a Harry odruchowo przytaknął. Ginny skinęła głową, jakby właśnie tego się spodziewała. —  W takim razie zasłużył na psikusa. Niech przekona się, jak to przyjemnie być kobietą.</p>
<p>Rozmasowujący zdrętwiałe ramiona, Harry roześmiał się głośno, wyobrażając sobie zachwyconą w pierwszym momencie minę Rona, który odkrywa, że ma własne, ładnie ukształtowane piersi… oraz późniejsze uświadomienie, gdy kumpel zdał sobie sprawę, z czym się to wiąże. Biedak. Harry zanotował sobie w pamięci, by od teraz ustrzegać się George’a. Jego pomysły na dobry żarcik od śmierci Freda stały się złośliwsze niż kiedyś, ale dotychczas nie ważył się atakować rodziny —  co zapewne miało związek z panią Weasley, która wciąż przeżywała stratę syna. Nikt nie chciał jej niepotrzebnie denerwować, co skutkowało jedynie tym, że martwiła się jeszcze bardziej… Być może to znaczyło, że George wreszcie wracał do normy.</p>
<p>—  Jak długo potrwa zaklęcie?</p>
<p>Ginny wzruszyła ramionami.</p>
<p>—  Nie mam pojęcia, ale oby potrwało do aukcji. To będzie dobra reklama dla całego przedsięwzięcia, bo wczesnogrudniowa epidemia walijskiego wirusa wyeliminowała kilka sławnych uczestniczek. Dobrze, że Celestyna zgodziła się wystąpić… Blaise nadal nie chce zdradzić, w jaki sposób ją namówił —  dodała w zamyśleniu, drapiąc się po nosie. —  Mówi, że to ślizgońskie sprawy, cokolwiek to ma niby znaczyć. W końcu to z niego wyciągnę… —  obiecała sobie.</p>
<p>—  W tym roku są prawdziwe tłumy, prawda? —  z niepokojem upewnił się Harry, ignorując wzmiankę o Zabinim. Słuchanie o nowym chłopaku swojej byłej nie sprawiało mu przykrości —  w końcu to on zainicjował zerwanie —  ale nadal nie leżało to na szczycie jego listy najprzyjemniejszych sposobów spędzania czasu. —  Moje uczestnictwo już trochę się ludziom znudziło, tylko desperatki robią wokół tego sporo szumu, ale obecność Króla<a title="" href="/Documents%20and%20Settings/Komputer/Pulpit/%C5%9Awi%C4%85teczna%20Aukcja.doc#_ftn1">[1]</a>, Celestyny, tego wynalazcy eliksiru piękności… jak mu tam?</p>
<p>—  Eryk Pierson —  podsunęła Ginny, uśmiechając się w szczególny sposób, który przypomniał Harry’emu, że Weasleyówna również nie przepadała za fircykowatym czarodziejem. —  Zapomniałeś wspomnieć o siostrzyczkach Greengrass. Sama ich obecność wypełniła co najmniej połowę sali. Kuszący majątek i najczystsza krew potrafią zmusić mężczyzn do największych głupot —  skomentowała, puszczając mu oczko. Harry pokręcił głową, składając płaszcz i chowając do kieszeni.</p>
<p>—  Starsza wygląda, jakby miała znieść smocze jajko, a młodsza ma taki uśmiech jak ta ostatnia świruska, która próbowała włożyć mi łapę pod szatę. Nie, dziękuję, panny Greengrass nie są w moim typie.</p>
<p>Ginny rozchichotała się, gdy tylko usłyszała o smoczym jajku, a pod koniec jego przemowy prawie leżała za śmiechu na komodzie.</p>
<p>—  Mój ty biedaku —  pocieszyła przez łzy, nawet nie próbując ukryć swojej rozbawionej twarzy. —  Może w tym roku spotkasz miłość swojego życie?</p>
<p>—  Tak, na pewno —  Harry parsknął ironicznym śmiechem. —  Jeśli moja randka nie będzie próbowała wsadzać mi języka w głąb gardła, będę zadowolony. Nawet nie marzę o jakiejś normalnej kobiecie.</p>
<p>Ginny roześmiała się.</p>
<p>—  Bo to wymarły gatunek —  poinformowała z emfazą —  tak jak prawdziwi mężczyźni.</p>
<p>Harry spojrzał na nią w taki sposób, że jego była dziewczyna musiała przyłożyć dłoń do ust, by stłumić chichot.</p>
<p>—  To prawdziwa tragedia, że muszę się z tobą zgodzić. Masz większe jaja niż połowa nowych rekrutów. Wyobraź sobie, że jeden z tych kretynów potknął się o własną szatę i złamał nogę partnerowi. Wiesz, czego się tak przestraszył? Własnego odbicia. Nawet nie przeszli dziesięciu metrów labiryntu… —  westchnął. —  I jak mamy z nich zrobić sprawnych i gotowych na wszystko aurorów?</p>
<p>Harry po skończeniu Uniwersytetu Aurorskiej przez rok pracował w terenie. Dopiero wtedy okazało się, że jego młodzieńcze marzenia miały tyle wspólnego z rzeczywistością co zeszłoroczny śnieg —  czyli niewiele. Łapanie czarnoksiężników lepiej brzmiało w teorii niż w normalnej pracy; głównym zadaniem aurorów w czasach pokoju było wyłapywanie drobnych złodziejaszków i wypuszczanie ich na wolność, gdy ci odpracowali niewielkie kary. Nudne i monotonne zadanie, które nie przyprawiałyby go o ból głowy, gdyby nie szły z ówczesną zmorą jego życia —  biurokracją. Aurorzy musieli pisać wielostronicowe raporty, w których uzasadniali użycie każdego zaklęcia. Harry’ego doprowadzało to do szewskiej pasji i kiedy zaproponowano mu pozycję instruktora na Uniwersytecie, nie wahał się nawet sekundy i od razu złożył prośbę o przeniesienie. I nawet jeśli kadeci doprowadzali go do jeszcze większego szału swoją głupotą i brakiem wyobraźni, nie chciał wracać do aurorstwa.</p>
<p>—  Co roku na nich psioczysz —  Ginny uświadomiła go łagodnym głosem, kładąc rękę na ramieniu w pocieszającym geście —  ale i tak wyrastają z nich prawdziwi aurorzy, ludzie, których później wspominasz z dumą i zadowoleniem. Chyba dopadła cię grudniowa chandra…</p>
<p>Harry spojrzał w brązowe, wypełnione prawdziwą troską oczy. W takich chwilach kochał Ginny, która była wspaniałą i cudowną kobietą, pełną współczucia i zrozumienia. Szkoda, że im nie wyszło.</p>
<p>—  Ta aukcja działa mi na nerwy —  powiedział wreszcie, uciekając spojrzeniem w bok. Nie przepadał za mówieniem o swoich uczuciach i jego była dziewczyna dobrze o tym wiedziała.</p>
<p>—  Hm… Harry —  zawahała się. —  Widziałeś może przypadkiem listę gości? —  Pokręcił przecząco głową. Ginny odetchnęła głęboko, ale to nie pomogło, więc sklęła pod nosem tego kretyna Montgomeryego i ostrożnie powiedziała: —  Myślę, że powinieneś rzucić na nią okiem.</p>
<p>—  Dlaczego?</p>
<p>Przygryzła wargi, próbując znaleźć jakąś wymówkę, by zwalić ten obowiązek na kogoś innego, ale kompletnie nic nie przychodziło jej do głowy. Typowe. W chwilach, gdy kreatywność była niezbędna, miała pustkę w głowie.</p>
<p>—  Malfoy —  walnęła prosto z mostu —  też tu jest. Niedawno go widziałam.</p>
<p>—  Kretyn —  warknął Harry, marszcząc brwi i wkładając ręce do kieszeni. —  Przecież dobrze wie, że prasa oszaleje.</p>
<p>Po procesie Malfoyów, w czasie którego Potter przemówił w ich imieniu, wszystkie gazety w kraju rozpisywały się o romansie Wybrańca ze śmierciożercą. Próby zdementowania pogłosek jedynie pogarszały sytuację. Oczywiście wszyscy zainteresowani wiedzieli, że to jedynie pomówienia, ale niesmak nadal pozostawał…</p>
<p>—  Wydaje się, że jest tu dla Astorii, słyszałam, że są całkiem blisko…</p>
<p>Harry przeczesał palcami czuprynę, co niewiele pomogło nieporządnej fryzurze. Ginny wyjęła różdżkę i bezskutecznie próbowała mu pomóc opanować naelektryzowane od pelerynki– niewidki włosy.</p>
<p>—  Oby nie próbował ingerować w moją licytację, bo inaczej tym plotkom nie będzie końca. Najlepiej, żeby podtrzymał tradycję i ożenił się z jakąś blondynką. Urocza ślizgońska parka dochowa się spadkobiercy i dziennikarze się odczepią.</p>
<p>Ginny uśmiechnęła się niepewnie.</p>
<p>—  Gdybyśmy nie zerwali, plotki też nie osiągnęłyby takiego apogeum —  przypomniała, na co Harry się skrzywił i udał, że nie słyszy.</p>
<p>—  Coś jeszcze powinien wiedzieć? Jeszcze jakaś <em>radosna</em> nowina czeka?</p>
<p>—  Już nie —  zapewniła go, ściskając go za ramię. —  Musiałam cię ostrzec. W takim tłumie dziennikarzy ktoś na pewno się zorientuje, że obaj tu jesteście.</p>
<p>Harry uśmiechnął się do niej i skinął głową.</p>
<p>—  Doceniam to. W takim razie zdradź mi jeszcze, gdzie jest moja świeżo sfeminizowana przyjaciółka?</p>
<p>Ginny roześmiała się radośnie i szepnęła mu na ucho, gdzie ukrywa się Ron, przy okazji cmokając go w świeżo ogolony policzek.</p>
<p>—  Przypomnij mu ode mnie, że skoro jest dziewczyną, czeka go jeszcze makijaż —  rzuciła ze złośliwym uśmiechem, mrugając do Harry’ego porozumiewawczo. Machnęła ręką na pożegnanie i tanecznym krokiem —  na niebotycznie wysokich butach —  wymknęła się z pokoju.</p>
<p>Harry odprowadził spojrzeniem kołyszące się kusząco biodra, po czym rzucił okiem na swoje, nieco zaniepokojone, lustrzane odbicie i przygładził odstające włosy. Niewiele to pomogło, ale od razu poczuł się lepiej. Nie miał ochoty spotkać się z Malfoyem; od procesu unikali się, próbując nie napędzać plotek i taka sytuacja bardzo mu odpowiadała. Na samą myśl, że prasa znów będzie się ekscytować ich domniemanym romansem jak z kiepskiego romansidła, jakie czytywała swego czasu ciotka Petunia, czuł dreszcze.</p>
<p>Wychodząc z garderoby, natknął się na zarumienioną młodszą siostrę Greengrass, która wpatrywała się w przestrzeń z dziwną miną. Skinął jej głową, ale kobieta zdawała się go nie zauważać, pogrążona w myślach. Harry z obojętnością przyjął afront, słusznie lub nie uznając, że kobieta pewnie martwi się swoim występem. W końcu to był jej pierwszy raz. On sam przeżył już sześć takich aukcji, które Hermiona zaczęła organizować zaraz w siedem miesięcy po pokonaniu Voldemorta, i czuł, że już go nic nie zaskoczy. Za każdym razem trafiał na jakichś desperatów, próbujących go uwieść albo od razu zaprowadzić do ołtarza. Jedna z kobiet, tak pewna swego powabu, nawet już wysłała zaproszenia ślubne! Co roku Hermiona jakimś cudem namawiała go na ponowny udział, nawet jeśli poprzednio zapewniała, że już nie będzie zmuszać przyjaciela do angażowania się w świąteczną akcję dobroczynną..</p>
<p>Harry musiał jednak przyznać, że aukcje owocowały. Dzięki galeonom z biletów i licytacji udało im się wyremontować dwa magiczne sierocińce, ufundować kilka stypendiów dla utalentowanych sierot i aktywnie wspomóc kilkanaście rodzin. Pomysł był banalnie prosty —  wystarczyło zorganizować bal, w czasie którego odbywała się licytacja sławnych twarzy. Każdy z gości mógł spróbować sił i wziąć w niej udział, wygrywając cały wieczór ze swoim idolem. Obecność aurorów gwarantowała, że nic niespodziewanego nie przeszkadzało w imprezie —  wszyscy wychodzili zadowoleni. Organizatorzy, bo udawało im się zebrać takie fundusze, które pozwalały pomóc potrzebującym. Dziennikarze, gdyż tak czy siak mieli temat: zawsze trafił się ktoś do obsmarowania, a jeśli redaktorom nie odpowiadał dostarczony tekst, napisanie pochwalnego artykułu na cześć sławnych osób, biorących udział w akcji dobroczynnej, nie stanowiło wielkiego wyzwania. Taki reportaż bez problemu przechodził cenzurę, a można go było napisać w pół godzinki. Licytowani zapewniali sobie sympatię odbiorców, którzy w okresie przedświątecznym robili się bardziej wrażliwi na krzywdę sierot, a licytujący czarodzieje wygrywali wieczór z kimś, czyje nazwisko pojawiało się na pierwszych stronach gazet. Niektórzy z nich nawet trafiali na okładkę razem z sławną osobą, dzięki czemu mogli się przechwalać wśród znajomych swoją zażyłością z bożyszczem.</p>
<p>Szybkim krokiem przemierzając korytarze, Harry zastanawiał się, ile w tym roku uda im się zebrać galonów. Listę gości zamknęli już kilka tygodnie przed aukcją, ale zwykle wystarczało to zaledwie na pokrycie kosztów zorganizowania balu. Najważniejsza była licytacja —  to ona zapewniała największe dotacje. Obstawiali, że w tym roku stawki będą najwyższe, a to ze względu na obecność takich sław jak Berti Higgs czy Gwenog Jones, którą Ginny nawet nie musiała za specjalnie namawiać na udział. Wszyscy samotni Obrońcy Hogwartu jak zwykle stawili się w komplecie —  nikt po prostu nie umiał odmówić Hermionie.</p>
<p>Harry podszedł do drzwi, na których wisiał skromny napis: „Sz. P. Weasleyowie” i wszedł do środka w samo centrum kłótni. Zaczerwieniony Ron, z wysadzającymi szatę piersiami i długimi lokami, wydzierał się na George’a, który ukrywał się za Percym. Hermiona siedziała z boku, opierając się stopami o sąsiednie krzesło i, nieporuszona rozgrywającą się sceną, czytała jakąś książkę. Bill i Charlie, rechoczący w niebogłosy, wspierali siebie nawzajem na obdrapanej kozetce. Fleur, równie spokojnie jak Hermiona, malowała paznokcie, a grzecznie śpiącego Louise’a otaczała nieprzepuszczalna bańka, która chroniła przed hałasem. Harry nigdzie nie widział pozostałych dzieci, zapewne Neville znów dał się wkręcił ćwierć wili w opiekę nad nimi. Biedak nie umiał odmawiać Fleur, gdy robiła słodką minę.</p>
<p>—  Hej! —  wrzasnął, bezskutecznie próbując przekrzyczeć przyjaciela. Kiedy to nie poskutkowało, podszedł do niego i walnął go w ramię. Ron przerwał w pół słowa i obejrzał się na niego z przerażającym wyrazem twarzy, który zmienił się momentalnie w żałosną minę, gdy zobaczył stojącego naprzeciwko niego przyjaciela.</p>
<p>—  Widzisz, co ten kretyn mi zrobił? —  Wskazał swoje nowe ciało. —  Jestem <em>kobietą</em>…</p>
<p>—  Aż dziwne, że tak śliczną —  skomentował Bill, zapobiegawczo chowając się za swoją żoną. Ćwierć wila była naprawdę przerażająca, kiedy chciała. Charlie zachichotał, tym razem ze swojego brata. Ostatnio zapuścił włosy, zwisały mu więc na twarz, tak że przypominał tego tęgiego basistę Fatalnych Jędz, który podrywał nieletnie uczennice.</p>
<p>—  Zamknij się, kretynie! —  warknął Percy, o dziwo, broniąc Rona. Miał na sobie strojną szatę, a na piersi przyczepioną plakietkę z numerem. Jako jedyny w całym pomieszczeniu był w pełni gotowy do udziału w aukcji. —  George skrewił i musi ponieść konsekwencje. —  Tak, Percy Weasley, choć trochę złagodniał pod wpływem swojej ukochanej Aubrey, niewiele się zmienił. Porządek musiał być.</p>
<p>—  Trochę trudno mówić o odpowiednich konsekwencjach, gdy mój narzeczony jest kobietą. Wybacz, Ron, ale nie gustuję w ten samej płci —  dodała tonem wyjaśnienia Hermiona, tak rzeczowo i spokojnie, jakby to nie było nic wielkiego. —  Więc jeśli George nie naprawi jak najszybciej sytuacji, będę musiała poszukać nowego faceta.</p>
<p>—  Ty… nie mówisz poważnie, prawda? —  W głosie Weasleya była chwytająca za serce niepewność i wesołe iskierki w oczach Hermiony przygasły, gdy Ronowi zabrakło słów i z budzącą litość miną spojrzał na Harry’ego, który ostatkiem sił powstrzymywał się od ryknięcia śmiechem. Jego przyjaciel nie zasłużył na to wszystko, ale wszyscy zbyt dobrze się bawili, żeby mu pomóc. Jako najlepszy kumpel musiał stanąć na wysokości zadania.</p>
<p>—  Hermiono, nie podpuszczaj mi przyjaciela —  nakazał surowym głosem, zerkając w jej stronę. Kobieta zdążyła już odłożyć książkę i nerwowo bawiła się palcami, więc zrozumiał, że spóźnił się o ułamki sekund. Hermiona już rozgryzła Rona, który naprawdę się bał tego, co zrobił z nim George. —  Ile czasu trwa zaklęcie? —  zażądał odpowiedzi od bliźniaka tym samym tonem, jakiego używał wobec krnąbrnych rekrutów. Podziałało.</p>
<p>—  To prototyp, ale powinien minąć za jakieś dwie godziny —  George odpowiedział — wbrew sobie — szczerze, wyglądając zza ramienia Percy’ego i rzucając Potterowi pełne wyrzutu spojrzenie. —  Ale to dobra zabawa!</p>
<p>Harry zmiażdżył go wzrokiem.</p>
<p>—  Tak? —  upewnił się niewinnym tonem, a wszyscy spojrzeli na niego, podejrzewając, że Pogromca Voldemorta coś planował. —  W takim razie wyzywam cię do posmakowania swojej własnej <em>zabawy</em>.</p>
<p>—  Bombowo! —  z entuzjazmem zgodził się rudowłosy mężczyzna. Percy prawie podskoczył, gdy brat krzyknął mu koło ucha. Złapał się za serce, ciężko dysząc i rozglądając nerwowo, szukając czegoś, żeby móc odwzajemnić się bratu. —  I tak już na sobie wypróbowywałem Błyskawiczną Zmianę Płci. Sześciogodzinna zabawa gwarantowana!</p>
<p>—  Przez cały wieczór będziesz występował jako Georginia, jedna z waszych kuzynek, która akurat przyjechała z wizytą. Oczywiście goście nie mogą poznać twojej prawdziwej płci… a ponieważ będziesz kobietą, nie ma mowy, żeby uratowała cię Angelina. Mniej swój honor. —  Zaskakujące, ale to Hermiona roześmiała się jako pierwsza, gdy George’owi zrzedła mina. Już planował, jak się wykaraskać z obietnicy. —  Tak, wiem o waszym małym oszustwie —  Harry dodał z bezczelnym uśmiechem, zerkając na nagle rozpogodzonego Rona. Od lat George umawiał się z Angeliną, która pod różnymi postaciami przebijała wszystkich licytujących. Skoro duet żartownisiów dobrze się bawił —  i jeszcze lepiej płacił —  Potter nie widział w sensu w ukrócaniu precedensu. —  Dotychczas było mi to obojętne, ale odkąd zadarłeś z moim przyjacielem, to tak jakbyś zadarł ze mną.</p>
<p>— Ty oszuście! —  jęknął teatralnie George, przykładając rękę do głowy. —  Nałgałeś mi, że to MY jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.</p>
<p>Nawet Ron zachichotał, czując się już trochę pewniej, odkąd usłyszał, że to nie był trwały efekt. George wcześniej podpuszczał go, że to Permanentna Zmiana Płci.</p>
<p>—  Niu, Harry, myśli, że masz dobri pomysł. Georgi powinien odbić kari… moi córeczki będą chciełi zrobić mu warkoczyjki.</p>
<p>Harry zachichotał, wyobrażając sobie George’a otoczonego przez małe diabełki Fleur, które odziedziczyły jej urok i potrafiły każdego namówić do najbardziej niecnych zabaw. Te dwie małe były gorsze niż bliźniaki. Nikt z wyjątkiem Artura nie dawał im rady.</p>
<p>—  To co, Ron, jeszcze partyjka szachów, zanim rzucą nam tym lwom na pożarcie? —  zaproponował Harry, ignorując grupowy jęk Weasleyów. Wiedział, że właśnie tego potrzebował w tej chwili jego przyjaciel, żeby odzyskać pewność siebie.</p>
<p style="text-align:center;">oOo</p>
<p>—  Iiii… Harry Potter —  rozległ się niski, przyjemny dla ucha głos prowadzącej licytację. Uśmiechała się promiennie, wyciągając rękę do Harry’ego, który z przyklejonym, sztucznym uśmiechem wszedł na podium, podświetlone lampionami, płonącymi wielobarwnymi światłami. Ron, odzyskawszy swoją męską postać, z głupim uśmiechem na twarzy, wmieszał się w tłum, szukając swojej dzisiejszej pary —  Hermiona postanowiła naprawić wcześniejszą wpadkę i nagiąć trochę swoje zasady, angażując się w aukcję. <em>Chociaż on jeden będzie zadowolony ze swojej partnerki,</em> z wisielczym humorem pomyślał Harry, ignorując gadanie stojącej obok kobiety. Znał już je na pamięć; każdy z uczestników kilka dni wcześniej zapoznał się z opisem, jaki wykorzystała prowadząca, by jak najlepiej sprzedać ich gościom.</p>
<p>Rozglądał się po sali, próbując dostrzec jakąś znajomą twarz, która i jego mogłaby dzisiaj uratować. Pomieszczenie tonęło w kolorach, barwne suknie kobiet migotały w blasku porozwieszanych wszędzie lampionów. Mężczyźni wybrali bardziej stonowane szaty, przeważała czerń i odcienie szarości. Nagle Harry’emu wpadł w oko soczysty fiolet sukni George’a, który uwiesił się na ramieniu swojego partnera —  Olivera Wooda. A jednak bliźniakowi się udało znaleźć jakiegoś wybawcę… Ciekawe, czy Oliver zdawał sobie sprawę, że jego urocza towarzyszka to w rzeczywistości były pałkarz, z którym wygrał niejeden mecz?</p>
<p>Nagle prowadząca uniosła różdżkę, wystrzeliwując złote iskry, co oznaczało, że licytacja zakończona. Harry, pogrążony w myślach, przeoczył całą zabawę i nie wiedział, kto go wykupił. Na szczęście stojąca obok niego blondynka nie straciła rezonu, popchnęła go dyskretnie w stronę zejścia, sycząc po cichu: „Ruda, w zielonej sukni ze skóry bazyliszka”.</p>
<p>Omal się nie potykając, mężczyzna jakoś dotarł do schodków i powoli zszedł na dół, wypatrując rudowłosej kobiety. Nagle coś wpadło mu w ramiona, obejmując za szyję (i prawie dusząc), a zapach fiołków uniemożliwił oddychanie, tamując dech przyciężkim kwiatowym fetorem. Szamocąc się jak ptak na uwięzi, świadomy swojej klęski, Harry z trudem odsunął od siebie szczuplutką kobietę, która wpatrywała się w niego zachłannym wzrokiem posiadaczki. Widział już ten błysk w oczach, uświadomił sobie z przerażaniem. Hip hip hura, tradycji stało się zadość, kolejna desperatka!</p>
<p>—  Bardzo mi miło, Harry Potter —  wyciągnął do niej dłoń, starannie ukrywając niechęć. Jego zadaniem było sprawienie tej kobiecie przyjemności, miała spędzić miły i godny zapamiętania wieczór, tak by nie żałowała wydanych pieniędzy. —  Mam przyjemność z…?</p>
<p>—  Elojza Smith. Och, moja siostra nie uwierzy, że wygrałam! —  pisnęła. —  Zawsze powtarza, że ze mnie rodzinny nieudacznik. Nie mam męża ani narzeczonego —  dodała rzeczowym głosem, porzucając na chwilę egzaltowany ton i spoglądając na Harry’ego z błyskiem w oczach. —  Wybacz, że tak bezczelnie zapytam, ale nie szukasz przypadkiem partnerki na stałe?</p>
<p>Rzadko się zdarzało, by kobieta była tak bezpośrednia. Harry przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią, oceniając niebezpieczeństwo. Drobniutka czarodziejka raczej nie stanowiłaby wielkiego wyzwania. Instynkt podpowiadał mu, żeby mówił prawdę.</p>
<p>—  Nie.</p>
<p>—  Wiedziałam! —  wykrzyknęła piskliwie, po czym rozglądając się nerwowo po stojących obok ludziach, którzy przyglądali im się z ciekawością, ściszyła głos: —  Mój brat powtarza, że skaczesz z kwiatka na kwiatek, ale ja tam nie wierzę w plotki Proroka. Gdybyś spędzał tyle czasu, podrywając kobiety, nie miałbyś czasu na pracę. Szkolisz przyszłych aurorów, prawda? Opowiedz mi o tym —  zażądała z zaskakująco czarującym uśmiechem, łapiąc go za ramię.</p>
<p>Harry oprowadził Elojzę po całej sali balowej, snując opowieści o swojej specjalności i przedstawiając znajomym i przyjaciołom. Wszyscy uśmiechali się miło do kobiety, która towarzyszyła Pogromcy Voldemorta.</p>
<p>—  Harry, tak dawno cię nie widziałam! —  George wykrzyknął z entuzjazmem, rzucając się mu na szyję. Przycisnął piersi do jego klatki i syknął do niego: „Szepnij Oliverowi słówko, a zabiję!”. Harry roześmiał się mu w ucho i odsunął od siebie, bezczelnie wodząc wzrokiem po fioletowej sukni. Gdy natknął się na rozbawione spojrzenie George’a, który najwyraźniej spodziewał się podobnej inspekcji, odwzajemnił się analogicznym uśmieszkiem, jaki gościł na twarzy Weasleya.</p>
<p>—  Elojzo, pozwól, że przedstawię ci jedną z kuzynek moich przyjaciół. Po włosach już pewnie poznałaś, że ta młoda dama nazywa się Weasley, Georgina Weasley dla ścisłości. Temperamentna z niej kobieta —  ostrzegł, nie tając wesołości.</p>
<p>Oliver objął wpół swoją partnerkę, rzucając Harry’emu ostrzegawcze spojrzenie. Potter z trudem powstrzymał się od śmiechu. Najwyraźniej jego byłemu kapitanowi „Georgina” wpadła w oko i bronił swojego terenu.</p>
<p>Elojza zmarszczyła brwi i rzuciła kobiecie sceptyczne spojrzenie, po czym ostrożnie podała jej dłoń, a gdy Georgina ją uścisnęła, na twarzy partnerki Harry’ego pojawił się powątpiewający wyraz twarzy.</p>
<p>—  Czemu przedstawiasz właściciela Magicznych Dowcipów Weasleyów, jakby był kobietą? To transwestyta? —  zapytała cicho, próbując nie urazić „Georginy”, ale jej piskliwy głos całkiem nieźle się niósł. Oliver spurpurowiał, rzucił rudowłosej kobicie obok uważne spojrzenie i po chwili gwałtownie odsunął się o krok.</p>
<p>—  George, ze wszystkich durnych twoich durnych pomysłów ten był najgorszy! —  warknął, bez pożegnania porzucając ich towarzystwo.</p>
<p>Poczucie winy ścisnęło Harry’emu trzewia.</p>
<p>—  Leć za nim, kretynie, przeproś, zwal na mnie, cokolwiek! —  warknął do oniemiałego George’a, który śledził spojrzeniem oddalającego się Wooda. —  Chociaż raz to nie była jego wina —  dodał tonem wyjaśnienia do Elojzy. Rudowłosa kobieta przyglądała mu się z uwagą, ale o nic nie zapytała. Harry docenił jej takt i uznając, że zasłużyła na prawdę, dodał: —  To nowy wynalazek George’a, przez przypadek użył go na jednym ze swoich braci i za karę musiał wystąpić dzisiaj w kobiecej postaci.</p>
<p>—  Rozumiem. Muszą być bardzo zżytą rodziną —  zamyśliła się, dotykając palcami brody i z uwagą obserwując próbującego biec w sukni i na obcasach mężczyznę. —  Muszę przyznać, że, jak na pierwszy raz, facet nieźle sobie radzi na szpilkach.</p>
<p>Harry nie wytrzymał, roześmiał się. Śmiał się i śmiał, aż otaczający ich ludzie zaczęli na nich zwracać baczniejszą uwagę. Rzadko się zdarzało, by Wybraniec tak radośnie chichotał w obcym towarzystwie. Wszyscy już się przyzwyczaili, że jest raczej cichym i skromnym człowiekiem.</p>
<p>—  W ciekawym gronie się obracasz —  dorzuciła, ignorując zaciekawione spojrzenia i dobiegający zewsząd szum plotek. —  Wybaczysz na chwilę, ale muszę chyba zaczerpnąć oddechu.</p>
<p>—  Pozwól, że będę ci towarzyszył —  zaproponował szarmancko, podając jej ramię. —  Jestem tutaj, by spełniać twoje życzenia.</p>
<p>—  Och tak, zapomniałam o tym —  powiedziała smutno, nagle odwracając głowę i spoglądając wprost w szare oczy, które obserwowały ich uważnie. Harry podążył spojrzeniem w tamtym kierunku.</p>
<p>Malfoy przyglądał się im bezczelnie i nagle uniósł kieliszek w geście toastu. Potter skinął głową i odwrócił wzrok.</p>
<p>—  Nie rozmawiacie ze sobą —  zauważyła ostrożnie, z uwagą wpatrując się w swoje ręce, dlatego przeoczyła nagłą powagę na twarzy swojego towarzysza. —  To z powodu szkolnej niechęci czy tego, co działo się po wojnie? A może to wina plotek?</p>
<p>Harry zacisnął wargi i uciekł wzrokiem w bok. Nie miał ochoty odpowiadać. Elojza była dość miłym zaskoczeniem, a jej towarzystwo sprawiało mu przyjemność, ale z zasady nie ufał obcym.</p>
<p>—  Chyba rozumiem… —  nagle zawahała się i jeszcze raz spojrzała na Malfoya, który nadskakiwał swojej partnerce, Astorii Greengrass. Jasnobłękitna suknia spowijała kobiece kształty, podkreślając atrakcyjną figurę kobiety, a jasne włosy, opuszczone luźno na plecy, zwisały aż za talię. Astoria Greengrass była kimś: bogata, znana i ciągle wolna tylko dlatego, że tego chciała. Elojza odwróciła wzrok. —  Nie kocha go.</p>
<p>—  Słucham? —  Harry spojrzał na nią z ciekawością, dopiero teraz spostrzegając, że jego partnerka ma zielone, kocie oczy.</p>
<p>—  Draco Malfoy i Astoria Greengrass nie są parą —  powtórzyła rzeczowo, spoglądając na niego z wyzwaniem. —  To jakaś umowa, która ma pomóc obu stronom.</p>
<p>—  Skąd wiesz?</p>
<p>—  Obserwuj ich. Malfoy dotyka jej tylko wtedy, gdy musi, robi to na tyle swobodnie, że łatwo przeoczyć pewne wymuszenie, ale jego wzrok zbyt śmiało błądzi po gościach. Oboje się czają, czekając na coś —  albo kogoś —  uzupełniła po chwili, rzucając na nich szybkie spojrzenie.</p>
<p>Harry zaczął równie dyskretnie obserwować parę. Wyglądali razem naprawdę ładnie: oboje jasnowłosi, bladzi, bogaci, czystokrwiści. Nawet ich ubrania do siebie pasowały —  jeśli ktoś tak ślepy na kolory jak Harry potrafił to dostrzec, to faktycznie dopasowanie musiało być perfekcyjne —  niebieska suknia Astorii idealnie komponowała się z odcieniem szarej szaty Malfoya. Kobieta pochylała się często w stronę swojego partnera, ale jej usta się nie poruszały. Nagle odsunęła się, gdy mężczyzna coś powiedział, zarumieniła się, piorunując go wzrokiem. Zanim zdążyła odejść, Malfoy złapał ją za ramię i sądząc po wyrazie jego twarzy, łajał przyciszonym głosem. Harry zacisnął pięści.</p>
<p>—  Nie wyglądają na zakochanych —  przyznał.</p>
<p>Elojza obrzuciła go równie uważnym spojrzeniem co ich.</p>
<p>—  Myślę, że powinieneś mieć szansę poznać inną stronę Dracona Malfoya… —  zaczęła powoli, a pomysł powoli formował się w jej głowie. —  Tylko te plotki… może? Nie, nie powinnam… jednak…</p>
<p>Harry obserwował ją z rosnącym przerażeniem. Na bazie swojego niebogatego doświadczenia potrafił dostrzec, gdy kobieta coś planowała —  a, wedle jego mniemania, takie pomysły zbyt często były jedną wielką pomyłką. Miał ochotę czmychnąć stąd jak najdalej. Nagle coś przyszło mu do głowy, złowieszcza myśl, która ścięła mu krew w żyłach: czyżby był na łasce młodszej siostry Zachariasza Smitha? Modlił się o zwykłą zbieżność nazwisk, bo z wyglądu kobieta nie przypominała tego napuszonego dupka.</p>
<p>—  Harry… —  zaczęła zwodniczo miękkim tonem. —  Co ty na to, by poderwać Dracona Malfoya?</p>
<p>Mężczyzna jęknął głośno, domyślając się już, co zaplanowała dla niego jego dzisiejsza partnerka.</p>
<p>—  Nie daruję ci tego —  ostrzegł prewencyjnie, próbując odwieść ją od pomysłu. Ale czy ktoś kiedykolwiek zmienił zdanie kobiety? Harry Potter nie był wyjątkiem —  przegrał z kretesem.</p>
<p style="text-align:center;">oOo</p>
<p>Harry stanął naprzeciwko lustra z zamkniętymi oczami. Nie był jeszcze gotowy, by zobaczyć swoją kobiecą wersję. Elojza błyskawicznie wcieliła plan w życie —  mało tego, udało jej się przekonać Ginny, która przyłapała ich w garderobie, gdzie jego partnerka próbowała znaleźć dla niego jakąś odpowiednią suknię. Obie czarownice sprawnie przebrały go w zieloną, wygrzebaną nie wiadomo skąd kieckę. Odwrócił się w ich stronę z groźnym wyrazem twarzy, ale nawet zastraszająca mina nie podziałała na rozchichotane kobiety.</p>
<p>—  Pasuje ci do oczu, Harry —  zapewniała go Ginny, z szerokim uśmiechem na twarzy szukając czegoś na toaletce, gdy on wojował z podaną mu przez byłą dziewczynę sukienką. Próbował podciągnąć materiał, żeby zasłonić dekolt, ale ubranie dzielnie stawiało mu opór. Elojza w międzyczasie szukała piersiówki George’a, w której znajdował się eliksir zmieniający płeć.</p>
<p>Po niespełna dziesięciu minutach Harry był prawie gotowy. Kobiety wmusiły w niego miksturę, po czym zaczęły się głośno zachwycać jego uroczym wyglądem. Potter nawet nie spojrzał na swoje odbicie, nie chciał się sobie przyglądać. W skórze kobiety nie czuł się komfortowo i głośno obiecywał im krwawą zemstę.</p>
<p>—  Harry, nie przesadzaj, to tylko zabawa —  wyrzuciła mu w końcu Ginny, gdy Elojza pobiegła do pokoju obok po jakieś klipsy albo wisiorek. —  Pogadasz chwilę z Malfoyem, a później powiesz swojej partnerce, że nie byłeś w jego typie. Wielka sprawa, no naprawdę! Nikt ci przecież nie każe iść z nim do łóżka… ale oczywiście nikt ci też nie broni —  dodała z psotnym uśmiechem. Harry rzucił w nią szczotką, którą wręczyła mu chwilę wcześniej, by jakoś ujarzmił swoje bujne włosy. Nawet dwukrotnie dłuższe niż normalnie nadal fatalnie się układały. —  Zagadasz, uśmiechniesz się, być może wyciągniesz z niego jakieś brudy i tyle. Żadnej prasy, żadnych głupich komentarzy. Tylko ty i on, nie kusi cię to?</p>
<p>—  Nie chcę poznawać Malfoya. To dupek —  odparował, przysiadając na pufie i poprawiając obsuwającego się buta. Ginny jednym ruchem różdżki dopasowała pantofle na niskim obcasie do jego stopy.</p>
<p>—  Uważaj, zaklęcie nie potrawa długo —  ostrzegła uczciwie, spoglądając na niego ze zmarszczonym czołem. —  Nie rozumiem, czemu jesteś tak przeciwny… Elojza daje ci świetną okazję, byś nierozpoznany mógł chwilę porozmawiać z Malfoyem, bez martwienia się, że prasa rozdmucha niewinną pogawędkę do romansu stulecia.</p>
<p>—  Martwi mnie, co ona z tego będzie mieć —  wyznał w końcu. —  Dotychczas wydawała się całkiem miła. Dziwna, ale w porządku.</p>
<p>—  Dziwna dziwna czy jedynie dziwna— inna?</p>
<p>—  Zdecydowanie dziwna dziwna.</p>
<p>—  Hm… Może to przez jej rodzinę? —  zastanawiała się głośno, podnosząc szczotkę i podchodząc bliżej, żeby uczesać ciemne włosy. —  Zachariasz nie należy do najcieplejszych osób, a jej siostra to prawdziwy koszmar. Harpia na dwóch nogach o ostrym jęzorze.</p>
<p>—  Myślisz, że to ją usprawiedliwia?</p>
<p>—  Harry… —  Ginny nagle powstrzymała cisnące się na usta słowa. Jej były facet i tak tego nie zrozumie. Nikt, kto nie wychowywał się jako najmłodsze dziecko, nie pojmie. Próbowała nie szarpać go za włosy, ale ręka sama jej się omsknęła, a Harry jęknął z bólu. —  Po prostu odpuść i dobrze się baw. Dla wszystkich gości będziesz kimś całkowicie zwyczajnym, jednym… jedną —  poprawiła się zaraz —  z tłumu. Zawsze narzekasz, że jesteś traktowany inaczej… A teraz masz szansę, być normalnym, niewyróżniającym się człowiekiem —  i odmawiasz?</p>
<p>—  Nie chcę ukrywać się pod postacią kobiety —  mruknął, ściszając głos. —  Wolałbym być sobą.</p>
<p>Nagle Ginny przytuliła go mocno.</p>
<p>—  Nigdy nie będziesz kimś zwyczajnym jako Harry Potter. Ale dzisiaj możesz tańczyć, bawić się i wygłupiać i nikt nie zwróci na ciebie większej uwagi. Będziesz wolny, nie chcesz tego?</p>
<p>—  Ginny… —  zaczął, ale nie dała mu skończyć.</p>
<p>—  Poza tym nie mów mi, że masz coś przeciwko udawaniu kobiety. W czasie szkolenia aurorskiego musiałeś przez tydzień ukrywać się pod przebraniem i doskonale dałeś sobie radę z tym wyzwaniem. Najlepsza ocena, przypominam. —  Pogroziła mu szczotką, podała mu ją do ręki i ostrożnie zaczęła układać rozczesane włosy różdżką. —  Wydaje mi się, że Elojza przejrzała cię i na swój dziwny sposób chce pomóc. Chyba jej pozwolisz?</p>
<p>—  W porządku, przekonałaś mnie —  Harry w końcu się poddał. —  Będę udawać kobietę, porozmawiam z Malfoyem i dam szansę Elojzie. Zadowolona?</p>
<p>Ginny westchnęła ciężko.</p>
<p>—  Nic nie rozumiesz, to <em>ciebie</em> chcemy uszczęśliwić.</p>
<p>—  Skoro tak mówisz —  mruknął cicho, poddając się jej sprawnym dłoniom. Kategorycznie odmówił malowaniu, dlatego już po chwili był gotowy.</p>
<p>W samą porę, bo zdyszana Elojza wpadła do garderoby, niosąc w ręce jakiś naszyjnik. Pokazała go im i Harry musiał przyznać, że mały, plujący ogniem smok o szmaragdowych oczach jest naprawdę piękny. Panna Smith ostrożnie zawiesiła go na jego szyi. Na zawieszkę rzucono zaklęcie ochronne, więc ognisty dech stworzenia nie ranił skóry. Harry musnął palcami wisiorek, doceniając kunszt, z jakim go wykonano.</p>
<p>—  Gotowe —  oznajmiła uroczystym głosem Elojza, spoglądając na niego roziskrzonym wzrokiem. Stojąca obok Ginny uśmiechała się szeroko, przyglądając się byłemu chłopakowi, który został zmuszony do wzięcia udziału w tej małej grze.</p>
<p>Harry wstał, obrzucił obie kobiety niechętnym spojrzeniem i zerknął na swoje odbicie. Zaskoczyło go to, że wyglądał dość ładnie. Nie zniewalająco, lecz wystarczająco atrakcyjnie, by zwrócić na siebie uwagę. Ciemne włosy unosiły się od czubka nieco do góry, wydłużając jego twarz i łagodząc linię szczęki, a zielone oczy, podkreślone jeszcze przez suknię, przykuwały spojrzenie. Ginny zmusiła go do zdjęcia okularów i rzucenia Zaklęcia Postrzegania, które nie trwało zbyt długo, ale pozwalało na pewien czas korzystać ze skorygowanego wzroku. Dotychczas jeszcze nikt nie wymyślił eliksiru ani uroku permanentnie naprawiającego widzenie, jednak ze względu na swój zawód Harry dość dobrze opanował te konkretne, bardzo pomocne zaklęcie.</p>
<p>—  Chociaż nikt nie ucieknie z krzykiem —  zażartował słabo, odsuwając się od toaletki. Wolał nie patrzeć na zadowolone miny obserwujących go kobiet. —  Co teraz?</p>
<p>—  Zajmę Astorię, a ty porozmawiasz z Draco —  rzeczowo wyjaśniała mu Elojza, splatając ręce na piersi. —  I domagam się od ciebie pełnego zaangażowania w rozmowę. Daj mu szansę.</p>
<p>—  Spróbuję —  obiecał w końcu Harry, łamiąc się pod naporem spojrzeń obu kobiet czekających w milczeniu na męską decyzję Mężczyzny, Który Przeżył Żeby Pokonać Voldemorta.</p>
<p>—  O nic więcej nie proszę —  zapewniła go wyrozumiale, uśmiechem chcąc złagodzić jego zdenerwowanie. —  Po prostu baw się dobrze, a sprawisz mi przyjemność.</p>
<p>—  Powodzenia! —  mruknęła mu do ucha Ginny, przytulając go mocno. Gdy wreszcie go uwolniła, zastanowiła się głośno nad kwestią jego imienia.</p>
<p>—  Isla Black —  podsunęła szybko Elojza. —  Jesteś spadkobiercą ich nazwisko, więc nawet jeśli ktoś będzie chciał cię sprawdzić pod tym kątem, nie wykryje oszustwa. A imię… hm… zostałeś tak nazwany po babce, która poślubiła niemagicznego. W starych rodach zwyczaj nazywania po przodkach jest dość dobrze zakorzeniony. Jeśli chcesz, nawet zapewniaj, że dziadziuś był charłakiem, nikt i tak nie odkryje prawdy, a puryści przyjmą cię z otwartymi ramionami.</p>
<p>Harry wzruszył ramionami, gdy rzuciła mu pytające spojrzenie.</p>
<p>—  To tylko zabawa… Isla Black brzmi nieźle.</p>
<p>—  Powodzenia.</p>
<p>I nagle Elojza Smith drugi raz tego wieczoru rzuciła mu się w ramiona, ale tym razem zapach fiołków nie był już tak przytłaczający.</p>
<p style="text-align:center;">oOo</p>
<p>Harry ostrożnie minął perorującego o współpracy międzynarodowej Percy’ego, który, nawet patrząc prosto w jego twarz, go nie rozpoznał. Zgodnie z planem Potter kierował się w stronę raczącego się drinkiem Malfoya. Elojza już zdążyła zaczepić Astorię i nawet stąd Harry widział, że tocząca się między nimi rozmowa musi być frapująca. Wyglądały, jak przyjaciółki dzielące się sekretami, których nikt inny nie ma prawa usłyszeć. Harry już prawie był na miejscu, odetchnął głęboko i zachowując niewzruszony wyraz twarzy, ruszył w ich stronę. Elojza uśmiechnęła się na jego widok i machnęła ręką, przywołując do nich.</p>
<p>—  Draco, Astorio, pozwólcie, że przedstawię wam moją przyjaciółkę z dzieciństwa, Islę Black. Islo, ta urocza trzpiotka to najmłodsza córka Henryka Greengrassa, Astoria, zaś ten towarzyszący jej dzisiaj przystojny mężczyzna to Dracon Malfoy, potomek rodu słynącego z ciętego języka i jeszcze ostrzejszego dowcipu.</p>
<p>Harry poddał mu dłoń, którą blondyn delikatnie ścisnął, i uniósł wzrok, gotowy, by zmierzyć się z zainteresowanym spojrzeniem mężczyzny.</p>
<p>—  Black? —  Jego niski głos wyrażał zaciekawienie. —  Moja matka jest z tej rodziny. Czyżbyś była, pani, jakąś nieznaną krewną?</p>
<p>—  Moją babkę wyrzucono z domu, gdy poślubiła charłaka —  wyjaśnił cicho Harry, patrząc mu prosto w oczy. Draco pochylił się w jego stronę, słuchając z podejrzliwą fascynacją na twarzy. —  Jak rozumiem, w tamtych czasach to było całkiem normalne zachowanie. Matka nazwała mnie na jej cześć —  dodał, bo nagle wydawało mu się, że za mało powiedział. Zdawał sobie sprawę, że im więcej kłamstw wypowiadał, tym większą szansę na przyłapanie dawał przeciwnikowi do ręki, ale coś podpowiadało mu, żeby mówił dalej. —  Możliwe, że jesteśmy dalekimi krewnymi, choć równie dobrze to może być zwyczajna zbieżność nazwisk.</p>
<p>—  Jakie to szczęście, że jesteś dzisiaj z nami. Przeznaczenie cię zesłało, tak mało już członków tego rodu zostało pośród żywych. Matka na pewno się ucieszy, gdy usłyszy o twoim istnieniu. Pozwolisz, żebym ją powiadomił? —  zapytał z prawdziwą grzecznością, która się nijak miała do tej przymilności, jaką pamiętał Harry.</p>
<p>Potter uśmiechnął się i skinął głową.</p>
<p>—  Oczywiście. Jeśli faktycznie łączą nas więzy krwi, nie sposób, bym odmówiła.</p>
<p>—  Bardzo mnie to cieszy.</p>
<p>Elojza uśmiechnęła się zwycięsko i położyła dłoń na ramieniu Harry’ego.</p>
<p>—  Wybaczcie, że przeszkodzę wam w tym rodzinnym spotkaniu, ale Astoria źle się poczuła i poprosiła, żebym ją odprowadziła.</p>
<p>—  Coś ci dolega? —  Draco wyraźnie się zaniepokoił, spoglądając badawczo na swoją partnerkę. Astoria pokręciła przecząco głową i pochyliła się, tłumacząc mu coś po cichu. —  Rozumiem, w takim razie odstawię cię do domu.</p>
<p>—  Nie ma takiej potrzeby. —  Elojza uśmiechnęła się niewinnie. —  I tak już wychodziłam, a przecież Astoria mieszka po sąsiedzku. Odwiozę ją do domu całą i zdrową. Zaopiekujesz się w moim imieniu Islą, prawda? To jej pierwsza aukcja.</p>
<p>Astoria cmoknęła go w policzek i na odchodne rzuciła jeszcze coś szeptem. Draco nieco pobladł, rozejrzał się wkoło i pokręcił przecząco głową.</p>
<p>—  Skoro nalegasz, ale wyślij mi sowę, gdy już dotrzesz do domu —  nakazał surowo, spoglądając na obie kobiety. —  Nie musisz się martwić o swoją przyjaciółkę, Elojzo, zostawiasz ją w dobrych rękach.</p>
<p>Rudzielec uśmiechnął się szelmowsko i ukradkiem mrugnął do Harry’ego.</p>
<p>—  Na to liczę. Do zobaczenia!</p>
<p>Astoria skinęła jedynie Harry’emu na pożegnanie głową i dała się zaciągnąć Elojzie w stronę wyjścia.</p>
<p>—  Pierwszy bal, tak? —  upewnił się Draco, zerkając na nią ukradkiem, gdy rozległa się kolejna piosenka Fatalnych Jędz. —  W takim razie… zaszczycisz mnie tym tańcem, prawda?</p>
<p>Harry pokręcił przecząco głową, zakłopotany.</p>
<p>—  Lepiej nie. Nie tańczę zbyt dobrze, wolałabym pokazać się z lepszej strony.</p>
<p>Malfoy uśmiechnął się szczerzej niż dotychczas, dotykając jej ramienia, ostrożnie i uważnie, jakby miał do czynienia z przestraszonym ptaszkiem.</p>
<p>—  Każda kobieta potrafi tańczyć, wszystko zależy od partnera. Może jednak?</p>
<p>—  Może później —  Harry zripostował z czarującym uśmiechem, odsuwając się nieco. Malfoy pojął aluzję i cofnął dłoń. —  Pogawędka o rodzinie Blacków nie byłaby taka zła —  zaproponował, próbując zmienić temat. —  Rozbudziłeś moją ciekawość…</p>
<p>Draco zmarszczył na sekundę brwi, ale bez przeszkód pozwolił mu kontrolować rozmowę. Harry, korzystając z okazji, wypytywał go o wspomnienia, jakimi podzieliła się z nim Narcyza. Andromeda nie była równie otwarta, wszystkie pytania sprawnie zbywała, a on nie umiał naciskać. Pośród żywych nie pozostało już wiele osób, które mogłyby opowiedzieć mu o Potterach, dlatego wychodził z założenia, że może chociaż uda mu się bliżej zapoznać z rodziną Syriusza.</p>
<p>—  A tak właściwie, czym się zajmujesz? —  Harry’emu dopisywał dobry humor i dlatego śmiało podpytywał Malfoya. Całkiem przyjemnie im się rozmawiało. Blondyn nie żałował refleksyjnych uwag, przyprawionych dowcipem i autoironią, uważnie słuchał wypowiedzi rozmówcy i błyskawicznie reagował na każdy niuans, nie dając szansy na obniżenie poziomu konwersacji. Przez pierwsze kilkanaście minut Harry starał się pilnować, ale później dał się wciągnąć w miłą i inteligentną rozmowę. Lekko wkroczyli w temat polityki i bez zbędnej swady ustalili, że mają podobne zapatrywania na przyszłe działania rządu. Pottera szokowało, jak bardzo zmienił się ten chłopak, który próbował zabić Dumbledore’a, ale nie dał po sobie tego poznać.</p>
<p>—  Jak każdy Malfoy leżę na brzuchu i zarabiam galeony —  zażartował Draco, podając mu kieliszek z kolorowym drinkiem. —  Oficjalnie jestem właścicielem kilkunastu firm rozsianych po całej Anglii. Dużo pracy, mało zysków i ciągła kontrola pracowników.</p>
<p>—  A nieoficjalnie? —  zaciekawił się mimowolnie Harry. Jego spojrzenie wędrowało po bladej twarzy, która w blasku porozwieszanych wszędzie lampionów promieniowała.</p>
<p>—  Parzę eliksiry. Oj, wiem, to mało seksowne zajęcie —  uśmiechnął się łobuzersko —  ale naprawdę to lubię. Jak to kiedyś powiedział mój profesor, dobry warzyciel potrafi uwarzyć wszystko —  nawet sławę.</p>
<p>—  Szukasz sławy i poklasku?</p>
<p>—  Nie. —  Malfoy skrzywił się, rozglądając się po pomieszczeniu. —  Tego mam dość. Nie wiem, na ile jesteś zorientowana we współczesnej historii, ale ostrzegę cię, że nazwisko Malfoy obecnie kojarzy się tylko z jednym —  ze śmierciożercami, którzy wymknęli się sprawiedliwości.</p>
<p>—  Kojarzy się… —  powtórzył powoli Harry, unosząc wzrok i spoglądając mu prosto w oczy. —  Mam wierzyć w pogłoski?</p>
<p>—  W tych tkwi prawda. Byłem śmierciożercą —  wyznał, spoglądając na nią ze szczerością. Jego policzki nieco poróżowiały, od alkoholu albo ze wstydu.</p>
<p>Harry rzucił mu sceptyczne spojrzenie. Już całkiem swobodnie czuł się w skórze Isly Black, podobnie jak kiedyś podczas aurorskiego szkolenia, gdy musiał wcielić się w postać młodej kobiety, pracującej w ministerstwie.</p>
<p>—  Słyszałem lepszy podryw. Źli chłopcy nie są tak pociągający, jak to się powszechnie wydaje.</p>
<p>Draco zachichotał i wyciągnął do niego dłoń, ale zaraz ją cofnął. Przyglądał się Harry’emu z rosnącym zainteresowaniem, nawet nie próbując ukryć swojej aprobaty.</p>
<p>—  Piękna, śmiała i inteligentna —  matka doceni taki nabytek w naszej rodzinie.</p>
<p>—  Pochlebstwami daleko nie zajdziesz —  zażartował Harry, sięgając po drinka i upijając łyk. —  Skąd śmierciożerca wziął się na dobroczynnej aukcji?</p>
<p>—  Astoria potrzebowała wsparcia —  wyjaśnił, nie zagłębiając się w szczegóły. Pod wpływem sceptycznego spojrzenia, jakim obrzucił go Potter, dodał konfidencyjnym tonem: —  Przekupiła mnie czekoladowymi eklerkami.</p>
<p>—  Tak łatwo cię przekonać? Rzecz warta zapamiętania.</p>
<p>Draco roześmiał się grzecznie. Jego wzrok —  kolejny raz tego wieczoru —  błądził po sali, szukając czegoś albo kogoś. Harry udawał, że tego nie zauważał, ale śledził Malfoya podejrzliwym spojrzeniem, zastanawiając się gorączkowo, dlaczego jego rozmówca tak łatwo się rozpraszał, tracąc czas, żeby poobserwować pozostałych gości.</p>
<p>—  Ten bal to naprawdę coś, prawda? Sama śmietanka towarzyska magicznego świata, Elojza tak mówiła.</p>
<p>—  Na to wygląda. Nawet Minister Magii wziął udział w aukcji —  poinformował go lekkim tonem, choć w jego głosie było wyczuwalne pewne zaskoczenie, że taka osobistość znalazła czas, by angażować się w podobną akcję.</p>
<p>—  I Berti Higgs, Gwenog Jones, Eryk Pierson, Neville Longbottom, prawie cała rodzina Weasleyów, no i rzecz jasna Harry Potter —  wymieniał Harry, oceniając reakcje Malfoya na każde nazwisko. Przez prawie całą przemowę Draco wyglądał na znudzonego, dopiero na wspomnienie Wybawcy coś mignęło na twarzy mężczyzny, ale znikło tak szybko, że Potterowi nie udało się tego zidentyfikować. —  Znasz kogoś z nich?</p>
<p>—  Jedynie w niezobowiązujący sposób, ten sam rocznik, różne domy… z niektórymi podtrzymuję kontakty zawodowe. Nic wielkiego. —  Całym swoim jestestwem Malfoy manifestował swoją obojętność. —  Zapewne czujesz się już nieco znudzona moim towarzystwem, zawłaszczyłem cały twój czas. Pozwolisz, bym ci to wynagrodził, prawda?</p>
<p>Podał jej dłoń, obrzucając proszącym spojrzeniem.</p>
<p>—  Czy to bezpieczne —  ufać ci? —  droczył się z nim Harry, odstawiając drinka na stolik i wyciągając rękę. Zimne palce Malfoya owinęły się wokół jego nadgarstka.</p>
<p>—  Musisz się sama przekonać.</p>
<p>—  Chodźmy więc.</p>
<p>Wyzwanie zostało rzucone.</p>
<p style="text-align:center;">oOo</p>
<p>Ogrody nocą wyglądały zachwycająco. Wielobarwne lampiony unosiły się w powietrzu, oświetlając alejki delikatnym światłem, a przykrywająca wszystko gruba warstwa śniegu tworzyła niepowtarzalną zimową atmosferę. Na krzewach umieszczono migoczące elfy, które nadawały żywopłotom nielogiczną poświatę, wyglądającą zjawiskowo w blasku lampionów. Harry za każdym razem, gdy wchodził do ogrodów, czuł niepowtarzalną radość —  osobiście rzucał te niesamowicie prezentujące się zaklęcia, podtrzymujące iluzję bajkowości.</p>
<p>—  Pięknie tu —  szepnął, bo wiedział, że właśnie tego oczekiwał po nim Malfoy. Rozglądał się wokół, wypatrując innych gości, którzy podobnie jak oni wymknęli się na chwilę spod bacznego oka socjety. Draco wyciągnął różdżkę i rozciągnął wokół nich zaklęcie prywatności.</p>
<p>—  Ostrzeże nas o obecności jakichś podsłuchiwaczy. Mam na bakier z niektórymi pismakami —  wyjaśnił, ściskając jej dłoń i kierując ich w jedną z alejek, prowadzącą do małego stawu umieszczonego w samym centrum ogrodów.</p>
<p>Skrzypiący pod butami śnieg i migocące krzewy w połączeniu z ciepłem dłoni idącego obok mężczyzny sprawiły, że nagle Harry zatracił się w ulotnej chwili. Jego serce waliło szybciej od marszu, a policzki poróżowiały na wietrze. Z nieba niespodziewanie zaczął padać śnieg, osiadający na ubraniach i włosach, topiący się zbyt szybko —  ich odzież po chwili nasiąkła wilgocią, a suknia Harry’ego stała się nieco cięższa.</p>
<p>Zadrżał, gdy jakiś niesforny płatek spadł na odsłonięty dekolt, a srebrny smok na jego szyi gorącym oddechem próbował odegnać kolejny.</p>
<p>Draco zatrzymał się i spojrzał na niego z nagle pociemniałymi oczami.</p>
<p>—  Przepraszam, nie pomyślałem, że zaklęcia ocieplające mogą szwankować. Minęło już kilka godzin od rozpoczęcia balu, możliwe, że zaczęły się już wyczerpywać.</p>
<p>Harry pokręcił głową i ścisnął jego dłoń. Uśmiechał się, podświadomie zadowolony z troski Malfoya. Jednak nie był z niego taki drań.</p>
<p>—  To tylko śnieg —  zbagatelizował sprawę, dotykając lewą ręką wisiorka —  które nie podoba się temu maleństwu.</p>
<p>Draco pochylił się w jego stronę, przyglądając się naszyjnikowi. Jasne włosy opadły na zaróżowione kości policzkowe, a szare oczy oceniały skrupulatnie biżuterię.</p>
<p>—  Naprawdę piękny i wyjątkowy dar —  stwierdził zamyślonym tonem, odsuwając się nieco i wyciągając różdżkę. —  Nie pozwolimy, by takie małe cudo było niezadowolone? —  Nim Harry zdołał wtrącić odpowiedź, Malfoy rzucił jakieś zaklęcie ochronne, od którego zaraz zrobiło się cieplej, a płatki śniegu omijały ich oboje. —  Podczas śnieżycy się nie przyda, ale z takim śnieżykiem na pewno sobie poradzi.</p>
<p>—  Skąd ta troska?</p>
<p>—  Jesteś ze mną —  zdziwił się Malfoy, przyglądając mu się dziwnym wzrokiem. —  To oczywiste, że muszę zadbać o wszystkie twoje potrzeby. Matka wysztorcowałaby mnie porządnie, gdybym urągał tak podstawowej zasadzie.</p>
<p>—  To miłe…</p>
<p>—  …jak na Malfoya —  dokończył kwaśno Draco, odwracając wzrok.</p>
<p>—  Nie to chciałem powiedzieć —  zaprotestował zbyt szybko Harry, dostrzegając swój błąd, gdy już było za późno. Udawał <em>kobietę</em>, nie mężczyznę! —  Po prostu nie jestem przyzwyczajona do takiej opieki.</p>
<p>—  W takim razie obracasz się w towarzystwie głupców —  skwitował sucho Malfoy, spoglądając mu prosto w oczy. —  Kobiet należy strzec i chronić przed niegodziwością świata.</p>
<p>Nagle Harry’emu przypomniała się Luna, tłumacząca im, że Malfoyowie opiekowali się nią naprawdę dobrze, gdy Voldemort zażądał jej uwięzienia w ich rezydencji. Osłaniali przed szaleństwem Bellatriks i zakusami pozostałych śmierciożerców.</p>
<p>—  Nieprzystającą do dzisiejszych czasów filozofia. Znam kobiety, które są sprawniejsze w pojedynkach niż ich koledzy.</p>
<p>—  To niczego nie zmienia. Kobieta ma prawo wymagać od otaczających ją mężczyzn minimum troski. Tak już jest… być powinno —  poprawił się zaraz. —  Teraz to już przeżytek… zasady naszej sfery mają coraz mniejsze znaczenie. Czystość, honor, przetrwanie —  po prostu puste słowa, których nadużywają głupcy.</p>
<p>—  Żądanie czystości krwi wywołały jedynie dwie wojny, pochłonęły najlepszych potomków spośród ceniących czystą krew. Nadal myślisz, że było warto? Tyle martwych trupów, których można było uniknąć…</p>
<p>Draco ścisnął jej dłoń.</p>
<p>—  Nie mówię, że tradycja jest bez skazy. Czarny Pan trafił na podatny grunt, zbierał zwolenników w czasach, gdy mugolacy zyskiwali na znaczeniu… co nie podobało się najmłodszym spośród znanych rodów. Merlinie, nikt już o tym nie pamięta, ale nawet Dumbledore był początkowo za zachowaniem „czystości krwi”! Wydawać ostre i bezwzględne sądy to przywilej wieku… —  Nagle spojrzał jej w oczy i głosem chłodniejszym od powietrza dodał: —  ale śmierciożercą zostawało się na całe życie —  w armii Czarnego Pana nie było opcji „odejść i żyć”. Jedna decyzja, która zdeterminowała resztę życia. Pierwsza wojna bywała błędem młodości, druga —  ochroną rodzin przed karą wymierzaną zdrajcom. Jak myślisz, dlaczego większość wróciła? Bo wierzyli, że gówniarz, który nie skończył jeszcze nauki, sławny Harry Potter, nie ma najmniejszej szansy przeciwko Czarnemu Panu. Nie wobec potęgi, jakiej doświadczyli przy jego boku. Na Merlina, to jedyny czarodziej, który dzięki własnej mocy wrócił zza grobu!</p>
<p>—  A Dumbledore…? Każdy uznawał go najwybitniejszego czarodzieja naszych czasów.</p>
<p>—  Dumbledore… —  głos Malfoya zadrżał, ale mężczyzna szybko się opanował —  w ich oczach był głupcem, który stracił swoją szansę, gdy odmówił fotelowi ministra. —  Nagle odwrócił wzrok, spoglądając na ich splecione dłonie. —  Nie twierdzę, że śmierciożercy byli dobrymi ludźmi… ale mieli swoje powody, mniej lub bardziej ważne, żeby wrócić na stronę V— Voldemorta.</p>
<p>—  Nadal wierzysz w jego sprawę? —  zapytał cicho Harry, wpijając spojrzenie w poszarzałą twarz Malfoya, który unikał wzroku swojej partnerki, wpatrując się w ich złączone dłonie.</p>
<p>—  Nie, ten etap mam już dawno za sobą —  mruknął cichym tonem Draco, opuszczając jeszcze niżej głowę, tak że Potter widział czubek jego głowy. —  Ale wkurza mnie, że ludzie bagatelizują tradycje… że to, w co wierzyli moi przodkowie, rodzice, w to, co <em>ja</em> wierzę, ma tak małe znaczenie.</p>
<p>—  Czyli w co?</p>
<p>—  Rodzinę. Honor. Czystość. Wierność.</p>
<p>—  Większość ludzi w nie wierzy —  zauważył ostrożnie Harry. Draco podniósł wzrok, ale nadal na niego nie patrzył.</p>
<p>—  Nie tak jak my. Rodzina ponad wszystko i wszystkich. Prawie zabiłem dla nich —  zaśmiał się ponuro, unosząc głowę ku niebu. —  Prawie zabiłem Dumbledore’a… i torturowałem innych ludzi.</p>
<p>—  Zrobiłeś to dla swoich rodziców.</p>
<p>Draco przytaknął.</p>
<p>—  Żałuję, że wcześniej nie poświęciłem dumy i nie przyjąłem pomocy, którą mi oferowano. Koniec końców zabiłem tego człowieka —  a on i tak ocalił mnie przed gniewem Czarnego Pana.</p>
<p>—  Dał ci kiedykolwiek odczuł, że żałuje ratowania cię? —  odważył się przerwać ciszę, jaka zapanowała po wyznaniu Draco.</p>
<p>—  Nigdy.</p>
<p>—  Więc masz swoją odpowiedź.</p>
<p>Draco spojrzał na niego. Prawie czarne oczy odbijały migocące światło elfów, krążących wokół krzaków.</p>
<p>—  Nie rozumiem, skąd w tobie tyle zrozumienia. Nie tego oczekiwałem po… —  Nagle zacisnął usta i odwrócił wzrok.</p>
<p>Harry przyjrzał mu się uważniej niż dotąd. Instynkt podpowiadał mu, że Malfoy coś ukrywał.</p>
<p>—  Może po prostu cię rozumiem. Łatwiej o obiektywność, gdy stoi się z boku. —  Draco nadal milczał, potęgując podejrzenia Pottera, który obserwował go bardzo bacznie, świadom każdej zmiany na twarzy mężczyzny. Blade usta poruszyły się nagle, ale słowa rozmył wiatr i padający z nieba śnieg. —  Co mówiłeś?</p>
<p>Malfoy potrząsnął głową, jakby mówił: „to nic wielkiego, nie przejmuj się”.</p>
<p>—  Pewnie nie uwierzysz, ale jedyny raz, kiedy świadomie splamiłem swój honor kłamstwem, łamiąc jednocześnie przysięgę wierności i lojalności, zrobiłem to dla Pottera.</p>
<p>—  Dlaczego?</p>
<p>—  Nie zabija się nadziei —  powiedział po prostu. Harry’emu zatamowało oddech. Słowa tak proste, tak niewinne w swojej wymowie, a jak druzgocące. Nie wiedział co odpowiedzieć, więc ścisnął mocniej dłoń Draco. Malfoy spojrzał na niego nieśmiało, z osobliwą powagą na twarzy. —  Wiem, to tandetne i pretensjonalne, ale w tamtej chwili Harry Potter, ten kretyn w durnych okularach i powyciąganych swetrach, był jedynym ratunkiem, jaki widziałem przed tyranią tego potwora. Dumbledore już nie żył, Snape nie mógł ocalić wszystkich —  choć próbował… tylko ten bliznowaty idiota… wybawca w istocie… to zabawne, jak toczy się życie. Jedyny raz skłamałem ojcu i to dla Pottera.</p>
<p>—  TO był jedyny raz?</p>
<p>—  Wiesz, Ślizgoni są zachęcani do chachmęcenia, oszukiwania i kantowania —  powiedział z kpiącym uśmiechem, który Harry tak dobrze pamiętał ze szkoły —  ale nie do kłamania. Jeśli kłamiesz innym, nic nie stoi na przeszkodzie, byś zaczął okłamywać sam siebie —  a to może kiedyś uniemożliwić ci przeżycie. Zbyt łatwo przekroczyć granicę między koniecznością a wygodą. Więc po prostu tego nie robimy… bawimy się słowami, owszem, przemilczamy, zwalamy winę na innych albo unikamy odpowiedzi, ale kłamiemy tylko, gdy nie ma innego wyjścia. Prawdziwe kłamstwa są zbyt czasochłonne, wymagają tak wiele wkładu —  to się po prostu nie kalkuluje. —  Roześmiał się nagle. Spojrzał na Harry’ego, nie tając swojego rozbawienia. Szare oczy emanowały ciepłem, jakie dają przyjemne wspomnienia. —  Tak, tak, oszukiwałem w szkole, ale wszyscy Ślizgoni to robili, na tym polegała nasza lojalność. My kontra oni.</p>
<p>—  Oni czyli…?</p>
<p>Draco rzucił mu pobłażliwe spojrzenie osoby, która spodziewała się takiego właśnie pytania. Nagle mocniej ścisnął dłoń Harry’ego i pociągnął go w głąb alejki.</p>
<p>—  Reszta szkoły. Oczywiście nienawidzili nas. W momencie, gdy ten głupi kapelusz wykrzyczał: „Slytherin”, byliśmy już osądzeni. Zła krew i tym podobne bzdury. Nie ruszało to nas, bo <em>chcieliśmy</em> tego. Tam trafiali nasi przyjaciele i sprzymierzeńcy, ludzie rozumiejący wartość właściwego wychowania i ceniący tradycję. Byliśmy wśród swoich.</p>
<p>—  Akceptowani i bezpieczni…</p>
<p>Draco skinął głową.</p>
<p>—  Wiedziałaś, że jedynie Ślizgoni jak jeden mąż wymknęli się z Hogwartu? Nikt z obecnych podczas ostatniego zebrania nie pozostał w zamku… po stronie obrońców rzecz jasna…. wszyscy podążyli za ostatnim nakazem naszej głowy domu —  uratować się, nawet za cenę etykietki tchórzów i zdrajców. Jedyny dom, który zawsze stawał za sobą murem.</p>
<p>—  Wśród śmierciożerców byli również członkowie waszych rodzin —  zauważył rzeczowo Harry. —  Nikt nie chciałby walczyć przeciwko swoim.</p>
<p>—  To jeden z powodów… nie jedyny, rzecz jasna, ale… wiesz, wiele na ten temat myślałem podczas aresztu domowego. Dwa lata dzięki łaskawości Wizengamotu —  dorzucił po chwili, patrząc pod nogi. Alejka zaczęła się zwężać i —  o ile Harry dobrze kojarzył —  za chwilę znajdą się w środku ogrodów, niedaleko małego stawu, po którym pływały łabędzie i wielobarwne kaczki.</p>
<p>—  Czas musiał ci się dłużyć…</p>
<p>Mimowolne zaprzeczenie —  w końcu Harry zdał sobie sprawę, że stawał się coraz lepszy w czytaniu Malfoya. Blade, zbyt szczupłe dłonie wydawały się chłodne w dotyku, ale mocno ściskały rękę Pottera, tak jakby mężczyzna czerpał z nich siłę, żeby mówić dalej. Nawet na moment go nie puścił. Możliwe, że Draco potrzebował się wygadać, a obca kobieta, z którą mogły go łączyć więzy krwi, była idealna, by przestał dusić w sobie te wszystkie słowa, wylewające się z niego dzisiejszego wieczoru.</p>
<p>—  Większość czasu pochłonął mi remont rezydencji. Wyobraź sobie, dwa lata w towarzystwie matki i zbzikowanych skrzatów —  można oszaleć. Cały dom przesiąkł wspomnieniami z tego feralnego roku, zero poczucia bezpieczeństwa —  zatrzymał się, gdy dotarli do stawu. Po wodzie pływało kilka kaczek i trzy łabędzie, których nie przestraszyła ich obecność. Harry wiedział, jak piękne to miejsce, ale teraz, w blasku półksiężyca, migotliwym świetle krzewów i lampionów, widział w nim prawdziwą magię. Draco milczał, podobnie jak on, przyglądając się zakątkowi. Cisza nie trwała długo. —  Nie mogłem patrzeć na ściany w salonie, więc któregoś wieczoru rozwaliłem je. Gdy zaalarmowana przez skrzaty matka weszła do pokoju, upijałem się w ulubionym fotelu mojego ojca… i wiesz, co zrobiła? Tym swoim chłodnym głosem pani Malfoy, którego używała zawsze, kiedy była niezadowolona, skarciła mnie, że skoro już zacząłem, nie powinien przerywać. —  Harry uśmiechnął się, wyobrażając sobie, jak Narcyza dobitnie zimnym tonem ofukuje niedbałość syna. —  Przebudowa jednego skrzydła pozwoliła wszystkim oderwać się od tej przygnębiającej atmosfery i fałszywych wyrazów współczucia. Teraz nasz dom jest równie piękny jak kiedyś —  powiedział z ciepłym uśmiechem, jakiego Potter nigdy nie wyobrażał sobie na twarzy Malfoya. Wyglądał jak normalny człowiek, a nie szyderczy dupek, którego pamiętał ze szkoły, ani przerażony chłopiec z ich ostatniego spotkania po procesie.</p>
<p>—  Wierzę na słowo.</p>
<p>Draco mocniej ścisnął jego dłoń i spojrzał mu prosto w oczy.</p>
<p>—  Sama zobaczysz, matka na pewno będzie chciała cię poznać.</p>
<p>—  Mimo że jestem półkrwi? —  Harry był sceptycznie nastawiony. Jakoś nie wydawało mu się, żeby Narcyzę Malfoy zachwyciła jakaś nieznana krewna z mugolskim pochodzeniem.</p>
<p>—  Wiele rzeczy się zmieniło. Z Blacków została tylko jej wydziedziczona siostra, która nie chce mieć z nami nic wspólnego, wybito wszystkich Rosierów. Pozostało nas niewiele —  przyznał w końcu. —  Poza tym… moja matka bardzo ceniła profesora Snape’a… a wszyscy wiedzieli, że tylko jego matka była czarownicą czystej krwi.</p>
<p>—  Więc status krwi nie ma już znaczenia? —  Harry upewnił się, spoglądając na niego uważnie.</p>
<p>Draco odwrócił wzrok, spoglądając na przepływającego nieopodal łabędzia.</p>
<p>—  Ma, oczywiście, że ma, ale… są ważniejsze rzeczy niż przekonania. Rodzina…</p>
<p>Dysonans między słowami Malfoya a jego światopoglądem działał Harry’emu na nerwy.</p>
<p>—  Więc jak to jest? Wierzysz, że jestem gorszy, bo moja matka urodziła się w rodzinie mugoli? Zasługuję na śmierć? —  warknął, wyszarpując dłoń z uścisku i spoglądając na niego z wściekłością.</p>
<p>Draco odsunął się o krok.</p>
<p>—  Nawet nie próbuj! —  ostrzegł, krzyżując ręce na piersiach i sztyletując go wzrokiem. —  Nic takiego nie powiedziałem! Możliwe, że magicznie jesteś silniejszy ode mnie —  ale nigdy nie zrozumiesz magii w taki sposób, jak ja ją czuję.</p>
<p>—  Niby co to ma znaczyć?</p>
<p>—  Tego nie da się wyjaśnić słowami —  zastrzegł, ale mimo to spróbował wyjaśnić: —  Magia jest wszędzie, tu —  wskazał na migocące krzewy —  tam —  na lampiony —  w nich —  kaczki —  i w nas, to nieustanny obieg. TO jest magia, nie głupie wymachiwanie różdżką i zapamiętywanie formułek. Jak myślisz, dlaczego Goyle i Crabbe zdawali egzaminy, mimo że prawie się nie uczyli? <em>Czuli</em> swoją magię i podczas praktycznych testów nadrabiali braki w teorii. Gdyby nie byli tak tępi i przyłożyli się do nauki, pewnie pobiliby nawet Granger. Gdy Wincent czarował… Merlinie, byłem o niego tak zazdrosny… w mig załapywał najtrudniejsze czary, jakby to tak proste jak wcinanie ciastek. Czasami to nie kwestia umiejętności, ale ufania swojej magii. Osobom urodzonym i wychowanym w niemagicznym otoczeniu trudno to pojąć.</p>
<p>—  A więc to to? Tylko tyle?</p>
<p>Draco wzruszył ramionami, słysząc niedowierzanie Harry’ego.</p>
<p>—  To jeden z powodów. Nie powiem, niektóre dzieciaki mugolskiego pochodzenia były bardziej wkurzające niż inne. <em>Manifestowały</em> swoją wiedzę, <em>przechwalały</em> się nią —  gdy my wiedzieliśmy, że to w ostatecznym rozrachunku nie ma takiego znaczenia. Braki w teorii można nadrobić w każdej chwili, czarodzieje żyją dwu— , niektórzy nawet trzykrotnie dłużej niż mugole, mamy na to dużo czasu… ale nie da się wyuczyć czucia niuansów magii. Albo to w sobie masz, albo nie. Jeśli masz, to nic cię powstrzyma: trzynastolatek może rzucić cielesnego Patronusa albo po jednej wzmiance na zajęciach zniszczyć pokój Szatańską Pożogą. To jest dopiero magia. Mugolaki tego nie rozumieją.</p>
<p>—  I dlatego nami gardzicie?</p>
<p>Malfoy odwrócił głowę.</p>
<p>—  Robi się was coraz więcej, a nas coraz mniej… i to nasze zasady odeszły do lamusa. Nikt nie chce, by jego świat zmieniał się tak drastycznie —  powiedział dużo cichszym głosem niż dotychczas. Najwyraźniej emocje już opadły i mógł się opanować. Harry’ego trochę zafascynował ten nagły spokój. Malfoy, którego znał, nigdy nie odpuszczał.</p>
<p>—  Wierzymy w te same rzeczy: rodzinę, lojalność, honor. Tylko czasy się zmieniły.</p>
<p>—  Tak ci się tylko wydaje. —  Malfoy pokręcił przecząco głową. —  Weźmy na przykład przysięgę małżeńską… kiedyś najbardziej rozpowszechniona była wersja restrykcyjna, teraz jedynie niektóre pary ważą się po nią sięgnąć. Dlaczego? Bo wymaga bezwzględnej czystości obu stron. Czystości seksualnej —  dopowiedział, gdy Harry nadal wyglądał, jakby nie rozumiał. Malfoy uśmiechnął się, gdy policzki stojącej obok kobiety poróżowiały. —  Mugole bezwstydnie cudzołożą przed i po ślubie, więc czemu czarodzieje nie mogą? Osoby o niemagicznym pochodzeniu tego nie rozumieją. Nie widzą problemu… —  Nagle Draco zanurzył dłoń w stawie i chlapnięcie odstraszył zbliżające się łabędzie. —  Wiesz, jak trudno znaleźć kogoś, z kim człowiek mógłby się związać, mając pewność, że ta osoba będzie stała u twego boku przez kolejne sto lat albo i więcej? Lojalna, wierna i jedyna aż do śmierci… Im robimy się starsi, tym to trudniejsze. Z brzydkich kaczątek nie wyrastają już łabędzie… —  westchnął, spoglądając na Harry’ego. W jego oczach odbijały się migocące za Potterem lampiony. —  Małżeństwa z pokolenia naszych rodziców trwają i trwają, są razem od lat i wiedzą, że nawet gdy popełnią błąd —  przyłączą się do śmierciożerców, będą tkwić w Azkabanie przez lata —  małżonek będzie stał u ich boku. Zawsze mają do kogo wrócić. To piękne, nie uważasz?</p>
<p>—  Każdy marzy o takiej miłości.</p>
<p>—  Marzy, idealne słowo —  skwitował Draco. —  Teraz tylko to nam pozostało. Jedno, góra dwa pokolenia i wyginiemy, zasymilujemy się z mugolakami, bo nie będzie innego wyjścia… a tradycje, pielęgnowane przez wieki, piękne i cenne tradycje umrą razem z nami.</p>
<p>—  Przecież tak to się nie musi skończyć.</p>
<p>Malfoy uśmiechnął się smutno, wyciągnął ociekającą dłoń ze stawu i rozłożył grzbietem do stawu, łapiąc płatki śniegu. Harry obserwował go w milczeniu, gdy Draco snuł powolną, szybko ginącą w dobiegających z sali dźwiękach, opowieść. Jego melodyjny głos emanował smutną akceptacją, która drażniła Pottera.</p>
<p>—  Nie będzie komu pamiętać. Pomyśl chwilę, w pokoleniu naszych rodziców nie istniały rozwody, a teraz… Wizengamot uległ naciskom i ogłosił procedurę rozwiązywania małżeństw. Podczas pierwszej wojny były zaledwie dwa magiczne sierocińce i wychowywały się tam tylko dzieci, które nie miały żadnych krewnych. Resztą zajmowała się rodzina, nie robiono różnicy pomiędzy ślubnym i nieślubnym potomstwem, o ile rodzice się do nich przyznawali. Liczyła się jedynie krew płynąca w ich żyłach. A teraz? Ponad dziesięć sierocińców i każde wypełnione dziećmi, którymi nikt nie chce się zająć. Dzieciaki ledwo kojarzą swoich kuzynów pierwszego stopnia, niektórzy nawet nie znają wujków i ciotek. Chrzestni wymigują się od obowiązków, a pod pojęciem rodzina kryją się jedynie rodzice i ich potomstwo. Kiedyś odcinano więzy tylko w ostateczności, a gdy już kogoś wydziedziczano, to pozbawiano wsparcia wszystkich krewnych. Człowiek stawał się nikim —  musiał znaleźć nową rodzinę, bo bez niej co to było za życie. Czy to dziwne, że próbowaliśmy się przeciwstawić tej wszechobecnej degeneracji? Podążyliśmy za złym przywódcą… i nic już nie uratujemy.</p>
<p>—  Walczcie, jeśli uważacie to za tak cenne!</p>
<p>—  Za późno —  mruknął Draco, wbijając w niego nagle twarde spojrzenie. —  Ożenię się Astorią, będziemy zgodnym małżeństwem, dochowamy się syna i będziemy tkwić przy sobie aż do samego końca… oboje na tyle szczęśliwi, na ile to możliwe kochając kogoś innego. Nasz syn prawdopodobnie poślubi któregoś z dzieciaków Smitha i Parkinson albo córkę Notta, bo tylko oni wychowają swoje dzieci w poszanowaniu dla tradycji, a łączące nas powinowactwa są na tyle odległe, że nie będzie to niebezpieczne dla potencjalnych wnuków. Spróbujemy przetrwać, umocnić swoją pozycję, nauczyć potomstwo, jak ważne są obietnice i więzy krwi. Powoli odbudujemy znaczenie rodziny i <em>być może </em>nasze półkrwi wnuki wrócą do tradycji. Na tym polega <em>przetrwanie</em>.</p>
<p>—  Poddajecie się.</p>
<p>Malfoy uśmiechnął się do niego promienie, szokując Harry’ego, który dopiero po chwili dostrzegł różdżkę w wyciągniętej dłoni mężczyzny.</p>
<p>—  <em>Obliv…</em> —  szepnął, ale Potter nie dał mu skończyć. Jednym ruchem wytrącił mu różdżkę, która poleciała pięknym łukiem i potoczyła się pod jeden z krzaków. Harry z trudem podciął Malfoyowi nogi i unieruchomił go, wykręcając mu ręce i przytrzymując na jego plecach. Długa suknia utrudniała poruszanie się, ale jakoś udało mu się usiąść na mężczyźnie, nie dając mu szansy na próbę ucieczki.</p>
<p>Draco nawet nie drgnął, ciężko dyszał z twarzą oblepioną śniegiem.</p>
<p>—  Co to za eliksir, Potter? A może jakieś sprytne zaklęcie?</p>
<p>Harry’ego nie zdziwiło, że Malfoy go rozpoznał. Próba wymazania pamięci sugerowała, że Draco domyślił się oszustwa i próbował poradzić sobie w jedyny sposób, jaki znał —  atakując.</p>
<p>—  Nowy wynalazek z Magicznych Dowcipów Weasleyów —  wyjaśnił. —  Dlaczego?</p>
<p>Malfoy zrozumiał. Wypluł śnieg i warknął:</p>
<p>—  Przecież nie mogłem uszkodzić cennego Wybrańca… poza tym, co jeśli się myliłem? —  Odetchnął głęboko. —  Złaź ze mnie!</p>
<p>—  Nie będziesz niczego próbował?</p>
<p>—  Oczywiście, że będę, kretynie! —  Harry zachichotał. —  Złaź ze mnie! Śnieg jest cholernie zimny.</p>
<p>Brunet puścił jego ręce, ostrożnie wyplątał nogi z sukni i wstał. Podnoszący się z ziemi Malfoy warczał coś pod nosem, mamrocząc na tego idiotę Pottera, który nawet człowieka porządnie rozbroić nie umie, jak wypadałoby czarodziejowi. Otrzepał się ze klejącego się do szat śniegu i zmierzył Harry’ego wyzywającym spojrzeniem.</p>
<p>—  No i po co były te podchody? —  przeszedł od razu do rzeczy. —  Lubisz przebierać się w damskie łaszki, czy co?</p>
<p>—  Elojza Smith wykupiła cały mój wieczór, a później zażądała tej przebieranki. Sam rozumiesz. —  Harry wzruszył ramionami, ale oczy mu się śmiały. —  Skąd wiedziałeś?</p>
<p>Nagle policzki Malfoya poróżowiały i wymamrotał coś po cichu.</p>
<p>—  Co takiego?</p>
<p>—  Nie próbowałeś flirtować —  powtórzył głośniej, kierując się w stronę krzaków, gdzie upadła jego różdżka. —  Żadna z ciebie kobieta.</p>
<p>Harry skrzyżował ręce na piersiach i obrzucił go zdegustowanym spojrzeniem. Malfoy pochylił się, podnosząc swoją różdżkę.</p>
<p>—  Co to niby ma znaczyć?</p>
<p>—  Nic.</p>
<p>—  Czekam.</p>
<p>—  To sobie czekaj.</p>
<p>—  Lepiej gadaj.</p>
<p>—  Bo co?</p>
<p>—  Bo… —  Harry zawahał się, ale ułamek sekundy później już podjął decyzję —  bo wszyscy dowiedzą się o twoim zauroczeniu.</p>
<p>—  Nie wiem, o czym mówisz! —  zaprzeczył ostro Draco, ale nawet czubek nosa mu poczerwieniał.</p>
<p>Harry powstrzymał się od parsknięcia śmiechem.</p>
<p>—  Oj, dobrze wiesz —  ostrzegł groźnym tonem, robiąc krok w jego stronę. I kolejny. Malfoy zapobiegawczo cofnął się, unosząc różdżkę. —  I tak mnie nie zaatakujesz.</p>
<p>—  Chcesz się przekonać, Potter? —  rzucił śmiało, wskazując na niego. Harry uśmiechnął się szerzej i podszedł jeszcze bliżej.</p>
<p>—  Jedno zaklęcie i wszyscy dowiedzą się, że nic się nie zmieniłeś. Jedno zaklęcie i wszystkie plany runą. Tego chcesz?</p>
<p>—  Niech cię, Potter! —  warknął bezsilnie Malfoy, opuszczając różdżkę i chowając ją do kieszeni. —  Czego chcesz?</p>
<p>—  Tak miło nam się rozmawiało… oczywiście powinniśmy kontynuować.</p>
<p>—  Żartujesz?</p>
<p>—  Nie —  odpowiedział poważnie Harry, uśmiechając się do niego szeroko. Malfoy zadrżał i cofnął się, prawie włażąc na ciężki od śniegu krzew. Jego jasne włosy otaczały migotliwe elfy, które świergotały w swoim języku, latając jak szalone wokół głowy mężczyzny. —  Byłeś całkiem miłym rozmówcą, dopóki nie spróbowałeś pozbawić mnie wspomnień z tego wieczoru.</p>
<p>—  Powinieneś dać przebadać ten eliksir, najwyraźniej powoduje dysfunkcje umysłowe.</p>
<p>—  Taki pasjonat mikstur jak ty na pewno chciałby położyć łapy na przepisie, prawda? —  Harry rzucił mu znaczące spojrzenie, ale Malfoy uciekł wzrokiem na jego odsłonięte ramię. Stali teraz tak blisko, że piżmowy zapach zmieszał się z kwiatowymi perfumami Ginny.</p>
<p>—  Masz zamiar wykorzystywać przeciwko mnie wszystko, co powiedziałem?</p>
<p>—  Oczywiście.</p>
<p>—  Drań.</p>
<p>—  Fiu, fiu, i kto to mówi? —  zażartował Harry. —  Nawet nie podniosłem na ciebie różdżki.</p>
<p>Policzki Malfoya płonęły.</p>
<p>—  Nie zamierzałem cię zranić —  zaprzeczył słabym głosem, odwracając głowę. Harry złapał go za szczękę i po krótkiej szamotaninie zmusił do spojrzenia sobie w oczy. Odruchowo zarejestrował fakt, że Malfoy nadal jest od niego nieco wyższy.</p>
<p>—  To jak będzie? Kontynuujemy wieczór bez napadania na siebie i dziennikarzy czy kontynuujemy wieczór, atakując się co chwila i skupiając na sobie uwagę wszystkich?</p>
<p>Grymas na twarzy Malfoya pogłębił się, ale w końcu skinął głową.</p>
<p>—  W porządku, Potter, niech będzie po twojemu.</p>
<p>—  Grzeczny chłopiec —  Harry pochwalił złośliwie, wreszcie uwalniając z uścisku. Malfoy wyminął go i odsunął się na bezpieczną odległość, stając koło stawu.</p>
<p>—  Po co to wszystko?</p>
<p>—  Może zainteresowała mnie twoja łzawa opowieść o odchodzących w przeszłość tradycjach…? —  zażartował Harry, spoglądając na niego z kpiącym wyrazem twarzy. Malfoy spiął się, a na jego twarzy mignął niesmak. —  A może po prostu choruję na nieustanną manię ratowania ludzi. —  Wzruszył ramionami. —  Co za różnica. —  Po chwili dodał: —  Byłeś milszy, kiedy nie wiedziałeś, kim jestem.</p>
<p>—  Dziwisz się? —  szyderczo zdziwił Draco, odwracając do niego plecami. Wyglądał, jakby połknął miotłę, tak sztywno stał wyprostowany. —  Oszukałeś mnie, zakpiłeś i jeszcze może chciałbyś, żebym był przyjaźnie nastawiony? Śmiechu warte.</p>
<p>Harry stanął za nim i po chwili wahania położył brodę o jego barki. Dla każdego przechodnia wyglądaliby jak pogrążona w rozmowie para. Nic przykuwającego uwagę. Zwyczajni goście na zwyczajnej aukcji. Sama ta świadomość działała na niego uspokajająco.</p>
<p>Opierał się o sztywno wyprostowanego Malfoya, który w napięciu czekał na jego reakcję. Harry dał sobie chwilę na zastanowienie. Spojrzał na łabędzie, które pływały spokojnie po sadzawce, nieporuszone obecnością ludzi. Być może najwyższa pora, by i on pozwolił odejść przeszłości? Ciekawiło go, kim tak naprawdę jest Draco Malfoy, jakim człowiekiem się stał. Ich dotychczasowa rozmowa dała mu sporo do myślenia i Harry wiedział, że na pewno porozmawia z Hermioną o zastrzeżeniach Ślizgona. Możliwe, że patrząc tylko w przyszłość, tracili coś cennego.</p>
<p>—  Jeśli chcesz, możesz udawać, że jestem kobietą.</p>
<p>Oddech Malfoya przyspieszył, deprymując Harry’ego, który zastanowił się, czy przypadkiem Ślizgon nie wziął jego żartu na poważnie.</p>
<p>—  Pff, ty naprawdę masz coś do damskich łaszek? —  Głos Draco był przytłumiony.</p>
<p>Harry zaśmiał się cicho.</p>
<p>—  Ktoś bardzo mądry powiedział mi, że dzięki nim będę miał szansę z tobą porozmawiać, nie martwiąc się o jutrzejsze artykuły w prasie. To całkiem niezła umowa, nie uważasz?</p>
<p>Nagle ciało Malfoya drgnęło, a on sam obrócił twarz, próbując spojrzeć na Pottera.</p>
<p>—  Chciałeś ze mną porozmawiać? —  zapytał.</p>
<p>Harry nie odpowiedział, zajęty wpatrywaniem się w srebrzyste oczy Draco, które pierwszy raz widział z tak bliska. Jasne i ciemne kolory mieszały się, tworząc niespodziewanie atrakcyjną mieszankę.</p>
<p>—  Przedtem niekoniecznie… ale później zmieniłem zdanie —  dodał szybko, gdy szarość nagle rozbłysła wściekłością. —  Spędzisz ze mną ten wieczór?</p>
<p>Po chwili na ustach Draco zaigrał uśmiech.</p>
<p>—  Tylko jeśli będziesz facetem. To cholernie dziwaczne, gdy patrzę na ciebie, wiem, że jesteś Potterem, ale widzę atrakcyjną kobietę.</p>
<p>Harry roześmiał się, odsuwając od niego i stając obok.</p>
<p>—  Sześciogodzinna zabawa zapewniona, trzeba przeczekać efekt.</p>
<p>Malfoy zmierzył go spojrzeniem od stóp po czubek głowy.</p>
<p>—  Skoro nie ma innego wyjścia. W zamian wpadasz na obiad. Matka chciałaby cię zobaczyć, podziękować.</p>
<p>—  Naprawdę? Pamiętam, że wysyłała mi jakiś liścik po procesie. —  Harry zamyślił się, próbując przypomnieć sobie, czy Narcyza Malfoy sugerowała wtedy jakiś obiad.</p>
<p>Malfoy spojrzał na niego jak na idiotę.</p>
<p>—  Pamiętasz? —  Aż nadął się z oburzenia. —  Masz prawdziwe braki w edukacji! —  warknął, nie tając swojego zgorszenia. —  Nawet nie odpowiedziałeś wtedy. Matka była przekonana, że czymś cię uraziła.</p>
<p>—  Nie wiedziałem, że powinien odpisać…</p>
<p>—  Ależ z ciebie kretyn, to przecież oczywiste! Dobrze, że udało mi się to sprostować… Gdyby nie ten cały problem z prasą, rozmówiłbym się z tobą lata temu. Ale jak pamiętasz, za każdym razem, gdy pojawialiśmy się —  osobno! —  na tych samych imprezach, gazety szalały. Trudno w tej sytuacji pamiętać o obiedzie.</p>
<p>Harry uśmiechnął się kpiąco.</p>
<p>—  Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale zaproszenie można również wystosować pisemnie, zwykle dostarczają je sowy. No wiesz, takie latające ptaki, jedzą myszy i smakołyki, świetny środek komunikacji u czarodziejów, powinieneś wypróbować…</p>
<p>— A uwierzyłbyś? —  Draco uniósł brwi, spoglądając na niego sceptycznie. Harry musiał przyznać, że w tym życiu (ani kolejnym, jeśli już o tym mowa) nie dałby wiary podobnej wiadomości; zapewne spaliłby ją albo zignorował. —  Wolałem nie stresować naszych puchaczy twoim widokiem.</p>
<p>Nagle Harry wiedział, co powinien zrobić.</p>
<p>—  Mogę przyprowadzić kogoś jeszcze? —  Malfoy obrzucił go podejrzliwym spojrzeniem. —  Nie sprawią problemu.</p>
<p>—  Daj znać, ile osób zamierzasz ze sobą przyciągnąć —  powiedział w końcu. —  Matka zabijałby mnie, gdyby okazało się, że nie wystarczy dla wszystkich jedzenia. Akurat <em>tego</em> Weasley nie musi się obawiać.</p>
<p>—  Nie myślałem o Ronie —  przyznał Harry. —  Ale dam ci znać, gdy się zgodzi.</p>
<p>—  Kiedy ci pasuje —  mruknął Draco,  chowając dłonie w kieszeniach. —  I co dalej? Wracamy na przyjęcie, udając zajętą sobą parę, czy zostajemy tutaj, udając zakochanych, którzy szukali odosobnionego zakątku?</p>
<p>—  A może schowamy się w garderobie, gdzie w spokoju będziemy kontynuować rozmowę? —  zaproponował Harry, poprawiając suknię, która cała przemokła od śniegu. Malfoy westchnął ciężko i zaklęciem wysuszył mu ubranie. —  Dzięki.</p>
<p>Draco obrzucił go tylko niewiele mówiącym spojrzeniem i poprawił swoją szatę.</p>
<p>—  Muszę przyznać, że garderoba brzmi <em>dobrze</em>. Zaskakująco trafny pomysł, Potter. —  Niedopowiedziane „jak na ciebie” zawisło między nimi.</p>
<p>Harry zmarszczył brwi.</p>
<p>—  I nie mów do mnie po nazwisku, bo po pierwsze to dziecinne, a po drugie zaraz nas zdradzisz.</p>
<p>Draco prychnął coś pogardliwego pod nosem, ale podał mu ramię. Harry uśmiechnął się kpiąco, ale wsunął dłoń pomiędzy jego łokieć a pas.</p>
<p>—  Tylko nie próbuj mnie szturchać —  ostrzegł, mrużąc groźnie oczy.</p>
<p>Draco obrzucił go oburzonym spojrzeniem, ale cofnął rękę.</p>
<p>—  Nawet nie miałem takiego zamiaru!</p>
<p>Harry parsknął śmiechem.</p>
<p>—  Chyba wolałem, gdy myślałeś o mnie jak o kobiecie. Byłeś wtedy taki szarmancki —  naigrywał się, zezując w stronę Malfoya.</p>
<p>—  Zamknij się! —  Policzki Draco znów spłonęły tym interesującym odcieniem różu, który zaczynał fascynować Harry’ego. Zastanawiał się, dlaczego nigdy wcześniej nie zauważył, jak łatwo mógł wytrącić Malfoya z równowagi.</p>
<p>Pogrążony w myślach, Draco milczał, gdy powolnym spacerkiem kierowali w stronę sali, gdzie Fatalne Jędze rozpoczęły kolejną balladę. O czym myślał? Żałował swoich wynurzeń? Harry zerkał na niego ukradkiem, rozmyślając nad wydarzeniami dzisiejszego dnia. Któż by przewidział, że świąteczna aukcja doprowadzi do tak nieoczekiwanego końca? I to dzięki udawaniu kobiety!</p>
<p>Harry odetchnął głęboko, wciągając zimne, grudniowe powietrze w płuca i uniósł głowę ku pokrytemu gwiazdami niebu. Nieustannie śnieżyło, ale w ogrodach było równie pięknie jak zawsze.</p>
<p>Zerknął na swojego towarzysza, nieświadomy, że na jego twarzy pojawił się uśmiech.</p>
<p>Zapowiadał się interesujący wieczór.</p>
<div></p>
<hr align="left" size="1" width="33%" />
<div>
<p><a title="" href="/Documents%20and%20Settings/Komputer/Pulpit/%C5%9Awi%C4%85teczna%20Aukcja.doc#_ftnref1">[1]</a> Skrót od Kingsley. King, czyli król po angielsku. Nie mogłam sobie odmówić, a już szczególnie w święta, ho ho ho!</p>
<p><!--more--></p>
</div>
</div>
<p>&nbsp;</p>
<div>
<div>
<div>
<div></div>
</div>
</div>
</div>
<br />Filed under: <a href='http://nerejda.wordpress.com/category/fanfiction-harry-potter/'>fanfiction: Harry Potter</a> Tagged: <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohater-draco-malfoy/'>bohater: Draco Malfoy</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohater-ginny-weasley/'>bohater: Ginny Weasley</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohater-harry-potter/'>bohater: Harry Potter</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohater-ofc/'>bohater: OFC</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohaterowie-dmhp/'>bohaterowie: DM/HP</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/fandom-harry-potter/'>fandom: Harry Potter</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/forma-miniaturka/'>forma: miniaturka</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/gatunek-general/'>gatunek: general</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/gatunek-humor/'>gatunek: humor</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/gatunek-obyczajowy/'>gatunek: obyczajowy</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/inne-aukcja-swiateczna/'>inne: aukcja świąteczna</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/inne-boze-narodzenie/'>inne: Boże Narodzenie</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/inne-powojenne/'>inne: powojenne</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/inne-pre-epilogowe/'>inne: pre-epilogowe</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/inne-wymuszanie/'>inne: wymuszanie</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/inne-watki-powojenne/'>inne: wątki powojenne</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/inne-watki-slizgonskie/'>inne: wątki ślizgońskie</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/liczba-slow-10-15-tys/'>liczba słów: 10-15 tys.</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-pre-slash/'>ostrzeżenia: pre-slash</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-wulgaryzmy/'>ostrzeżenia: wulgaryzmy</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-zmiana-plci/'>ostrzeżenia: zmiana płci</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/oznaczenie-wiekowe-pg-13/'>oznaczenie wiekowe: PG-13</a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/nerejda.wordpress.com/1622/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/nerejda.wordpress.com/1622/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/nerejda.wordpress.com/1622/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/nerejda.wordpress.com/1622/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/nerejda.wordpress.com/1622/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/nerejda.wordpress.com/1622/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/nerejda.wordpress.com/1622/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/nerejda.wordpress.com/1622/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/nerejda.wordpress.com/1622/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/nerejda.wordpress.com/1622/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/nerejda.wordpress.com/1622/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/nerejda.wordpress.com/1622/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/nerejda.wordpress.com/1622/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/nerejda.wordpress.com/1622/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nerejda.wordpress.com&amp;blog=8003495&amp;post=1622&amp;subd=nerejda&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nerejda.wordpress.com/2011/12/26/a-na-swiatecznej-aukcji-wszystko-sie-zdarzyc-moze-czyli-jak-harry-potter-zostal-kobieta/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/cc599d8916dfc5c863323e6bb912a7d4?s=96&#38;d=wavatar&#38;r=PG" medium="image">
			<media:title type="html">nerejda</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Przeklęte sny: – 26 –</title>
		<link>http://nerejda.wordpress.com/2011/09/23/przeklete-sny-%e2%80%93-25-%e2%80%93-2/</link>
		<comments>http://nerejda.wordpress.com/2011/09/23/przeklete-sny-%e2%80%93-25-%e2%80%93-2/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 23 Sep 2011 21:50:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nerejda</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przeklęte sny]]></category>
		<category><![CDATA[bohater: Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[bohaterowie: DM/HP]]></category>
		<category><![CDATA[bohaterowie: SB/RL]]></category>
		<category><![CDATA[fandom: Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[gatunek: dramat]]></category>
		<category><![CDATA[gatunek: romans]]></category>
		<category><![CDATA[inne: poepilogowe]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: slash]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: wulgaryzmy]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: śmierć bohaterów]]></category>
		<category><![CDATA[oznaczenie wiekowe: PG-15]]></category>
		<category><![CDATA[seria: Przeklęte sny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nerejda.wordpress.com/?p=1589</guid>
		<description><![CDATA[Kolejna część 7 października. W biurze jak zwykle było pełno ludzi, krążyli, wymieniali się pozdrowieniami i ploteczkami, pod czujnym okiem Lawinii, która królowała przed wejściem do jego gabinetu. Harry z uśmiechem przyjmował wesołe przywitania swoich aurorów, ignorując co baczniejsze spojrzenia. Doskonale wiedział, o czym niektórzy myśleli, ale na szczęście nie śmieli dzielić się swoimi przemyśleniami [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nerejda.wordpress.com&amp;blog=8003495&amp;post=1589&amp;subd=nerejda&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kolejna część 7 października.</p>
<div align="center">
<hr align="center" noshade="noshade" size="1" width="100%" /></div>
<p><span id="more-1589"></span>W biurze jak zwykle było pełno ludzi, krążyli, wymieniali się pozdrowieniami i ploteczkami, pod czujnym okiem Lawinii, która królowała przed wejściem do jego gabinetu. Harry z uśmiechem przyjmował wesołe przywitania swoich aurorów, ignorując co baczniejsze spojrzenia. Doskonale wiedział, o czym niektórzy myśleli, ale na szczęście nie śmieli dzielić się swoimi przemyśleniami – dlatego mógł ich zignorować. Rozejrzał się uważnie po pomieszczeniu, szukając kolorowej głowy chrześniaka. I w końcu go dostrzegł. Teddy, ubrany w szkarłatne szaty aurorów, z ciemnofioletowymi włosami związanymi w luźny kucyk, pochylał się nad biurkiem, przerzucając papiery. Rozbawiony Harry z uśmiechem przyglądał się zmaganiom młodzieńca, którego traktował jak trzeciego syna. Nagle Teddy, jakby wyczuwając jego spojrzenie, podniósł głowę, przez chwilę wpatrywał się w niego z dziwnym wyrazem twarzy, mieszanką ni to zaskoczenia, ni urazy, i przywitał go niechętnym skinięciem. Potter odetchnął głęboko, czując nagłe kłucie w piersi. A jednak Teddy nadal się na niego boczył.</p>
<p>Oczywiście wczorajsza rozmowa z Weasleyami – która poszła zaskakująco dobrze – pozostawiała między nimi klin, przepaść nieporozumienia trudnego do zracjonalizowania. Czasami zaskakiwało Harry’ego, ile w tym młodym, prawie dorosłym mężczyźnie było złości na świat. I ta gorycz, wynikająca z wychowywania się z Andromedą, bez opieki rodziców, którzy woleli zginąć, ratując świat, niż zostać z nim… Lupin i Tonks zranili swojego syna, a Harry musiał obserwować, jak uraza rośnie. Przerażające doświadczenie.</p>
<p>Gdyby mógł, Potter zmieniłby pół wszechświata, byleby tylko nie widzieć więcej tej pustki w oczach chrześniaka – oczach identycznych jak Syriusza. Patrzenie na złość i ból kogoś tak bliskiego było równie bolesne jak własne cierpienie – a nawet gorsze, bo nie mogło mu się pomóc. Nikt nie mógł.</p>
<p>Harry westchnął i odwrócił wzrok od zaciętej twarzy Teddy’ego, który udawał, że widok chrzestnego w ogóle go nie poruszył. Obaj wiedzieli, że to kłamstwo i obaj udawali, że to nie ma znaczenia. Czasami na tym właśnie polega rodzina.</p>
<p>- Harry, ty tutaj?! – zdziwił się fałszywie Gregory, wychylając zza tekturowej ścianki, oddzielającej boksy poszczególnych pracowników. Zaraz za nim wyłoniła się twarz Boba, który z najszczerszym – i najszerszym z jego repertuaru – uśmiechem, przywitał się z szefem. – Wpadłeś zobaczyć co słychać na starych śmieciach?</p>
<p>Harry zmełł nasuwające mu się na język ostre słowa, rzucając mężczyźnie ostrzegawcze spojrzenie. Zapomniał już, jak Gregory działał mu na nerwy. Zmusił się do lekkiego uśmiechu, mającego na celu złagodzenie trochę sytuacji. Nie przepadał za swoim zastępcą, ale nawet on musiał przyznać, że choć mężczyzna był lizusowatym dupkiem, gotowym na wszystko byleby uzyskać promocję, ale równie dobrze posługiwał się różdżką co językiem.</p>
<p>- Wracam z urlopu, nie mogłem was zostawić na zbyt długo, co nie? – Harry mruknął pozornie lekkim tonem. Obecnie najważniejsze było zachowanie w tajemnicy męczących go „przeklętych snów” i wiadomości o rozstaniu z Ginny. Razem z Kingsleyem zamierzali wykorzystać sytuację w taki sposób, że nikt nie zorientuje się w ich planie, póki nie będzie za późno. – Bob – Harry przywitał się z ciemnowłosym aurorem, który rzucił mu porozumiewawcze spojrzenie i czym prędzej wymknął się Gregory’emu. – Przy okazji, Greg, mógłbyś podrzucić mi wszelkie akta sprawy z Bristolu na biurko, zajmę się tym w wolnej chwili.</p>
<p>Gregory próbował zapanować nam mimiką twarzy, ale poniósł sromotną klęskę. Zmarszczył brwi, na jego czole pojawiła się pionowa zmarszczka, a mocno zaciśnięte usta były prawie niewidoczne. Harry z uśmiechem pokiwał głową, udając, że nic nie zauważył, ale w pamięci zanotował sobie, że musi dokładnie przyjrzeć się pracy podwładnego. Coś mu mówiło, że Gregory’ego męczył jakiś problem – a problemy wśród aurorów zawsze źle się kończyły.</p>
<p>- Pamiętaj o tych dokumentach – przypomniał mu i ruszył w stronę swojego biura. Siedząca przy biurku Lawinia przywitała go uważnym spojrzeniem niebieskich oczu. Harry prawie czuł jej wzrok, przesuwający się po jego ciele, przenikliwy i wszystkowiedzący niczym oczy Moody’ego. – Stęskniłaś się za swoim ulubionym szefem?</p>
<p>- Jak za sraczką – odparowała, poprawiając się na krześle. Zmrużyła oczy, najwyraźniej chcąc dodać coś jeszcze, ale powściągnęła język. Sięgnęła do szuflady dębowego biurka, pogrzebała w niej chwilę i wyciągnęła ciasno zwinięty rulon. – Minister przysłał to do ciebie z samego rana, szefie. Załatwiłeś sobie awans czy naganę?</p>
<p>Harry roześmiał się, odebrał od niej pergamin, zabrał kilka teczek leżących na skraju biurka i z nieskrywanym uśmiechem kazał jej przygotować mocną herbatę. Lawinia mruknęła coś pod nosem – prawdopodobnie narzekając na niego – ale poderwała się z chybotliwego krzesła.</p>
<p>Harry wzruszył ramionami i zaklęciem odkluczył swoje biuro. Nikt w czasie jego nieobecności nie miał prawa tu wejść. Liczne zaklęcia chroniły pomieszczenie przed nieproszonymi i zbyt ciekawskimi gośćmi. Biuro szefa było tabu dla aurorów; wiedzieli, że lądowało się tutaj tylko wtedy, gdy było się w tak głębokich tarapatach, że jedynie ingerencja zwierzchnika mogła ocalić ich lekkomyślny tyłek.</p>
<p>Kwatera Główna Aurorów składała się z trzech podstawowych pomieszczeń: ogromnej hali podzielonej na boksy, w których pracowali poszczególni pracownicy, gabinet aktualnego szefa, znajdującego się w głębi sali, oraz magicznie powiększanej auli konferencyjnej. Z Kwatery Głównej można było wydostać się sześcioma różnymi drogami, jednak większość pracowników ministerstwa zdawała sobie sprawę jedynie z czterech. Wszyscy wiedzieli o wejściu z głównego korytarza, o starych, obdrapanych łukach prowadzących bezpośrednio do Służb Administracyjnych Wizengamotu, o maleńkim, pilnowanym przez klucznika pokoiku z podłączoną Siecią Fiuu oraz białych drzwiach, za którymi kryły się sale treningowe. Każdy auror znał drogę do awaryjnego wyjścia, skąd w razie potrzeby mogli się bezproblemowo przenieść do budynku obok. Jedynie szef Biura Aurorów wiedział o ukrytym w swoim gabinecie przejściu, prowadzącym do prywatnego biura ministra magii.</p>
<p>Wchodząc do swojego pokoju, Harry jak za każdym innym razem rzucił zaklęcie na ciemnofioletową ścianę i przyjrzał się wiszącej tam mapie, przedstawiającej całe drugie piętro. Na ścianie obok znajdował się identycznie zaczarowany plan całego ministerstwa. Po pergaminach poruszały się podpisane imieniem, nazwiskiem i pełnioną funkcją różnokolorowe kropki. Ich barwy różniły się w zależności od departamentu; jedynie goście, otrzymujący specjalne plakietki przy wejściu do ministerstwa, wyróżniali się, połyskującym ciemnoróżowym kolorem. Oprócz Rona i Hermiony jedynie Kingsley zdawał sobie sprawę z tego, jaki skarb ukrywał się w biurze Harry’ego – w końcu pomógł go stworzyć. Nad tym zaklęciem zaczęli pracować kilka miesięcy po ukończeniu przez Pottera Uniwersytetu Aurorskiego i przyjęcia go w szeregi elity. Ron, pomagający właśnie George’owi w sklepie, gdy Harry i Hermiona wpadli z wizytą, po wysłuchaniu narzekań swojej dziewczyny zauważył, że przydałaby się taka Mapa Huncwotów – nie Hogwartu, ale ministerstwa. Pomysł był genialny. O dziwo, wywołał też zachwyt i aprobatę Kingsleya, który obiecał im pomóc w miarę swoich możliwości. Po włamaniach trójki nastolatków do Gringotta i ministerstwa uszczelnienie ochrony stało się jednym z wielu priorytetów, a mapa, pokazująca wszystkich czarodziejów poruszających się po budynku, w przyszłości mogła zapobiec podobnym incydentom. Po trzech latach badań, licznych próbach i błędach udało im się z sukcesem zakończyć ten projekt. W tamtym czasie sytuacja w ministerstwie nadal była dość niestabilna i informowanie kogokolwiek o mapie wydawało się zbyt frasobliwe. Za radą Kingsleya ukryli więc całą sprawę głęboko. Dopiero po oficjalnych wyborach na ministra magii, w których Shacklebolt zmiażdżył swojego oponenta i późniejszym mianowaniu Harry’ego Pottera szefem Biura Aurorów, zdecydowali przenieść obie mapy do Kwatery Głównej. Potrzebowali ich.</p>
<p>Harry przyjrzał się uważniej planom ministerstwa. Wszystko wydawało się w jak najlepszym porządku, nikt niepokojący nie skradał się korytarzami. Przez chwilę obserwował zmierzającą w stronę swojego biura Hermionę, po czym jednym machnięciem ukrył pod zaklęciem iluzji obie mapy. Na ścianie pojawiła się magiczna podobizna Hogwartu i, jak na czarodziejski obraz przystało, wydawała się całkiem żywa. Nad zamkiem jaśniało blade słońce, a liście zmiecione przez wiatr wędrowały po opuszczonych błoniach. Błogość, cisza, spokój. Na Harry’ego ten obraz zawsze działał uspokajająco – tym razem nie było inaczej.</p>
<p>Zatopił się w wygodnym, krwistoczerwonym fotelu, ostrożnie odkładając zabrane zadziornej sekretarce dokumenty. Z niechęcią sięgnął po pierwszy z góry. Im szybciej się do tego zabierze, tym szybciej będzie wolny. Najchętniej wrzuciłby wszystkie papiery do kominka, w ten sposób pozbywając się męczącego problemu. Ale nie mógł. Westchnął, zupełnie niezaciekawiony; zbyt dobrze wiedział, że czekało go przedzieranie się przez długie, nużące i wyczerpujące granice rozsądku i cierpliwości pergaminy. Gregory, jego zastępca, uważał, że im więcej szczegółów odkryto podczas zbierania śladów, tym lepiej dla sprawy i za każdym razem, gdy biuro lądowało pod jego czujnym okiem, pilnował, by aurorzy stosowali się do tych głupich wytycznych. Ani aurorzy, ani Harry nie byli tym zadowoleni. Zbyt często sedno prostej sprawy umykało w ogromie drobiazgów.</p>
<p>Potter z ostatnim cierpiętniczym westchnieniem zagłębił się w akta. Zaaferowany czytaniem nawet nie dostrzegł przynoszącej mu kawę Lawinii, zignorował również stos dokumentów, które podrzuciła mu do podpisania. Po ośmiu latach wspólnej pracy oboje wiedzieli, czego się po sobie spodziewać i dzięki temu jakoś to szło. O jedenastej Harry wybrał się do Kingsley, odbierając od niego kolejną kupkę pergaminów, których tajemnice skrywał odpowiedni szyfr znany tylko im obu. Informacje przekazane mu przez ministra nie były zachęcające. Kingsley miał wczoraj rację, gdy twierdził, że ta sprawa to jedna, wielka podpucha. Nic nie trzymało się kupy, wszystkie wątki sprawy rozmijały się, a jedynym, niepodważalnym faktem była próba morderstwa. Harry obiecał sobie, że nikomu nie pozwoli doprowadzić do szczęśliwego dla zleceniodawcy końca. Już on się o to postara.</p>
<p>Szybko nadrabiał zaległości, podpisywał niecierpiące zwłoki, biurokratyczne dokumenty, starając się zrobić jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Dzień minął szybko, czego zaabsorbowany Potter nawet nie zauważył, dopóki Lawinia nie wpadła do jego biura z kubkiem kawy.</p>
<p>- Przyda się – stwierdziła beznamiętnie, stawiając zielonożółte naczynie obok atramentu. – Będę już wychodzić.</p>
<p>- Yhy… &#8211; mruknął Harry, prawie jej nie słuchając. Kobieta przewróciła oczami z irytacją, ale ani jednym słowem nie skomentowała nieuwagi szefa.</p>
<p>- Pogadaj z młodym Lupinem, coś mu doskwiera. Rozum Patersona skurczył się jeszcze bardziej, porównać go do orzeszka to urągać orzeszkowi… poza tym Alex coś kombinuje, chyba jakiś przekręt z międzynarodowcami.</p>
<p>- Yhy…</p>
<p>Kobieta pochyliła się niżej, ciemne włosy opadły na owalną twarz, a niebieskie oczy rozbłysły złośliwością.</p>
<p>- Kira zdecydowała się zmienić płeć, a Gregory wyznać, że uwielbia kociaki.</p>
<p>Harry zamrugał, unosząc głowę znad teczki i zmierzył ją podejrzliwym spojrzeniem.</p>
<p>- Lawinio, jeśli zdarzy się taki dzień, że uwierzę ci, gdy próbujesz mi coś wmówić, wmaszeruję do biura Kingsleya, domagając się, żebyś została szefem Biura Aurorów.</p>
<p>- I zostaniesz moją sekretarką?</p>
<p>- Oczywiście – rzucił z cieniem uśmiechu i rozświetlonym rozbawieniem spojrzeniem zielonych oczu. To była ich stara gra. Lawinia próbowała przyłapać go na nieuwadze, a on starał się nie dać złapać.</p>
<p>- Umowa stoi, szefie. – Skinieniem zaakceptowała warunki, uśmiechając się szelmowsko. Odgarnęła opadające na usta włosy i zmierzyła go nieco powątpiewającym spojrzeniem. – Przekazałam wszystkim rozpiskę dyżurów. Nie byli zadowoleni. Niektórzy sarkali, że…</p>
<p>W międzyczasie Harry rozprostował kości i sięgnął po kubek z namalowanym hipogryfem. Kiwał głową, niby jej słuchając, ale myślami był gdzie indziej. Zastanawiał się co z Łobuzem. W jakiś przedziwny sposób kociak momentalnie wpasował się w jego życie. Bez przeszkód dał się umyć; Harry, który w pogotowiu trzymał różdżkę, gotowy unieruchomić zwierzę na najmniejszą oznakę walki, z głupią miną wgapił się machającego ogonem kota, który wszedł do wypełnionej wodą miednicy i zmierzył go spojrzeniem tych przejrzyście zielonych oczu, jakby chciał powiedzieć: „No i na co czekasz? Ja tu już siedzę”. A potem z cierpliwością zniósł tarmoszenie przy wycieraniu, po czym z godnością odszedł na bok i wylizał się dokładnie. Potter poczuł się jeszcze głupiej, gdy uświadomił sobie, że mógł przecież oczyścić go zaklęciem – wyglądało na to, że nowego członka rodziny kompletnie nie ruszały przejawy magii. Może jego poprzedni właściciel też był czarodziejem? Gdy kociak wmaszerował do sypialni Harry’ego, rozłożył się na łóżku z królewską pewnością, że tam było jego miejsce, i miauknięciem przywołał go do siebie, Potter potrafił jedynie się zaśmiać. Po wydarzeniach tego wieczoru, wyczerpującej rozmowie z Weasleyami i radzeniu sobie ze złością chrześniaka, taka zwyczajna akceptacja – nawet jeśli pochodziła od kota – była mu potrzebna. Rano Łobuz obudził go miauczeniem, a gdy Harry wypuścił go na zewnątrz, nie wiedząc, jak inaczej poradzić sobie z problemem, kociak wrócił, zanim człowiek aportował się do pracy.</p>
<p>Jedno było pewne – jak na dzikiego, bezpańskiego króla ulic Łobuz był zaskakująco łagodny i spokojny. Harry’ego chwilami szokowało jego nie-kocie zachowanie, ale po rzuceniu serii zaklęć nie wykrył żadnego oszustwa. Łobuz był kotem, niezwykłym, bo niezwykłym, ale nadal kotem.</p>
<p>Nagle Lawinia szybkim ruchem sięgnęła po jedną z teczek i bez pardonu walnęła Harry’ego w ramię.</p>
<p>- Nie produkuję się na darmo, szefie – przypomniała, mierząc go ostrym, ostrzegawczym spojrzeniem. Mimo delikatnej urody i bardzo kobiecego imienia była diabłem wcielonym. – Powinieneś się cieszyć, że to nie żądełko.</p>
<p>Harry jęknął, ale nie odważył się skomentować. Zaklęcie żądlące Lawinii Acidity było sławne na całe piętro. Kobieta nie żałowała ich nikomu, jeśli uznała, że nicpoń na nie zasługuje.</p>
<p>- Wybacz, myślami byłem gdzie indziej.</p>
<p>- Taa, to już ustaliliśmy – stwierdziła zgryźliwie, mrużąc oczy i przyglądając mu się z dezaprobatą. – Jak na kogoś, kto wrócił świeżo po „urlopie” – nacisk, z jakim to powiedziała, naprawdę sporo zasygnalizował Harry’emu – jesteś zbyt rozproszony.</p>
<p>- Pourlopowy marazm, nic się nie chce – odparował, nie unikając jej bacznego spojrzenia, doskonale świadom analizy, której go poddawała. Lawinia była zbyt bystra, a jej cele różniły się od jego; nigdy nie mogli być sojusznikami.</p>
<p>- Ty i marazm? – Jej brew powędrowała wysoko, prawie do linii włosów.</p>
<p>- Mam czterdzieści jeden lat, ćwierć wieku goniłem za przestępcami, mordercami… najgorszymi mętami czarodziejskiego świata. Chyba mam prawo być zmęczony życiem?! – Pozwolił, by w jego głos wkradła się irytacja i złość, czując jak buzuje w nim podniecenie. I taki świat kochał. Ten, z którym był obznajomiony, znał go od podszewki i wiedział, jak i czym walczyć. <em>Alternatywny świat może spadać</em>, zdecydował nagle, <em>nic nie równało się z rzeczywistością</em>. – A teraz wybacz, nie mam czasu na twoje kobiece fochy.</p>
<p>- Zawsze, gdy próbujesz mnie zbyć… &#8211; przerwała w pół zdania i prychnęła pogardliwie, nagle decydując się nie kończyć. Machnęła ręką, rozzłoszczona. – Wiesz co… udało ci się! I tak mnie to nie obchodzi! Miłego wieczoru, szefie. Obyś udławił się kolacją – warknęła, szybkim krokiem zmierzając w stronę drzwi. Wychodząc, trzasnęła nimi z całych sił.</p>
<p>Harry westchnął, potarł skronie, czując zbliżający się ból głowy. Jak to dobrze, że jutro oboje będą zachowywać się, jakby nic się nie stało. Od ośmiu lat ścierali się charakterami i, póki co, biuro nadal stało.</p>
<p>Gdy Harry miał zagłębić się w sprawę Patersona, nagle rozległo się pukanie do drzwi.</p>
<p>- Któż znowu? – jęknął do siebie, ale przybrał profesjonalny, bezosobowy wyraz twarzy i krzyknął, żeby wchodzić.</p>
<p>Za uchylających się ostrożnie drzwi wychyliła się ciemnofioletowa głowa.</p>
<p>- Harry? – Niepewny głos Teddy’ego zaskoczył go. Harry uniósł głowę, walcząc o zachowanie spokoju. Z napięciem przyglądał się zawstydzonej twarzy chrześniaka, który nie śmiał unieść wzroku, żeby zmierzyć się z jego spojrzeniem. Teddy zaszurał nogami, obutymi w ciężkie, wykonane ze smoczej skóry buciory, przygryzł wargi i dopiero po chwili zdecydował się wejść. – Muszę z tobą pogadać… przeprosić…</p>
<p>Ciężar w brzuchu Harry’ego nagle nabrał na lekkości. Mężczyzna rzucił stojącemu naprzeciwko biurka chrześniakowi zamyślone spojrzenie.</p>
<p>- Victorie ci nawrzucała? A może babka? – Choć już wybaczył Teddy’ego ostre słowa, nie zamierzał mu niczego ułatwiać. – Hermiona też pewnie nie żałowała ostrych słów.</p>
<p>- Właściwie to był wujek Ron – chłopak rzucił mu przepraszające spojrzenie – ale usiądę, dobra?&#8230; – Po skinięciu Harry’ego ostrożnie zajął miejsce i śmiało uniósł wzrok, nabierając pewności siebie. – Wiesz, że nie chciałem powiedzieć tego wszystkiego, prawda? Po prostu… zdenerwowało mnie, że nic… tyle miesięcy, a ty ani słówkiem się nie zająknąłeś, że… coś jest nie tak – dokończył z trudem. – Przez tyle miesięcy nic <em>mi</em> nie powiedziałeś! A powinieneś – nie jestem już dzieckiem. Nie musisz mnie chronić.</p>
<p>- Wiem – westchnął ciężko Harry – ale to trudne. Choć rozum podpowiada, że jesteś już dużym chłopcem, serce mówi inaczej. Nie zdawałem sobie sprawy…</p>
<p>Teddy uśmiechnął się lekko, z pewnym niefrasobliwym zrozumieniem.</p>
<p>- Tak bardzo starałem się, żebyś mi ufał… docenił, że jestem już dorosłym człowiekiem… – próbował wyjaśnić, potykając się co chwilę. Harry wiedział, że Teddy mówił z głębi serca, ale słuchanie go było niewygodne jak podsłuchiwanie czyichś wyznań miłosnych. Zamiast niego, w tym starym fotelu, powinien tu siedzieć Remus. &#8211; Mężczyzną, z którego możesz być dumny… &#8211; Teddy zawahał się. – Chyba przestraszyłem się, że zawsze będziesz traktował mnie jak dziecko. Głupie, niechciane dziecko – dodał z goryczą.</p>
<p>- Teddy… &#8211; Harry zatrzymał się, nie wiedząc, jak ująć w słowa te wszystkie sprawy, problemy, których nikt – choć próbowali, Merlinie, próbowali jak szaleni – nie umiał wyjaśnić małemu, zagubionemu chłopcu. Nie potrafili mu dać właściwej odpowiedzi, nawet jej nie znali, a w międzyczasie chłopiec dorósł, cierpiąc coraz bardziej. Im szybciej dorastał, tym więcej spraw nie rozumiał. Nie był jedyny – tak naprawdę nikt z nich nie pojmował. Podsuwali wymówki, usprawiedliwienia, starali się jakoś wyjaśnić Teddy’emu czemu rodzice – ludzie, którzy powinni traktować swoje dziecko jak najcenniejszą rzecz na świecie – wybrali większe dobro ponad jego dobro, a na dodatek dali się przy tym zabić.</p>
<p>Nikt z nich nie umiał ukoić jego bólu – świadomości, że rodzice nie kochali go wystarczająco. Że bardziej kochali walczyć niż zostać z nim.</p>
<p>- Wiem, to głupie, ale próbuję wyjaśnić… chyba źle do tego podchodzę… po prostu… wiesz… przepraszam za wszystkie te głupoty, które ci nagadałem.</p>
<p>- Jakie głupoty? Nic nie pamiętam – zażartował słabo Harry, rzucając mu zmartwione spojrzenie.</p>
<p>- Dzięki, Harry – mruknął Teddy, znów wbijając spojrzenie w swoje stopy. – Jesteś świetnym chrzestnym… lepszego rodzice nie mogliby mi wybrać… To jedyne, co zrobili dobrze – dodał półgłosem, unikając wzroku Harry’ego, który westchnął, ale nie skomentował. Rozdrapałoby to jedynie ranę. Stoczyli już tysiące podobnych batalii i za każdym razem żaden z nich nie ustąpił.</p>
<p>Jak na szefa Biura Aurorów przystało, postanowił zmienić temat rozmowy na lepszy – pracę.</p>
<p>- Cieszę się, że tak myślisz, aurorze Lupin.</p>
<p>Teddy uniósł głowę, zerkając na niego uważnie.</p>
<p>- Jeszcze czymś podpadłem?</p>
<p>- Czy nie powinieneś być teraz gdzie indziej? Na przykład przy boku Kingsleya? Twoja zmiana zaczyna się za kwadrans. Sio mi stąd!</p>
<p>- Jasna sprawa, Harry – nagle zawahał się, przypominając sobie, że nie oddał chrzestnemu kontraktu. – Zapomniałbym o tym. – Wyjął z kieszeni zrulowany pergamin i położył na biurko. – Mam nadzieję, że Draco ci pomoże.</p>
<p>- <em>Draco</em>?</p>
<p>Teddy rzucił mu zdziwione spojrzenie.</p>
<p>- Po tym wszystkim, całej tej awanturze, i w ogóle, chyba nie zmieniłeś zdania, co nie?</p>
<p>Czasami Harry miał ochotę udusić tego chłopaka.</p>
<p>- Nie o tym mówiłem…</p>
<p>- A o czym? Nie rozumiem…</p>
<p>- Od kiedy mówisz Malfoyowi po imieniu? Znacie się?</p>
<p>- Aaa, ty o tym&#8230; – Teddy wyszczerzył się do Harry’ego. – Scorpius, no wiesz, jego syn, pisał do mnie przez całe lato. Przez przypadek dowiedział się, że jesteśmy rodziną i chciał poznać kuzyna. Miły dzieciak. Wpadłem do nich raz czy dwa, Draco był wtedy w domu i nie miał nic przeciwko moim wizytom.</p>
<p>Harry przez chwilę niezdecydowany próbował sobie wmówić, że wcale nie chce wiedzieć, co o Malfoyu myśli Teddy. Jego chrześniak miał niesamowity instynkt, pozwalający mu trafnie oceniać ludzi, a Pottera ciekawiło co dostrzegł w tym niespodziewanym sojuszniku, którego zesłał mu los. W Harry końcu przełamał się.</p>
<p>- I co o nim myślisz?</p>
<p>Teddy zawahał się na chwilę, nie wiedząc na ile być szczerym z chrzestnym.</p>
<p>- Jest w porządku, chociaż wydawał się trochę… bo ja wiem… <em>niezdecydowany – </em>zamyślił się na chwilę. Jakby to zrozumiale wyjaśnić? – Pamiętasz Peppiego? – Harry skinął głową. Jak mógłby zapomnieć małego puszka pigmejskiego, który przez dwa lata doprowadzał go do szału? Cholerny zwierzak w końcu zdechł, zeżarty przez sowę. – Zawsze zanim coś zjadł, rozglądał się wokół, obwąchiwał jedzenie, przysiadał na chwilę i zastanawiał się głęboko – przypomniał Teddy. W jego ciemnofioletowych oczach błyszczało rozbawienie wymieszane z odrobiną żalu. – Był <em>takim</em> paranoikiem. Jedynie babcia się z niego nie śmiała, mówiła, że ma dobre instynkty… nawet jak na miniaturowego pufka. Był ode mnie zależny – mogłem go zranić…  &#8211; Teddy odwrócił wzrok. &#8211; Draco jest podobny do niego, nieufny aż do szpiku kości… a jednocześnie ma w sobie coś, jakąś życiową pewność, że nie da się nikomu dotknąć. Twardość, którą sam wybrał, czegoś nie mogąc znieść. – Teddy wzruszył ramionami. &#8211; On chyba nie wie, kim jest. Jakby nie potrafił zdecydować się, jakim człowiekiem być… albo nie umiejąc być tym, kim chce… Wydaje mi się, że on nadal na coś czeka. Na jakiś przełom? A może akceptację?</p>
<p>- Akceptację…? – Harry powtórzył w zamyśleniu. A potem dodał sam do siebie: – Ale czyją?</p>
<p>- Skąd mam wiedzieć? – obruszył się Teddy. – Widziałem go może raptem ze dwa razy przez krótką chwilę. Powiem ci jedno – Draco Malfoy ma za sobą parę przykrych spraw i to nadal rzutuje na jego życie.</p>
<p>- Był śmierciożercą – cicho powiedział Potter. Teddy gwałtownie wciągnął powietrze, a w jego oczach mignęło coś mściwego. Nienawidził śmierciożerców. Z ich winy zginęli jego rodzice. – Akta są utajnione, ponieważ był małoletni w momencie przyjęcia Mrocznego Znaku. Miał zaledwie szesnaście lat… Voldemort groził jego rodzicom.</p>
<p>- Ty walczyłeś z nim, gdy byłeś na pierwszym roku – przypomniał ostro Teddy, krzyżując ręce na piersi. – Draco miał szesnaście, gdy zdecydował się walczyć po stronie tych gnojów. Był wystarczająco dorosły!</p>
<p>- Wystarczająco dorosły… &#8211; Harry powtórzył za nim łagodnym głosem. – Przyjął znak, gdy jego ojca zamknięto w Azkabanie, a aurorzy napadali na ich dom. Czytałem akta, pięć, sześć nalotów na tydzień. Scrimgeour mógł być z siebie dumny  &#8211; dodał z przekąsem – atakować kobietę i małoletniego.</p>
<p>- Wielkie mi rzeczy! Ciągle robimy kontrole.</p>
<p>- Ale teraz JA jestem szefem i NIE pozwolę nikomu przekroczyć linii. Wtedy było inaczej… Biurem Aurorów kierował Scrimgeour… był dobrym, choć twardym człowiekiem, który nie wahał się przed niczym. Przez całe życie walczył z czarnoksiężnikami – to był cel jego życia… a cel uświęcał środki. Po aresztowaniu śmierciożerców złapanych w ministerstwie, ich rodziny były jego jedynym śladem prowadzącym do Voldemorta. Ludzie panikowali, w ministerstwie panował chaos, a Scrimgeour szybko wykorzystał okazję. Przejął fotel ministra magii, pozostawiając na czele aurorów swojego długoletniego przyjaciela i sojusznika. Aresztowanie Lucjusza dało mu doskonały pretekst… a ponieważ nazwisko Malfoya utożsamiano z czarną magią, nikt nie zaprotestował. Nikogo nie obchodziło, co działo się podczas nalotów.</p>
<p>- I to ma go usprawiedliwiać? Bzdura!</p>
<p>- Nie bądź dzieckiem, Teddy – ostro skarcił go Harry głosem, który mówił, że jeszcze jedno słowo i straci cierpliwość. – Z jednej strony ministerstwo, które miało gdzieś, co się stanie z Malfoyami, z drugiej wściekły Voldemort… a pośrodku szesnastoletni, wychuchany gówniarz, który nie umiał prosić o pomoc – nawet nie umiał jej zaakceptować. Voldemort był lepszą opcją, jedyną, na którą Malfoy mógł się zgodzić… choć wiedział, że poniesie karę za klęskę swojego ojca – dodał ciszej. – Nie musisz go lubić, ale zaakceptuj fakty.</p>
<p>- Był SŁABY – warknął Teddy, zaślepiony własnymi demonami – i sam zdecydował stanąć po stronie tych złych. Nie usprawiedliwiaj go!</p>
<p>- Nie usprawiedliwiam – odparował momentalnie Harry – ale świat nie jest taki prosty. Ludzie podejmują złe decyzje tylko dlatego, że okoliczności były takie a nie inne. Malfoy wychował się w rodzinie, w której ceniono tradycje równie mocno jak krążąca w żyłach krew. <em>Nie</em> <em>umiał</em> podjąć innej decyzji – znał tylko jeden świat, jeden odcień bieli.</p>
<p>Teddy westchnął ciężko, ciągnąc za włosy związane w kucyk.</p>
<p>- Usprawiedliwiasz go, Harry, a ja nie rozumiem dlaczego.</p>
<p>- Był tak samo winny jak ja – postawiono nas w sytuacji, gdy strony już dawno zostały wybrane. Ani on, ani ja nie umieliśmy wyjść poza ramy, w które nas wtłoczono. Jesteśmy – byliśmy – symbolami jednej wojny: on po stronie tych złych, ja tych dobrych. W tamtym momencie nasze wybory nie były trudne, wręcz przeciwnie. – Harry westchnął, nagle przytłoczony tymi wszystkimi wspomnieniami, od których uciekał. – Dopiero później… coś się zmieniło. Malfoy, z jakiegoś powodu, uratował nam życie, gdy złapali nas szmalcownicy. Później jego przydupasy chciały nas zabić, a on próbował pomóc. Potem uratowałem jego i Goyle’a… To były dziwne czasy…</p>
<p>- Dlaczego nigdy o tym nie opowiadałeś? – zapytał cicho Teddy, przyglądając mu się uważnie, z pewnym zakłopotaniem.</p>
<p>- Bo nie różnię się niczym innym od reszty – chcę zapomnieć. Tamten rok z wielu względów był przełomowy i straszny jednocześnie. Tak jest chyba łatwiej…</p>
<p>- Naprawdę myślisz, że Draco zasługuje na drugą szansę? Mam go nie skreślać…? Lubię Scorpiusa – dodał po chwili wahania.</p>
<p>- To twoja rodzina.</p>
<p>- Czasami cię nienawidzę, wiesz?</p>
<p>- Wszyscy to wiedzą.</p>
<p>- Z kim przyszło mi pracować? – jęknął Teddy melodramatycznie. – A babcia mówiła, żebym został bibliotekarzem.</p>
<p>Harry uśmiechnął się łagodnie.</p>
<p>- Nadal jestem zszokowany, że przeciwstawiłeś się Andromedzie… i nadal żyjesz.</p>
<p>- Bardzo zabawne – prychnął Teddy, wzdrygając się troszeczkę. Jeszcze pamiętał spojrzenie, jakie rzuciła mu babka, gdy zdecydował się w końcu powiedzieć jej, że przyjęto go na Uniwersytet Aurorski. – Powinienem pogadać z Draco, no wiesz, jak auror ze śmierciożecą? – Obaj wiedzieli, że to po części żart.</p>
<p>- Nie bądź dla niego za ostry. Nie lubię go, ale nie był taki zły jak na dupka.</p>
<p>- A jak go wkurzę, on będzie na ciebie zły… hmm… to jakaś myśl.</p>
<p>Szelmowska mina chrześniaka, który rzucił mu znaczące spojrzenie, rozśmieszyła Harry’ego.</p>
<p>- Spokojnie, przeżyję malfoyowski napad złości. Zdecydowanie za dużo czasu spędzasz z chłopcami – skwitował po chwili, kiwając głową. – A teraz leć pracować.</p>
<p>- Jasne, szefie – zasalutował Teddy z szerokim uśmiechem – i wiesz, dzięki. Pomyślę nad tym, co mi powiedziałeś… i daj znać, gdy będziesz potrzebował pomocy. Jestem w końcu twoim chrześniakiem, muszę się na coś przydać.</p>
<p>- Na dobry początek możesz się zająć swoją pracą.</p>
<p>- Już mnie nie ma – obiecał, szybkim, dudniącym krokiem idąc w stronę drzwi. – Do zobaczenia, Harry!</p>
<p>Potter odetchnął głęboko, rozluźniając się. Rozmowa z Teddym zmęczyła go psychicznie. Jego chrześniak może i był dobrym aurorem, ale czekało go jeszcze sporo pracy, zanim poukłada sobie życie. Taki młody, odważny i zbyt krzywdzący w swoich ocenach.</p>
<p>Harry sięgnął po zielonożółty kubek, przerzucił kilka stron raportu w sprawie napadu w Exeter i westchnął ciężko, marząc o jakichś kanapkach. Zaczynało mu burczeć w brzuchu.</p>
<p>Jak na zawołanie, w drzwiach do gabinetu stanął uśmiechnięty Ron, lewitując ostrożnie jakąś tacę z pokrywką.</p>
<p>- Hejka! – przywitał się radośnie. – Czekałem, aż Teddy się wymknie.</p>
<p>- Znowu brałeś eliksir mobilizujący?</p>
<p>- Nie, Hermiona mi zabroniła – z bezczelnym uśmiechem rzucił jego rudowłosy przyjaciel, kładąc tacę na leżące na biurku raporty. – Nie przejmuj się, są od tego zaklęcia.</p>
<p>- Rooon…</p>
<p>- Tak, <em>szefie</em>?</p>
<p>Harry zastanowił się, czy jak zabije swojego najlepszego przyjaciela, Weasleyowie będą odwiedzać go w Azkabanie?</p>
<p>Pewnie nie.</p>
<p>- Co się stało? Jestem zawalony robotą, więc jakbyś mógł się sprężyć…?</p>
<p>- Auć, Harry, to bolało. Przynoszę ci obiad, wysyłam do ciebie Teddy’ego, a ty tak się odwdzięczasz?</p>
<p>- George, to ty? To nie jest zabawne.</p>
<p>Ron, unoszący właśnie pokrywę, wyszczerzył się tak szeroko, że musiała boleć go szczęka. Harry’ego rozbolała od patrzenia.</p>
<p>- Człowiek nie może być przez jeden dzień szczęśliwy, bo zaraz podejrzewają go o Merlin wie co. Już wiem, jak się czuje Jamie.</p>
<p>- Mój syn zawsze coś kombinuje – zauważył Harry, skupiając swoją uwagę na smakowicie pachnącej zupie. Sięgnął po łyżkę i przysunął do siebie talerz. – Mmm… pyszne.</p>
<p>- Mama pozdrawia – dorzucił szybko Ron, pałaszując zupę z drugiej miski. Molly Weasley była cudowną kobietą, wiedziała, że przecież jej syn nie będzie siedział i patrzył, jak Harry je w samotności – należało przecież dotrzymywać przyjacielowi towarzystwa. – Martwi się o ciebie.</p>
<p>- Przekaż, że ją uwielbiam.</p>
<p>- Sam jej to powiesz, zaprasza na kolację.</p>
<p>- Nie mogę – z żalem odmówił Harry, sięgając po dokładkę. &#8211; Na dwudziestą jestem umówiony z Malfoyem.</p>
<p>- Czemu tak późno? Dupek pewnie chce cię zatrzymać na noc.</p>
<p>Harry roześmiał się, widząc oburzoną minę siedzącego naprzeciwko niego rudzielca. Jednak Ron był jedyny w swoim rodzaju.</p>
<p>- Sam zaproponowałem. Malfoy nalegał na spotkanie wcześniej, ale jak widzisz, jeszcze nie udało mi się stąd wyrwać. Przypomnij mi, żebym skopał Gregory’emu tyłek…</p>
<p>- Pomogę – zaoferował swoją pomoc Ron, odsuwając od siebie pusty talerzyk. – Lizus działał mi na nerwy przez cały miesiąc. A zrobił coś szczególnego czy tak za brak innych zalet?</p>
<p>- Raporty – jęknął Harry, miętosząc włosy, które i tak po całym dniu pracy w biurze wyglądały strasznie. – Opisy sytuacji w najdrobniejszych szczegółach… uwzględniające nawet odległość szafki do butów od ściany. Zabiję go…</p>
<p>- Czyli coś, czego nie udało ci się zrobić z Voldemortem. – Po tych wszystkich latach – i dobroczynnych przyjęciach, w których musieli brać udział po wojnie – Ron nie miał najmniejszego problemu z wymawianiem imienia ich dawnego wroga. – Nieźle musiał ci dopiec.</p>
<p>- Nie jest taki zły – dodał uczciwie Harry. – Ale spójrz na to, sprawa z Exeter, Davin, na żądanie Gregory’ego, musiał zmierzyć odległość nosa od ucha ofiary – kompletna strata czasu. Dziwne, że nikt jeszcze go nie zabił.</p>
<p>- Czekaliśmy na ciebie – wyszczerzył się Ron. – Większość uznała, że zasłużyłeś na małą karę.</p>
<p>- I przejrzenie ton makulatury ma nią być?</p>
<p>- No pewnie.</p>
<p>- Merlinie strzeż mnie, bo zaraz was zabiję – warknął z frustracją w głosie Harry. – Nie mogliście pisać normalnych sprawozdań?</p>
<p>- Sprawozdania, Harry, to dopiero na ciebie czekają.</p>
<p>- Świetnie!</p>
<p>Ron przyjrzał mu się uważniej, w końcu porzucając żartobliwy ton.</p>
<p>- Co jest?</p>
<p>- Nic – padła zbyt szybka odpowiedź.</p>
<p>- Harry, znam cię od ponad ćwierćwiecza, twoje „nic” mnie nie przekonuje. No już, wyżal się Ronowi, zanim on wezwie na pomoc swoją dzielną żonę.</p>
<p>- Mówienie o sobie w trzeciej osobie jest objawem szaleństwa.</p>
<p>- I kto to mówi? –zaśmiał się Ron. – Wyrzuć to z siebie, poczujesz się lepiej.</p>
<p>- Usłyszałeś to od Hermiony?</p>
<p>- Nie, to z piosenki Szalonych Kóz. <em>Wyrzuć to z siebie, poczujesz się lepiej</em> – zanucił, fałszując okropnie. Harry starał się nie krzywić, ale mu nie wyszło. – Aberforth jest złem wcielonym, skusił mi dziecko – dodał melodramatycznie Ron – które od tamtej pory słucha tego jazgotu codziennie. Hermiona twierdzi, że nasza córka w ten sposób przejawia swój indywidualizm, manifestuje naturalny psychofizyczny rozwój i coś tam jeszcze… argh, Rose po prostu uwielbia grać mi na nerwach.</p>
<p>- Ma piętnaście lat, to raczej normalne.</p>
<p>- Tak myślisz?</p>
<p>- Poczekaj aż zacznie spotykać się ze Scorpiusem.</p>
<p>- No nie… i ty też, Brutusie? Przy każdej okazji Hermiona straszy, że gówniarz zostanie naszym zięciem.</p>
<p>- Rose spędza z nim sporo czasu – dyplomatycznie przypomniał mu Harry. – To prawdopodobne.</p>
<p>- Tylko dlatego, że ten ślizgoński dupek ją wykorzystuje! Jakby sam nie mógł poradzić sobie z runami.</p>
<p>- Piąty rok to rok SUMów.</p>
<p>- Wielkie mi rzeczy! Rose zda je śpiewająco.</p>
<p>- No i sam widzisz, Scorpius korzysta z pomocy najlepszych.</p>
<p>- Al jest najlepszy na ich roku – przypomniał mu Ron, rzucając mu kose spojrzenie.</p>
<p>Harry uśmiechnął się.</p>
<p>- I wszystko jasne. To naprawdę proste – Scorpiusowi podoba się Rose, a i on musi nie być jej obojętny, skoro dała się namówić na korepetycje.</p>
<p>- Niee, nawet tak nie mów – jękliwym głosem prosił jego przyjaciel. – Dajcie mi się jeszcze połudzić, że nic z tego nie wyjdzie.</p>
<p>- Mogą się rozstać – zasugerował niewinnym tonem Harry. – Związki w tym wieku nie są zbyt trwałe. Przypomnij sobie siebie i Lavender…</p>
<p>- Dlatego jesteś moim najlepszym kumplem – ucieszył się Ron – nawet jeśli sam w to nie wierzysz, dajesz mi nadzieję. Tak trzymać!</p>
<p>Harry zachichotał.</p>
<p>- Więc skąd ten dobry nastrój od rana?</p>
<p>Ron wyszczerzył się.</p>
<p>- Hermiona postawiła galeona na rozstanie Teddy’ego i Victoire w zeszłym tygodniu. <em>Przegrała</em>.</p>
<p>Cała rodzina stawiała zakłady, kiedy &#8211; kolejny raz &#8211; Teddy i Victoire rozstaną się lub zejdą. Od lat krążyli wokół siebie niczym dwa zakochane psiaki, które nie umieją podjąć decyzji. Wszyscy z rozbawieniem obserwowali ich zmagania, dobrze się przy tym bawiąc. Zakład zapoczątkował Percy, który próbował rozbawić George&#8217;a, i wszyscy Weasleyowie podchwycili pomysł. To była dobra zabawa, nie robiąca nikomu krzywdy. Nawet Hermiona dała się w końcu skusić.</p>
<p>Ron musiał być zachwycony, gdy jego żona przegrała. Zwykle jej się to rzadko zdarzało.</p>
<p>- Och… pewnie nie była zachwycona.</p>
<p>- Od czasu do czasu się jej przyda. Zbyt często ma rację – to niezdrowe.</p>
<p>Harry roześmiał się, wyobrażając sobie minę przyjaciółki.</p>
<p>- Dobrze, że Teddy nie wie, że cała rodzina stawia zakłady. <em>Zabiłby</em> nas.</p>
<p>- Victoire byłaby gorsza, mówię ci, ta krew wili… &#8211; Ron wzdrygnął się. – Widziałeś przecież wkurzoną Fleur, to ja już wolę trafić w łapy Teddy’ego. Przy okazji… George prosił, żebyś do nich wpadł. Ma coś dla ciebie w sprawie, no wiesz, Malfoya.</p>
<p>- Co takiego?</p>
<p>- Nie mam pojęcia – wzruszył ramionami – może ma coś na niego?</p>
<p>- Ciekawe…</p>
<p>Ron podrapał się po nosie i szybkim zaklęciem uprzątnął pozostałości po obiedzie.</p>
<p>- No, staruszku, będę się zmywał. Bob miał mi podrzucić jakiś cynk w sprawie Trójrogiego Psa. Na gacie Merlina, co za kretyn wymyślał mu pseudonim? – dodał po chwili, podnosząc się z krzesła. – Jeśli zostaniesz na noc u Malfoya, wyprę się ciebie.</p>
<p>Harry roześmiał się.</p>
<p>- Martwisz się o moją cnotę?</p>
<p>- Nie – o to, że będziemy musieli ukrywać jego zwłoki.</p>
<p>Śmiech Harry’ego gonił go jeszcze za drzwiami.</p>
<p><!--more--></p>
<br />Filed under: <a href='http://nerejda.wordpress.com/category/fanfiction-harry-potter/przeklete-sny/'>Przeklęte sny</a> Tagged: <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohater-harry-potter/'>bohater: Harry Potter</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohaterowie-dmhp/'>bohaterowie: DM/HP</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohaterowie-sbrl/'>bohaterowie: SB/RL</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/fandom-harry-potter/'>fandom: Harry Potter</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/gatunek-dramat/'>gatunek: dramat</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/gatunek-romans/'>gatunek: romans</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/inne-poepilogowe/'>inne: poepilogowe</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-slash/'>ostrzeżenia: slash</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-wulgaryzmy/'>ostrzeżenia: wulgaryzmy</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-smierc-bohaterow/'>ostrzeżenia: śmierć bohaterów</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/oznaczenie-wiekowe-pg-15/'>oznaczenie wiekowe: PG-15</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/seria-przeklete-sny/'>seria: Przeklęte sny</a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/nerejda.wordpress.com/1589/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/nerejda.wordpress.com/1589/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/nerejda.wordpress.com/1589/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/nerejda.wordpress.com/1589/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/nerejda.wordpress.com/1589/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/nerejda.wordpress.com/1589/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/nerejda.wordpress.com/1589/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/nerejda.wordpress.com/1589/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/nerejda.wordpress.com/1589/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/nerejda.wordpress.com/1589/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/nerejda.wordpress.com/1589/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/nerejda.wordpress.com/1589/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/nerejda.wordpress.com/1589/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/nerejda.wordpress.com/1589/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nerejda.wordpress.com&amp;blog=8003495&amp;post=1589&amp;subd=nerejda&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nerejda.wordpress.com/2011/09/23/przeklete-sny-%e2%80%93-25-%e2%80%93-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/cc599d8916dfc5c863323e6bb912a7d4?s=96&#38;d=wavatar&#38;r=PG" medium="image">
			<media:title type="html">nerejda</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>* * *</title>
		<link>http://nerejda.wordpress.com/2011/09/17/1570/</link>
		<comments>http://nerejda.wordpress.com/2011/09/17/1570/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 17 Sep 2011 14:09:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nerejda</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>
		<category><![CDATA[prywatne: pisanie]]></category>
		<category><![CDATA[wiadomości okołotekstowe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nerejda.wordpress.com/?p=1570</guid>
		<description><![CDATA[Dziękuję za cierpliwość, naprawdę. Jeszcze nie ma może dobrego zakończenia, ale w końcu coś wiadomo. Mam dobrą i złą wiadomość. Zacznę może od tej gorszej: chwilowo zawieszam serię Eskorty. Powód jest dość prozaiczny &#8211; muszę od nowa ją przetłumaczyć.  Niestety, wskutek problemów technicznych wszystko przepadło. Postaram się jak najszybciej nadrobić zaległości, ale to trochę potrwa, [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nerejda.wordpress.com&amp;blog=8003495&amp;post=1570&amp;subd=nerejda&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dziękuję za cierpliwość, naprawdę.</p>
<p>Jeszcze nie ma może dobrego zakończenia, ale w końcu coś wiadomo. Mam dobrą i złą wiadomość. Zacznę może od tej gorszej: <em>chwilowo zawieszam </em><strong><em>serię Eskorty</em></strong>. Powód jest dość prozaiczny &#8211; muszę od nowa ją przetłumaczyć.  Niestety, wskutek problemów technicznych wszystko przepadło. Postaram się jak najszybciej nadrobić zaległości, ale to trochę potrwa, dlatego proszę o cierpliwość. Na pewno będzie przetłumaczone, o tym mogę was zapewnić. <strong> </strong>Dodatkowo muszę znaleźć betę, bo aileen_ana jest niedostępna, więc chwilę to wszystko może potrwać – ale będzie, obiecuję (jak ktoś chce się ze mną pomęczyć, proszę o wiadomość).<strong><br />
W związku z serią mam do Was, drodzy czytelnicy, pytanie: wolelibyście, żebym zamieszczała rozdziały w miarę ich tłumaczenia czy tak jak było wcześniej, po zakończeniu całego tomu, co dwa, trzy dni kolejne odcinki?</strong> </p>
<p>Z wiadomości ciut lepszych: <em>w piątek będą </em><strong><em>&#8222;Przeklęte sny&#8221;</em></strong>.  Już skończyłam ten rozdział (przyznam szczerze, że gdyby przyszło mi go pisać piąty raz, rzuciłabym ten tekst w diabły na jakiś czas <img src='http://s1.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> ), czekają go tylko drobne poprawki merytoryczne. </p>
<p>Kolejnym problemem jest <em>&#8222;</em><strong><em>Kocur i Szara Myszka&#8221;</em></strong>, tekst, który skończyłam dobre pół roku wcześniej.  Co prawda, napisanie od nowa tych ostatnich rozdziałów nie stanowi większego problemu, bo wszystkie notatki mam, ale nie jestem pewna, czy to ma sens, skoro zainteresowanie jest tak nikłe. Jeśli podoba Ci się ten tekst, wyślij mi PW lub daj znać w inny sposób, nie wymagam komentarza, wystarczy samo: &#8222;lubię ten tekst i chciałbym/chciałabym dowiedzieć się co dalej&#8221;.  Już zdążyłam się przekonać, że pisanie drugi raz tego samego troszeczkę demotywuje &#8211; od pół roku nie mogę się zabrać do napisania od nowa sequelu &#8222;Majowej historii&#8221; i ciągle liczę, że jeszcze u kogoś się ostał na poczcie <img src='http://s1.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Świadomość, że ktoś czeka na ten konkretny rozdział da mi zastrzyk chęci, tak to jest z &#8222;Przeklętymi snami&#8221;, które będę kontynuować, nawet jeśli muszę kolejny raz pisać wszystkie te rozdziały, które już były gotowe (a było już dobre 9 odc. do przodu, żeby w roku akademickim nie było tak długich przerw w publikacji. No cóż, nie wyszło).</p>
<p>Co do<strong><em> &#8222;Na końcu miasta&#8221;</em></strong> nie ma problemów. Notorycznie poprawiam pierwszy rozdział i kiedy w końcu uznam, że jest ok, pojawi się na innych forach. Ten tekst łaził za mną od lat, więc potrzyma jeszcze jakiś czas. Raczej drugi rozdział nie pojawi się zbyt szybko, bo muszę zająć się Eskortą, ale na pewno nie odpuszczę.</p>
<p>Jeśli macie jakieś pytania dotyczące któregoś z tekstów, możecie dać znać tutaj. Postaram się odpowiedzieć jak najszybciej.</p>
<br />Filed under: <a href='http://nerejda.wordpress.com/category/uncategorized/'>Uncategorized</a> Tagged: <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/prywatne-pisanie/'>prywatne: pisanie</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/wiadomosci-okolotekstowe/'>wiadomości okołotekstowe</a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/nerejda.wordpress.com/1570/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/nerejda.wordpress.com/1570/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/nerejda.wordpress.com/1570/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/nerejda.wordpress.com/1570/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/nerejda.wordpress.com/1570/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/nerejda.wordpress.com/1570/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/nerejda.wordpress.com/1570/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/nerejda.wordpress.com/1570/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/nerejda.wordpress.com/1570/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/nerejda.wordpress.com/1570/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/nerejda.wordpress.com/1570/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/nerejda.wordpress.com/1570/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/nerejda.wordpress.com/1570/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/nerejda.wordpress.com/1570/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nerejda.wordpress.com&amp;blog=8003495&amp;post=1570&amp;subd=nerejda&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nerejda.wordpress.com/2011/09/17/1570/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/cc599d8916dfc5c863323e6bb912a7d4?s=96&#38;d=wavatar&#38;r=PG" medium="image">
			<media:title type="html">nerejda</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>W towarzystwie Draco – rozdział 4</title>
		<link>http://nerejda.wordpress.com/2011/08/28/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-4/</link>
		<comments>http://nerejda.wordpress.com/2011/08/28/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-4/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 28 Aug 2011 20:47:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nerejda</dc:creator>
				<category><![CDATA[Seria: Eskorta]]></category>
		<category><![CDATA[bohater: Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[bohaterowie: HP/DM]]></category>
		<category><![CDATA[fandom: Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[gatunek: romans]]></category>
		<category><![CDATA[ohater: Draco Malfoy]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: slash]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: wulgaryzmy]]></category>
		<category><![CDATA[oznaczenie wiekowe: PG-13]]></category>
		<category><![CDATA[seria: Eskorta]]></category>
		<category><![CDATA[tłumaczenie: Cheryl Dyson]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nerejda.wordpress.com/?p=1541</guid>
		<description><![CDATA[„W towarzystwie Draco” jest pierwszym tomem z sześciu w serii „Eskorta”, autorstwa Cheryl Dyson. Wszystkie informacje tutaj. Linki: Tom 1: „W towarzystwie Draco” &#124; Rozdział 1 &#124;&#124; Rozdział 2 &#124;&#124; Rozdział 3 &#124;&#124; Rozdział 4 &#124;&#124; Rozdział 5 &#124;&#124; Rozdział 6 &#124;&#124; Rozdział 7 &#124;&#124; Rozdział 8 &#124;&#124; Rozdział 9 &#124;&#124; Rozdział 10 &#124; Dziękuję [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nerejda.wordpress.com&amp;blog=8003495&amp;post=1541&amp;subd=nerejda&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>„W towarzystwie Draco”</strong> jest pierwszym tomem z sześciu w serii „Eskorta”, autorstwa <a href="http://www.fanfiction.net/u/1152666/Cheryl_Dyson">Cheryl Dyson</a>. Wszystkie informacje <a href="http://nerejda.wordpress.com/opowiadania-wip/spis-tresci-fanfiction-harry-potter/tlumaczenia-cheryl-dyson/seria-eskorty/">tutaj</a>.</p>
<div align="center">
<hr align="center" noshade="noshade" size="1" width="100%" />
</div>
<p><em><span id="more-1541"></span>Linki:</em></p>
<p><em><strong>Tom 1: „W towarzystwie Draco”</strong></em><br />
| <a href="http://nerejda.wordpress.com/2011/08/22/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-1/">Rozdział 1 </a>|| <a href="http://nerejda.wordpress.com/2011/08/24/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-2/">Rozdział 2</a> || <a href="http://nerejda.wordpress.com/2011/08/26/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-3/">Rozdział 3</a> || <strong>Rozdział 4</strong> || Rozdział 5 || Rozdział 6 || Rozdział 7 || Rozdział 8 || Rozdział 9 || Rozdział 10 |</p>
<div style="text-align:left;" align="center">
<hr align="center" noshade="noshade" size="1" width="100%" />
<p>Dziękuję <strong>Kumie</strong> za zerknięcie do tekstu i poprawienie.</div>
<div style="text-align:left;" align="center"> </div>
<div style="text-align:left;" align="center">
<p><strong>Rozdział 4</strong></p>
<p>Z każdym kolejnym krokiem zarośla stawały się coraz bujniejsze. Draco, używając różdżki, na przemian oświetlał lub torował im drogę, ścinając je energicznie. Miał nadzieję, że, nim padnie z wyczerpania, uda mu się znaleźć jakieś przyzwoite miejsce do założenia obozu. Wystarczyłaby jakakolwiek polana bez kolczastych krzewów i pałętających się driad.</p>
<p>Dobiegający skądś dziwny dźwięk, zatrzymał Draco. Instynktownie szepnął <em>Nox</em> i wyciągnął rękę, żeby uciszyć ewentualne pytania Pottera, który dreptał za nim, jakby był w jakimś transie. Harry zatrzymał się dopiero wtedy, gdy dłoń Draco wylądowała na jego piersi. W słabym świetle księżyca, prześlizgującym się między drzewami, twarz Pottera wyglądała blado.</p>
<p>— Zostań — wyszeptał do niego Malfoy.</p>
<p>Draco zaczął przepychać się przez kolejne zarośla, wyczulony na każdy dźwięk. Nagle zamarł. Ledwo słyszalny syk ostrzegł go przed atakiem. Draco padł na ziemię, opierając się o nią kolanem.. Nad jego głową śmignęła strzała. Utkwiła w pobliskim drzewie.</p>
<p>Draco poderwał się płynnym ruchem. Rzucając zaklęciami, ruszył w stronę napastnika Serię strzałów skończył stłumiony okrzyk bólu, gdy któryś z uroków w końcu go trafił.</p>
<p>Draco nie zatrzymał się, nie chcąc stać się tarczą strzelniczą. Musiał też odciągnąć potencjalne niebezpieczeństwo od Pottera, który nie mógł się bronić.</p>
<p>Oczywiście Harry, Gryfon do szpiku kości, miał inny pomysł. Wyskoczył przed Malfoya z wyciągniętą różdżką. Szczęśliwie dla Pottera, który nie został zaatakowany kolejną serią strzał, zaklęcie Draco unieruchomiło napastnika.</p>
<p>Malfoy przepchnął się do przodu, docierając do spetryfikowanego centaura, wlepiającego w niego spojrzenie. Draco przeklął głośno. Centaury zwykle poruszały się w grupach. Odwrócił się i popędził do Pottera.</p>
<p>— Musimy się stąd wynosić! — rzucił, chwytając koszulę Harry&#8217;ego i chaotycznie ciągnąc mężczyznę między drzewami. Mieli szczęście — centaur był prawdopodobnie sam i na dodatek udało się go na jakiś czas unieruchomić. nie wiedział, jak skutecznie działały zaklęcia na tę rasę — wydawało mu się jednak, że wszelkie koniopodobne stworzenia były dość odporne na magię.</p>
<p>Biegli tak długo, aż Potter potknął się i prawie zwalił Draco z nóg. Malfoy zatrzymał się, żeby pomóc mu odzyskać równowagę. Obaj dyszeli, wykończeni. Potter rzucił miotłę na ziemię.</p>
<p>— Mam dość — wysapał. Draco położył swoją obok jego i zdjął torbę. Pomógł Harry&#8217;emu ściągnąć bagaże. — Malfoy, ty krwawisz — zauważył Potter zmęczonym głosem.</p>
<p>Dopiero wtedy Draco poczuł kłucie. Jedna ze strzał musiała go zranić. Po bicepsie spływała krew.</p>
<p>— A niech to szlag! — Malfoy rozejrzał się uważnie. Stali na małej, wyglądającej wręcz nienaturalnie spokojnie, polanie.. Draco wytężył słuch, ale nie dobiegł go żaden dźwięk, który mógłby oznaczać pościg. Nie słyszał nic poza ciężkim oddechem Pottera. — Możemy chwilę odpocząć. — Rozpiął koszulę. Potter zrobił kilka kroków i z wdzięcznością ułożył się na miękkiej kępie trawy.</p>
<p>— Jak myślisz, która jest godzina? — zapytał między nieregularnymi oddechami.</p>
<p>Draco spojrzał na niebo, po czym opuścił wzrok z powrotem na koszulę. Rękaw przykleił się do rany.</p>
<p>— Koło pierwszej — odpowiedział i pociągnął materiał. Skrzywił się, gdy tkanina oderwała się od rozcięcia. Nie wyglądało na głębokie, ale było wystarczająco poważne, żeby krwawił jak zarzynany świniak.</p>
<p>— Dzikie poziomki — zauważył Harry. Draco odwrócił się w jego stronę, zastanawiając się, czy Potter ma urojenia. Gdy Harry wrzucił garść jagód do ust, krew w żyłach Malfoya zamieniła się w lód.</p>
<p>— Nie! — krzyknął i przeskoczył dzielącą ich przestrzeń, żeby uderzyć otwartą dłonią w plecy mężczyzny.</p>
<p>Kilka małych poziomek wyleciało Harry&#8217;emu z ust i poturlało się po trawie. Potter kaszlnął kilka razy i dopiero wtedy spojrzał na Draco.</p>
<p>— Co jest, do cholery, Malfoy?</p>
<p>— Driada zakazała jedzenia i picia w głębi lasu.</p>
<p>— Mogłeś o tym wspomnieć! — wybuchnął głośno Potter. — Och, nie…</p>
<p>— Byliśmy dość zajęci… co to znaczy: „Och, nie&#8221;?</p>
<p>— Połknąłem jedną.</p>
<p>Draco poczuł, że robi mu się niedobrze. Przez chwilę, w zupełnych ciemnościach, wpatrywali się w siebie.<br />
— Miejmy nadzieję, że nie dotarliśmy jeszcze do niebezpiecznej strefy. Jak się czujesz? — zapytał Draco.</p>
<p>— Dobrze — padła odpowiedź. — Chociaż nadal jestem trochę głodny.</p>
<p>Draco cofnął się do swojej torby w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Złapał suszoną wołowinę, chleb i ser, po czym wrócił do leżącego na trawie Pottera.</p>
<p>— Wiesz co? „W sumie… nie jestem już tak głodny… po prostu zmęczony… tak niewiarygodnie zmęczony…</p>
<p>Draco złapał Pottera za koszulę i pociągnął w górę do pozycji siedzącej.</p>
<p>— Nie, nie jesteś. Stado centaurów może podążać naszym tropem. Nie mamy pojęcia, jakie jeszcze niebezpieczeństwa czają się w tym lesie!”. Siadaj i jedz. Później odpoczniemy.</p>
<p>Potter ledwie pokiwał głową i zjadł wszystko, co podał mu Draco, ale było widać, że się do tego zmusza. Posłusznie upił trochę wody z bukłaka Malfoya.</p>
<p>— Musimy ruszać dalej — oświadczył Draco, gdy zapakował jedzenie do torby. Złapał Pottera za ramiona i pociągnął, próbując udawać, że nie widzi, jak chwiejnie stoi mężczyzna. Zarzucił na ramię miecz Gryffindora i pomógł Harry&#8217;emu założyć torbę. Rzucił zaklęcie lewitujące na miotły, żeby podążały za nimi niczym psy.</p>
<p>Malfoy wyznaczał drogę, a Potter szedł po jego śladach niczym inferius. Co jakiś czas Draco odwracał się, żeby skontrolować, jak radzi sobie Harry. Po jakiś kwadransie Potter odezwał się:</p>
<p>— Malfoy? Słyszysz muzykę?</p>
<p>Draco zatrzymał się, uważnie nasłuchując. Nic. Nawet cykającego świerszcza czy rechocącej żaby. Żadnych dźwięków.</p>
<p>— Nie, Potter, nie słyszę muzyki. Chodź, wydostańmy się z tego piekielnego lasu.</p>
<p>Szli coraz szybciej i szybciej, popędzani ponagleniami Pottera.</p>
<p>— Staje się coraz głośniejsza — zauważył po jakimś czasie Harry. — Taka piękna… nie słyszałem nigdy czegoś takiego.</p>
<p>— Nie słuchaj jej! — warknął Draco, czując zimne kleszcze strachu ściskające jego klatkę piersiową. Złapał Pottera za ramiona i potrząsnął nim. Na czole Harry&#8217;ego połyskiwały krople potu. Draco przełknął ślinę. Musiał znaleźć dla niego jakieś schronienie i sposób, żeby zwalczyć to coś. Klął po nosem. Nigdy jeszcze nie stracił klienta, Tym bardziej, definitywnie nie miał zamiaru tracić bohatera czarodziejskiego świata<br />
Rozejrzał się gorączkowo po okolicy. Teren stał się nieco górzysty — przy odrobinie szczęścia, może udałoby im się znaleźć jakąś jaskinię albo coś…</p>
<p>Nagle błysk światła wpadł mu w oko. Zamrugał i spojrzał w kierunku, z którego dobiegło. Nic. Wzruszył ramionami. Obojętne, w którą stronę pójdą. Westchnął i zarzucił ramię Pottera na swoje, pomagając mu utrzymać równowagę. Harry nawet tego nie zauważył. Jego oczy wpatrywały się w coś w oddali.<!--more--></p>
</div>
<br />Filed under: <a href='http://nerejda.wordpress.com/category/fanfiction-harry-potter/tlumaczenia-cheryl-dyson-fanfiction-harry-potter-2/seria-eskorta-tlumaczenia-cheryl-dyson/'>Seria: Eskorta</a> Tagged: <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohater-harry-potter/'>bohater: Harry Potter</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohaterowie-hpdm/'>bohaterowie: HP/DM</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/fandom-harry-potter/'>fandom: Harry Potter</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/gatunek-romans/'>gatunek: romans</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ohater-draco-malfoy/'>ohater: Draco Malfoy</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-slash/'>ostrzeżenia: slash</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-wulgaryzmy/'>ostrzeżenia: wulgaryzmy</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/oznaczenie-wiekowe-pg-13/'>oznaczenie wiekowe: PG-13</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/seria-eskorta/'>seria: Eskorta</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/tlumaczenie-cheryl-dyson/'>tłumaczenie: Cheryl Dyson</a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/nerejda.wordpress.com/1541/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/nerejda.wordpress.com/1541/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/nerejda.wordpress.com/1541/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/nerejda.wordpress.com/1541/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/nerejda.wordpress.com/1541/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/nerejda.wordpress.com/1541/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/nerejda.wordpress.com/1541/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/nerejda.wordpress.com/1541/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/nerejda.wordpress.com/1541/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/nerejda.wordpress.com/1541/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/nerejda.wordpress.com/1541/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/nerejda.wordpress.com/1541/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/nerejda.wordpress.com/1541/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/nerejda.wordpress.com/1541/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nerejda.wordpress.com&amp;blog=8003495&amp;post=1541&amp;subd=nerejda&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nerejda.wordpress.com/2011/08/28/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-4/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/cc599d8916dfc5c863323e6bb912a7d4?s=96&#38;d=wavatar&#38;r=PG" medium="image">
			<media:title type="html">nerejda</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Przeklęte sny: – 25 –</title>
		<link>http://nerejda.wordpress.com/2011/08/26/przeklete-sny-%e2%80%93-25-%e2%80%93/</link>
		<comments>http://nerejda.wordpress.com/2011/08/26/przeklete-sny-%e2%80%93-25-%e2%80%93/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 26 Aug 2011 21:47:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nerejda</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przeklęte sny]]></category>
		<category><![CDATA[bohater: Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[bohaterowie: DM/HP]]></category>
		<category><![CDATA[bohaterowie: SB/RL]]></category>
		<category><![CDATA[fandom: Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[gatunek: dramat]]></category>
		<category><![CDATA[gatunek: romans]]></category>
		<category><![CDATA[inne: poepilogowe]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: slash]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: wulgaryzmy]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: śmierć bohaterów]]></category>
		<category><![CDATA[oznaczenie wiekowe: PG-15]]></category>
		<category><![CDATA[seria: Przeklęte sny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nerejda.wordpress.com/?p=1531</guid>
		<description><![CDATA[Spotkanie z Ginny zostawiło w nim pewną gorycz, ale nie próbował jej zwalczyć – lepsza gorycz niż pustka. Ich małżeństwo posypało się tak szybko i tylko na pół świadomie rozumiał, w jaki sposób do tego doszło. Świat się zmieniał i dopiero na widok żony zrozumiał jak bardzo. Najchętniej wróciłby do tych chwil, kiedy byli młodzi, [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nerejda.wordpress.com&amp;blog=8003495&amp;post=1531&amp;subd=nerejda&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1531"></span>Spotkanie z Ginny zostawiło w nim pewną gorycz, ale nie próbował jej zwalczyć – lepsza gorycz niż pustka. Ich małżeństwo posypało się tak szybko i tylko na pół świadomie rozumiał, w jaki sposób do tego doszło. Świat się zmieniał i dopiero na widok żony zrozumiał jak bardzo. Najchętniej wróciłby do tych chwil, kiedy byli młodzi, zakochani i tak bardzo szczęśliwi, ale to niemożliwe. Niczym małe trybki poruszane przez los musieli ruszyć dalej: walczyć, bawić się, żyć, być może nawet pokochać na nowo. I nagle do niego dotarło to, czego wcześniej do siebie świadomie nie dopuszczał – był wolny, tak wolny jak nie był od lat. To takie frustrujące… nie wiedział, co zrobić z tym darem losu, z możliwością podjęcia własnej decyzji. Przyzwyczaił się do roli swojego życia – bycia Harrym Potterem, mężem Ginny Weasley – i zgnuśniał.</p>
<p>Westchnął, pocierając ręką o nieposkromioną czuprynę. Dzień miał się ku końcowi, zbliżała się kolejna, samotnie spędzona noc. Spojrzał w górę, na chwilę dając się złapać urokowi wieczoru. Niebo zabarwiło się na granatowo, a zza chmur prześwitywało migotanie bladych gwiazd. Mieszkający w pobliskich domach ludzie żyli swoim własnym życiem, nieświadomi jego obecności. Zastanowił się, czy byli szczęśliwi. Pewnie nie… ale trwali pomimo nieszczęść i to się liczyło.</p>
<p>Ostatnim spojrzeniem obrzucił pustawą ulicę, po czym wszedł do jakiegoś zaułka i sprawdził, czy w jakimś kartonie nie kryją się bezdomni. Nagle zza brudnego kontenera na śmieci, znad którego unosił się obrzydliwy fetor zepsutych ryb, pochodzący zapewne z odpadków ze sklepu obok, wybiegł mały kot. Kotek właściwie. Czyjś zdziczały pieszczoch przyglądał się Harry’emu nieodgadnionym wzrokiem, spojrzeniem rzucając mu wyzwanie. Mężczyzna uśmiechnął się na widok zadziornego maleństwa. Kotek był przeraźliwie chudy, a w świetle rzucanym przez uliczną lampę jego przejrzyście zielone oczy zajmowały cały pyszczek. Ku swojemu zaskoczeniu Harry przykucnął i wyciągnął do niego rękę, nawołując przyciszonym głosem. Jeszcze bardziej zaskoczyło go, gdy kot natychmiast zareagował, zbliżając się do niego i pieszczotliwie, jakby znali się od lat, ocierając się o jego dłoń.</p>
<p>– Łobuz – nazwał go, sam nie rozumiejąc, czemu to robi, a kot wydał z siebie ochrypłe miauknięcie, jakby wyrażał zgodę. Harry złapał go za miękkie futro na karku i przytulił do siebie. Kolejny raz kociak go zaskoczył, gdy spokojnie ułożył na zgiętym ramieniu i cichym mruknięciem wyraził swoją aprobatę. Jego ogon majtał łagodnie, co i rusz łaskocząc Harry’ego po brodzie.</p>
<p>Potter z największą ostrożnością, starając się nie przestraszyć kota, sięgnął po różdżkę i aportował ich przed dom Kingsleya. Łobuz wbił pazury w jego sweter, ale nie wyglądał na zdenerwowanego. Dziwny kot. Harry pogładził go za uchem i nawet świszczący wiatr nie zagłuszył głośnego mruczenia.</p>
<p>Domek jego szefa wyglądał na maleńki w zestawieniu z całą wolną przestrzenią rozpościerającą się wokół. Wokół małego, zwyczajnego domu rosły pojedyncze, wysokie świerki, których obecność sprawiała, że budynek wydawał się mniejszy niż w rzeczywistości. Ten celowy zabieg potęgował wrażenia, że dom należał do całkowicie normalnej rodziny, która wykorzystywała domek letniskowy tylko w czasie wakacji. Jakiż mugol przypuszczałby, że w tej samotni może mieszkać jeden z najpotężniejszych ludzi w magicznym świecie, sam Minister Magii? Nawet czarodzieje, zbyt skłonni do rozrzutności i chwalenia się czym się da, nie daliby wiary – i o to chodziło.</p>
<p>Ostrożnie manewrując po nieubitej ścieżce prowadzącej do domu, Harry zbliżył się do wejścia, zapukał w dębowe drzwi, które otworzyły się z trzaskiem, a na progu stanął wysoki, ciemnoskóry mężczyzna. Na widok gościa jego zaskoczona i czujna mina rozpogodziła się.</p>
<p>– Proszę, wejdź – Kingsley cofnął się w głąb korytarza, szerokim machnięciem różdżki, której nie próbował już ukrywać, zachęcając mężczyznę, żeby się nie krępował i wchodził do środka. – Rzeczywiście wyglądasz lepiej.</p>
<p>Harry roześmiał się.</p>
<p>– Wiem, wszyscy mi to powtarzają.</p>
<p>Kingsley zamknął za nim drzwi i zablokował je silnym zaklęciem, którego Harry nigdy nie opanował.</p>
<p>– Kira przygotowała poczęstunek – ostrzegł go szef z porozumiewawczym uśmiechem. Obaj dobrze wiedzieli, że ufać kuchni Kiry to jak zaufać śmierciożercy: człowiek nie wiedział później, co go trafiło.</p>
<p>Harry uspokajał kota miękkimi, delikatnymi pieszczotami, kierując się prosto do salonu, gdzie czekała na nich taca z gorącą herbatą i przyjemnie wyglądającymi ciasteczkami. Przyjrzał się z uwagą czekoladowej polewie, którą oblane były maleńkie krążki, zastanawiając się nad czymś. Odwrócił się w stronę wchodzącego do małego, zagraconego pokoiku Kingsleya, decydując się podzielić wątpliwościami.</p>
<p>– Wyglądają na jadalne… jesteś pewien, że nie są kupne?</p>
<p>– Niestety.</p>
<p>Harry nie uwierzyłby, ale zbolała mina mężczyzny, zerkającego na ciastka z wyraźną fascynacją, mówiła głośniej niż słowa.</p>
<p>– Trudno, zadowolę się herbatą.</p>
<p>Kingsley przytaknął. Kira była wspaniałą aurorką i jeszcze lepszą kochanką, ale talentu do gotowania to ona nie miała za knut.</p>
<p>– Mądra decyzja – poparł jego decyzję, siadając na pufie naprzeciwko Harry’ego i splatając palce na brzuchu. Wpatrywał się w aurora beznamiętnie, nieporuszony obecnością kota, która uniósł łepek znad swetra swojego nowego właściciela i patrzył wprost na niego. W zielonych oczach, tak podobnych do oczu człowieka, tkwiło coś niepokojącego.</p>
<p>Potter odpowiedział na niezbadane pytanie.</p>
<p>– Nazywa się Łobuz, sam mnie znalazł.</p>
<p>Kingsley nie skomentował, że od kota cuchnie gorzej niż na targu rybnym, za to zmierzył Harry’ego krytycznym spojrzeniem, powodując nieprzyjemne sensacje w żołądku Pottera.</p>
<p>– Więc…?</p>
<p>Harry próbował się wcześniej przygotować do tej rozmowy, znalazł nawet odpowiednie słowa, ale teraz, w obliczu poważnego i czujnego szefa, nie przypominał sobie nawet słówka ze swojej przemowy. Odetchnął niezauważalnie, gładząc kocie futro i zmusił się do zmierzenia się z ciężkim spojrzeniem Kingsleya.</p>
<p>– Chcę wrócić do pracy.</p>
<p>Kingsley odchylił się, żeby oszacować jego szczerość. Nie wyglądał na zachwyconego widokiem swojego najlepszego aurora niepokojącego się niczym pierwszy lepszy żółtodziób.</p>
<p>– A powinienem się zgodzić, ponieważ… co? Tak bez uzasadnienia? Bo tak? Harry, lepiej znajdź jakieś sensowny powód, czemu miałbym powiedzieć „tak”.</p>
<p>Nagle Harry uśmiechnął się.</p>
<p>– Jestem szefem Biura Aurorów, a przez moją nieobecność organizacja się sypie. I nie próbuj wmawiać mi, że Gregory nie doprowadził do szaleństwa wszystkich w biurze – ostrzegł z nutą rozbawienia w głosie. Wyraz twarzy Kingsleya złagodniał na moment, co wywołało jeszcze szerszy uśmiech na twarzy Harry’ego. – Tak myślałem! Poza tym, sam widzisz, czuję się lepiej. Okaz zdrowia i energii.</p>
<p>– A co z twoim problemem?</p>
<p>Kingsley powiedział to w taki sposób, że Harry nie miał wątpliwości, do czego nawiązuje mężczyzna. Sprawa z Ginny mogła być potencjalnym źródłem problem, ale nie zamierzał z tak błahego powodu rezygnować z ukochanej pracy.</p>
<p>– Niedługo będę wolnym człowiekiem – oświadczył z cynicznym humorem w głosie, patrząc mu prosto w oczy i nie ukrywając niczego. Minister nie zaliczał się do ludzi, których można było zwodzić. – Domyślasz się pewnie, jaki szum to wywoła… potrzebuję wymówki, żeby unikać namolnych fanek.</p>
<p>– Zdezorganizujesz pracę całego wydziału – ostrzegł go Kingsley. – Kolejny powód do odmowy. Jest zbyt wcześnie.</p>
<p>Harry potrząsnął głową i z wyzwaniem w oczach zmierzył szefa pałającym ogniem spojrzeniem.</p>
<p>– Wykorzystamy to, żeby przeforsować korzystne dla nas umowy. Prasa oszaleje, gdy dowie się o rozstaniu Pary Stulecia i zrobi wszystko dla ekskluzywnego wywiadu. Skoordynujemy działanie departamentów, a później przystąpimy do zmasowanego ataku. Nie damy im szansy oponować. Wygramy partię, jeszcze zanim się zacznie, nie rozumiesz?</p>
<p>– Będziemy potrzebować kogoś do obsługiwania prasy – zauważył sucho Kingsley, jeszcze nie przekonany do pomysłu, ale dostrzegający jego potencjał – a to wzbudzi podejrzenia.</p>
<p>– W razie konieczności możemy skorzystać z doświadczenia Kirka Rodana, Hermiona twierdziła, że jest świetny w tych sprawach.</p>
<p>– Aż tak bardzo chcesz wzbudzić wątpliwości? Jego udział w sprawie zainteresuje wiele ludzi – podkreślił czarnoskóry mężczyzna, dotykając wąsika.</p>
<p>Harry z uśmiechem zaprzeczył i uważając na kota, z którym nie chciał się rozstawać nawet na chwilę, powoli wyciągnął z kieszeni portfel. Stuknął w niego różdżką, transmutując go w pergaminową umowę Malfoya.</p>
<p>– Dzięki temu mamy zapewnione zwycięstwo.</p>
<p>Kingsley z uwagą przeczytał podane mu przez Harry’ego papiery. Im bardziej zagłębiał się w treść, tym bardziej marsową minę przybierał.</p>
<p>– To… – machnął pergaminem – jest najbardziej niewyobrażalne gówno, w jakie mogłeś się wpakować.</p>
<p>– Jakby to była świadoma decyzja – warknął Harry. – Zawsze miałem talent do pakowania się w kłopoty.</p>
<p>Rozśmieszył tym Kingsleya; jego śmiech zadudnił w uszach.</p>
<p>– Kto jak kto, ale Wybawca umie wygrzebać się z tarapatów. – Harry dostrzegając manewry różdżką, domyślił się, co się święciło. Po chwili zza bocznych drzwi wyłoniło się lecące dość nisko brązowe pióro. Wylądowało na stoliku tuż obok pergaminu. Kingsley pochylił się i zamaszystym gestem podpisał umowę. – Jeśli faktycznie jesteś śniącym, będziesz potrzebował całego swojego szczęścia.</p>
<p>– Ginny już mnie uświadomiła. Orientujesz się w tym temacie?</p>
<p>– Niezbyt… Mój ojciec uwielbiał opowieść o Asmodeuszu. Przez dziesięć lat, co najmniej raz w tygodniu… można znienawidzić każdą historię. – Kingsley drgnął gwałtownie, strząsając się z siebie sentymentalny nastrój wspominek. – Pociągnę za kilka sznurków, ale to nic pewnego. Śniący to bajka, jedna z tych historyjek opowiadanych dzieciom na dobranoc, a nie temat na poważne badania. Może Arman będzie coś wiedział – to jego działka. Przygotuj się, na pewno zażąda czegoś w zamian. Niewymowni nigdy nie angażują się za darmo.</p>
<p>– Bajka, która mieszka się w moje życie. Kolejna pieprzona przepowiednia: wypełnij albo zgiń, o nie, tym razem jest <em>przestań istnieć.</em></p>
<p>Kingsley skrzywił się, obserwując, jak na twarzy Harry’ego pojawia się złość.</p>
<p>– Mam nadzieję, że wiesz, co robisz, pokładając w Malfoyu tyle zaufania.</p>
<p>– Pomijając już każdy inny powód… Draco Malfoy nadal ma u mnie dług życia – wyjaśnił Harry z twardością, którą rzadko okazywał poza biurem. – Nie dam mu o tym zapomnieć.</p>
<p>– Nie daj się ponieść – ostrzegł go minister. – Jeśli wpłynie choć jedna skarga, zawieszę cię. Długi, roczny odpoczynek dobrze ci zrobi.</p>
<p>Harry uśmiechnął się głupkowato, skinął głową i pogłaskał kota za uchem.</p>
<p>– W takim razie już nie będę cię męczyć, szefie. Do poniedziałku odzyskam kontrolę nad biurem.</p>
<p>– I tego się obawiam – złośliwie odparował Kingsley. – I pamiętaj, jesteś na cenzurowanym, jeden błąd i zapomnij o pracy.</p>
<p>– Tak jest! – Radość Harry’ego z powrotu do pracy była na tyle intensywna, że poderwał się z gwałtownie z pufy. Łobuz zaprotestował przeraźliwym miauknięciem. – Wybacz, mały – mruknął do niego Potter, nie krzywiąc się na widok zniszczonego swetra, w który wbiły się ostre pazury szamoczącego się kota. Podtrzymując kociaka, ostrożnie zaczął uwalniać go z materiału.</p>
<p>W międzyczasie Kingsley sięgnął po leżącą na stoliku obok kanapy teczkę i pchnął ją w stronę Harry’ego, który w końcu wyzwolił zwierzątko z sideł wełny.</p>
<p>– Czy to to o czym myślę? – zapytał Kingsleya, unosząc wzrok znad niewinnie wyglądających akt. Skoro przyjaciel dawał mu je do wglądu, oznaczało to, że był całkowicie przywrócony do pracy, a okres próby, o którym wspomniał szef, był tylko zwykłym gadaniem. Harry uśmiechnął się szeroko, już ciesząc się na nowe wyzwanie. – Myślałam, że nie mamy dostępu do archiwum Instytutu…</p>
<p>– Bo nie mamy – przyznał z satysfakcją w głosie Shacklebolt i uśmiechnął się maniakalnie, zadowolony z sukcesu. – Czego szpiedzy nie widzą, tego im nie żal. Roberts spisał się fantastycznie, pamiętaj o nim przy następnych awansach.</p>
<p>Harry ocenił cienką zawartość okiem fachowca, zmarszczył brwi, wyczuwając kilka zaklęć ochronnych. Nie wyglądały groźnie, chociaż&#8230; czaiło się w nich coś naprawdę złowrogiego.</p>
<p>– Nie wygląda niebezpiecznie – zauważył w końcu. – Ale ta aura… przeklęto dokumenty dotyczące tej sprawy?</p>
<p>Podejrzane. Przyjrzał się uważniej promieniującej magią teczce, słuchając pewnej siebie wypowiedzi Kingsleya.</p>
<p>– Nasi fachowcy już ja rozbroili, polegli jednak przy kilku urokach, stąd ta aura. Niewiele ich zostało, ale nikt z naszych nigdy nie wiedział czegoś podobnego. Jakby zaklęcie się zmutowały.</p>
<p>– Da radę ją przejrzeć?</p>
<p>Kingsley pokręcił głową, spoglądając na Harry’ego z jawną ciekawością w oczach. Potter przyjrzał mu się podejrzliwie, czując, że nie spodoba mu się to, co usłyszy.</p>
<p>– Tylko Czarna Różdżka może usunąć te zaklęcia.</p>
<p>Harry skrzywił się, myśląc o grobowcu Dumbledore’a, gdzie nadal znajdowała się złowroga różdżka, która sprawiała swoim właścicielom same problemy. Nie chciał tam wracać, świetnie dawał sobie radę bez pomocy kłopotliwego daru Śmierci. Być może nie będzie miał wyboru.</p>
<p>– Ci idioci chcą po prostu dostać ją w swoje ręce i rozłożyć na czynniki pierwsze. Nie pozwolę na to – powiedział z groźbą w głosie. – Jeśli chcą zachować pracę, niech lepiej się przyłożą i rozbroją to coś. Zrobimy to normalnym sposobem albo żadnym.</p>
<p>Kingsley przytaknął aprobująco. On również nie miał ochoty mierzyć się z całym bałaganem, jaki wiązał się z legendarnymi Insygniami Śmierci. Gdyby słówko o użyciu Czarnej Różdżki wyślizgnęło się do prasy, byliby ugotowani.</p>
<p>– Słyszałem, że Gildia ma świetnego mistrza uroków, możemy spróbować go namówić do współpracy. Zgodzi się, jeśli wystarczająco podkręcimy jego ciekawość.</p>
<p>Harry jęknął.</p>
<p>– Co wy wszyscy macie z tą Gildią? Traktujecie ją jak ostatnią deskę ratunku.</p>
<p>Kingsley nie zaprzeczył.</p>
<p>– Kiedyś wszyscy zwracali się po radę do Dumbledore’a. Był najwybitniejszym czarodziejem naszego wieku, o genialnym umyśle, i nawet jeśli zachowywał się irracjonalnie, zawsze znał odpowiedź. Po jego śmierci ktoś musiał przejąć tę rolę. Ministerstwo się do tego nie nadaje, jest zbyt pełne politycznego gówna. To cud, że ten budynek nadal stoi. A że członkowie Gildii to grupa maniaków poświęcająca się bez reszty zgłębianiu teorii magii – wybór był dość oczywisty. – Kingsley roześmiał się tubalnie. – Co wcale nie oznacza, że ci maniacy są zachwyceni nagłą popularnością. Założę się, że tęskno im do czasów Voldemorta, nikt im wtedy głupotami tyłka nie zawracał.</p>
<p>– Są tak dobrzy?</p>
<p>– Niektórzy z nich – przyznał Kingsley. – Wielu kiedyś przyjaźniło się z Dumbledorem, takie wzajemne kółko adoracji… genialni i sławni na cały świat. Po uwięzieni Grindelwalda przycichli, ale dopiero Voldemort zmusił ich do ukrywania się. Wielu zginęło, stawiając czoła śmierciożercom i broniąc swoich rodzin, a ci, co przetrwali, nie chcieli już walczyć; woleli poświecić się nauce. Dumbledore przewodził Zakonowi Feniksa, a jednocześnie utrzymywał bliskie kontakty z dawnymi przyjaciółmi, co zaczęło wprowadzać chaos w nasze szeregi. Wtedy było… inaczej, wiedzieliśmy, że możemy ufać Dumbledore’owi, ale im? Ktoś, chyba Fabian, półżartem nazwał ukrywających się czarodziejów Gildią i tak jakoś nazwa się przyjęła, a nawet przetrwała do dziś.</p>
<p>– A później? Dlaczego nadal się ukrywają? – dopytywał się Harry, widząc, że Kingsley nie ma pomysłu co jeszcze dodać.</p>
<p>– Ty powinieneś najlepiej to rozumieć. Sława. – Uśmiechnął się, widząc nagłe zrozumienie w oczach Pottera, który jak inny na świecie wiedział, czym pachnie bycie kimś wyjątkowym w magicznym świecie. To prawdziwa udręka. – Niechęć wobec społeczeństwa, chęć poświęcenia się badaniom, któż może wiedzieć czym się jeszcze kierują. Mądrze wolą żyć w cieniu. Ciężko ich wyśledzić, jeszcze trudniej namówić do współpracy. Tylko nieliczni członkowie życzą sobie, żeby ich nazwisko było kojarzone z grupą. Dzięki temu mogą czuć się w miarę komfortowo, w spokoju prowadząc swoje eksperymenty.</p>
<p>– Mają jakiegoś lidera? Może przewodniczącego?</p>
<p>– Oficjalnie nic o tym nie wiadomo, słyszałem jednak pewne pogłoski, że istnieje swoista hierarchia pomiędzy członkami. Czy to prawda? Sam chciałbym wiedzieć. Wszyscy zaangażowani milczą jak pod sklejkolepem.</p>
<p>– Interesujące… z kim masz zamiar się skontaktować?</p>
<p>Kingsley uśmiechnął się tajemniczo.</p>
<p>– To nie ma znaczenia.</p>
<p>– Rozumiem. – Harry rzucił jeszcze raz spojrzenie na leżące pomiędzy nimi akta. – Wierzysz, że będą w stanie odczarować dokumenty? Bez tych informacji możemy się pożegnać z aresztowaniem morderców z Bristolu.</p>
<p>– Jeśli będę musiał, sam aktywuję te zaklęcia – obiecał ponuro Kingsley, patrząc z niechęcią na teczkę. – Nie mam rodziny poza Kirą, a to i tak przelotny związek, oboje o tym wiemy.</p>
<p>– Taaak, ulżyło mi, wiesz? – kąśliwie zauważył Harry. – Twoi oponenci posrają się w gacie ze szczęścia. Będziesz pierwszym Ministrem Magii, który na własne życzenie wysadził się w powietrze.</p>
<p>– Wtedy ty przejmiesz władzę.</p>
<p>– Ja? Nie ma mowy. Wystarczy mi Biuro Aurorów na głowie… Miałbym martwić się o cały magiczny świat?</p>
<p>Kingsley spojrzał na niego z powagą.</p>
<p>– Harry… daj słowo.</p>
<p>– O czym ty pieprzysz? – zdenerwował się Harry, oddychając głęboko. Kingsley nie był kimś, kto żądał czegoś, jeśli nie stał za tym jakiś ważny powód. Jeśli Minister Magii, jego przyjaciel od przeszło dwudziestu lat i jednocześnie najlepszy zwierzchnik, jakiego można chcieć w pracy, miał ważny powód, żeby wymuszać na nim coś tak ewidentnie nierealnego, Potter musiał wiedzieć jaki. W tak krytycznych sytuacjach nie bawił się w eufemizmy. – Nie wkurzaj mnie, tylko mów to, co ukrywasz. I nie graj w gierki, po Dumbledorze ciężko to znoszę.</p>
<p>– Od twojego urlopu trzy próby morderstwa, pięć, jeśli doliczę do tego truciznę. Komuś bardzo zależy, żeby zniknął z widoku.</p>
<p>Harry błyskawicznie wziął się w garść, nie pozwalając sobie nawet na sekundę wahania.</p>
<p>– Zwiększamy ochronę, a jeśli będzie trzeba, sam będę za tobą chodził do kibla. Gregory zarządził jakieś dodatkowe zabezpieczania, czy tylko zwalił ci na głowę masę formularzy? – zapytał nieuważnie, intensywnie myśląc. – Nieważne, jutro sam wprowadzę dodatkowe obwody w twoim biurze i domu, potem zajmiemy się ustaleniem grafiku. Nie obchodzi mnie, co na ten temat myślisz – zastrzegł od razu, wbijając w spokojnego Kingsleya beznamiętne spojrzenie mówiące, żeby nawet nie próbował z nim dyskutować. – Jako Minister Magii, auror i przyjaciel, powinieneś wiedzieć, że to mój obowiązek.</p>
<p>– Już zwiększyłem ochronę – zauważył Kingsley, nieporuszony perorą Harry’ego. – Dodatkowe obwody zawsze się przydadzą, ale potrzebujemy kogoś obcego, godnego zaufania, kto zajmie się tarczami.</p>
<p>Harry pomyślał o Malfoyu, który był naprawdę świetny w urokach i zaklęciach, od lat pracował na Uniwersytecie Londyńskim, wykładając i tworząc nowe formuły, kochał wyzwania… i był mu coś winien. Idealny kandydat.</p>
<p>– Chyba już wiem, z czyjej pomocy skorzystamy…</p>
<p>Kingsley pokręcił głową.</p>
<p>– Nie chcę wiedzieć, wystarczą mi domysły. – Po chwili wahania dodał: – Po dogłębnych i czasochłonnych badaniach nadal nie odkryliśmy, kto próbuje mnie zabić. Ślady łączą się – a potem sobie przeczą, jakby to były oddzielne sprawy. Instynkt mi podpowiada, że ktoś włożył dużo wysiłku, żeby ukryć tożsamość morderców. Zleceniodawcą może być każdy.</p>
<p>Harry przygryzł wargi.</p>
<p>– Jak stoi ochrona tego domu? Możesz tu zostać na dzisiejszą noc?</p>
<p>– Już się tym zająłem – padła spokojna odpowiedź Kingsleya. Harry mógł być pewien, że minister potrafi rozsądnie ocenić możliwości, przez lata był piekielnie dobrym aurorem, a takich rzeczy się nie zapominało. Nigdy. – Jestem tu równie bezpieczny jak w Hogwarcie. Cały czas przebywa ze mną Kira, w razie potrzeby rzuci się na pierwszą linię ognia, znasz ją.</p>
<p>Harry rozumiał spokój mężczyzny, który pół życia spędził, mierząc się ze śmiercią, ale zaniepokoił go obojętny ton, gdy Shacklebolt mówił o swojej dziewczynie. Chyba naprawdę związek między nimi zmierzał ku końcowi. Oby aurorka radziła sobie z wypalającymi się uczuciami, bo inaczej Kingsleyowi może grozić niebezpieczeństwo. Z zasady nie pochwalano podobnych związków właśnie z powodu emocji, mącących osąd i niszczących właściwą ocenę sytuacji. Odkąd Kira zaangażowała się w bliższą relację z Ministrem Magii, ze względów bezpieczeństwa wycofano ją z jego obstawy. Harry’emu nie podobało się, że musi zostawić Kingsleya pod opieką kogoś potencjalnie niebezpiecznego, ale wiedział, że protest nic nie da – w pewnych sprawach Shacklebolt był obrzydliwie uparty.</p>
<p>Jutro Harry Potter, przywrócony na swoje stanowisko, będzie mógł się oficjalnie wszystkim zająć, na razie był tylko z towarzyską wizytą u przyjaciela.</p>
<p>– A co z trucizną? Gdzie ją umieścili?</p>
<p>– Kawa i atrament, w obu przypadkach różnił się sposób podania, jak i rodzaj trucizny. Kupione u różnych źródeł, przez różnych kupujących, ale do prób otrucia dochodziło na terenie ministerstwa.</p>
<p>Harry’ego niepokoiła różnorodność stosowanych metod.</p>
<p>– A próby morderstwa?</p>
<p>– Avada Kedavra, dwukrotnie, w tym raz rzucone przez prawie dziecko, jakąś świeżo upieczoną absolwentkę Durmstrangu. Totalna fanatyczka jakiejś wywrotowej grupy skandynawskiej. Mcmillan zbiera informację na ich temat, ale to fałszywka, czuję to. Drugi był asystent ze Współpracy Międzynarodowej, miał żal, że został przeniesiony z mojego biura. W trzeciej próbie użyto Czarnomagicznego Rozszczepienia, morderca był pod działaniem zaklęcia Imperius, to dobry przyjaciel mojego ojca.</p>
<p>– Przykro mi.</p>
<p>– To nie jego wina. – Kingsley popatrzył w przestrzeń. – Zostało mu raptem z pięć, może sześć lat życia, kiedyś zły eliksir wybuchł mu w twarz. Usunąłem niewygodne wspomnienia, i tak nic nie wiedział.</p>
<p>– Rozumiem.</p>
<p>Kingsley skinął głową.</p>
<p>– Wiem, dlatego ci o tym mówię. Nie ma żadnych oficjalnych akt sprawy, żadnych dokumentów, sprawozdań z przesłuchań. Wszystkie informacje przekażę ci osobiście po odprawie. Mcmillan ma zdać raport o ósmej, wpadnij do mojego biura o jedenastej.</p>
<p>Harry kiwnięciem potwierdził, że pasuje mu godzina.</p>
<p>– Nawet, jeśli ktoś trzyma rękę na pulsie i pilnuje śledztwa, to i tak się niczego nie dowie, a my w tym czasie będziemy zacieśniać sieci. Sprawdziłeś, czy Dorota ma z tym coś wspólnego? – Dorota Acidity od lat zajadle krytykowała każdy krok Kingsleya Shacklebolta i mieniła się jego najgorszą przeciwniczką. Mało prawdopodobne, aby stała za wszystkim, brakowało jej niezbędnej do przeprowadzenia podobnego planu twardości, ale Harry musiał brać pod uwagę każdego potencjalnego winnego.</p>
<p>– Niewinna póki nie udowodnisz inaczej – rzucił żartobliwe wyzwanie Kingsley, obserwując rozważającego wszystkie opcje Pottera.</p>
<p>Harry był wystarczająco dobrym szefem Biura Aurorów, twardym i rzetelnym, ale czasami brakowało mu tej zajadłości, z jaką mierzył się z Voldemortem. Pracował ciężko, ale z niewłaściwych powodów, dlatego palącą motywację trafił szlag. Być może ta sprawa, w połączeniu z rozwodem i podejrzaną historią o byciu śniącym, wyrwie go z marazmu, w jakim tkwił od lat. Kingsley nie zapierał się, ale z przyjemnością zobaczyłby tamtego Harry’ego, który stawiał czoło Voldemortowi, a potem bezczelnie stawiał się instruktorom i wkładał całe serce w walkę z pozostałymi śmierciożercami. Na tym polegało bycie aurorem. Najważniejsza była motywacja – i dlatego Harry się powoli wypalał. To był też prawdziwy powód, dlaczego Kingsley zesłał go na przymusowy urlop. Cieszył się, widząc takie zaangażowanie swojego młodego przyjaciela. Oczy Harry’ego aż błyszczały od zainteresowania, a zafrasowana mina wyrażała całą gamę uczuć.</p>
<p>Kingsley czuł łaskotanie dumy, że udało mu się tak poruszyć przyjaciela. Być może nie było dla niego za późno. Być może</p>
<p>– Zajmę się tym dokładniej jutro – odezwał się w końcu Harry, wzdychając z rozdrażnieniem. – Czeka mnie jeszcze dzisiaj spotkanie u Weasleyów w sprawie Malfoya, a ty zapewne i tak potrzebujesz chwili, żeby przygotować listę potencjalnych zleceniodawców. I nie próbuj nikogo ukrywać – ostrzegł od razu, wbijając w Kingsleya bezwzględne spojrzenie. – Już ja znam te twoje: „sam to załatwię”.</p>
<p>– Czyli co… sam się tym zajmiesz? – z nutką kpiny w głosie zapytał Shacklebolt.</p>
<p>– Tak.</p>
<p>Kingsley uśmiechnął się szeroko, słysząc zdecydowaną odpowiedź Harry’ego. Jeszcze była dla niego nadzieja.</p>
<p>– Połowę listy możesz sam napisać, pokrywa się z twoją. Podrzucę ci nazwiska starych wyg, ale minęło już sporo czasu, wątpię czy chcieliby się narażać. Prawie każdy mógł wynająć kogoś, żeby pozbyć się mnie z drogi – zauważył rozsądnie.</p>
<p>– Ufam twojemu instynktowi – oświadczył Harry. – Jeśli mówisz, że stoi za tym jedna osoba, to pewnie tak jest… ale nie zaszkodzi sprawdzić każdej historii oddzielnie. Załatwię wzmocnienie osłon w twoim gabinecie i domu. Spodziewaj się mnie jutro w biurze, nie będę zakłócać ci więcej wieczoru – rzucił Kingsleyowi porozumiewawcze spojrzenie – ale ostrzeż Kirę, że rano kogoś do was wyślę. Oficjalnie wprowadzam nowe porządki po powrocie z urlopu.</p>
<p>– Mądrze.</p>
<p>Kingsley odprowadził Harry’ego do drzwi, zablokował drzwi i wrócił do salonu, gdzie stały nietknięte herbaty. Kira nie będzie zadowolona. Z westchnieniem usiadł na kanapie, czując przygniatający go ciężar lat. Oczekiwał, że Harry weźmie sprawy w swoje ręce – i cieszyło go, że się nie zawiódł – ale sprostanie mu nie będzie łatwe.<!--more--></p>
<br />Filed under: <a href='http://nerejda.wordpress.com/category/fanfiction-harry-potter/przeklete-sny/'>Przeklęte sny</a> Tagged: <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohater-harry-potter/'>bohater: Harry Potter</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohaterowie-dmhp/'>bohaterowie: DM/HP</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohaterowie-sbrl/'>bohaterowie: SB/RL</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/fandom-harry-potter/'>fandom: Harry Potter</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/gatunek-dramat/'>gatunek: dramat</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/gatunek-romans/'>gatunek: romans</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/inne-poepilogowe/'>inne: poepilogowe</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-slash/'>ostrzeżenia: slash</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-wulgaryzmy/'>ostrzeżenia: wulgaryzmy</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-smierc-bohaterow/'>ostrzeżenia: śmierć bohaterów</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/oznaczenie-wiekowe-pg-15/'>oznaczenie wiekowe: PG-15</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/seria-przeklete-sny/'>seria: Przeklęte sny</a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/nerejda.wordpress.com/1531/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/nerejda.wordpress.com/1531/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/nerejda.wordpress.com/1531/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/nerejda.wordpress.com/1531/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/nerejda.wordpress.com/1531/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/nerejda.wordpress.com/1531/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/nerejda.wordpress.com/1531/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/nerejda.wordpress.com/1531/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/nerejda.wordpress.com/1531/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/nerejda.wordpress.com/1531/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/nerejda.wordpress.com/1531/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/nerejda.wordpress.com/1531/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/nerejda.wordpress.com/1531/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/nerejda.wordpress.com/1531/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nerejda.wordpress.com&amp;blog=8003495&amp;post=1531&amp;subd=nerejda&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nerejda.wordpress.com/2011/08/26/przeklete-sny-%e2%80%93-25-%e2%80%93/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/cc599d8916dfc5c863323e6bb912a7d4?s=96&#38;d=wavatar&#38;r=PG" medium="image">
			<media:title type="html">nerejda</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>W towarzystwie Draco – rozdział 3</title>
		<link>http://nerejda.wordpress.com/2011/08/26/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-3/</link>
		<comments>http://nerejda.wordpress.com/2011/08/26/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-3/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 26 Aug 2011 21:16:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nerejda</dc:creator>
				<category><![CDATA[Seria: Eskorta]]></category>
		<category><![CDATA[bohater: Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[bohaterowie: HP/DM]]></category>
		<category><![CDATA[fandom: Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[gatunek: romans]]></category>
		<category><![CDATA[ohater: Draco Malfoy]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: slash]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: wulgaryzmy]]></category>
		<category><![CDATA[oznaczenie wiekowe: PG-13]]></category>
		<category><![CDATA[seria: Eskorta]]></category>
		<category><![CDATA[tłumaczenie: Cheryl Dyson]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nerejda.wordpress.com/?p=1519</guid>
		<description><![CDATA[  „W towarzystwie Draco” jest pierwszym tomem z sześciu w serii „Eskorta”, autorstwa Cheryl Dyson. Wszystkie informacje tutaj.  Linki: Tom 1: „W towarzystwie Draco” &#124; Rozdział 1 &#124;&#124; Rozdział 2 &#124;&#124; Rozdział 3 &#124;&#124; Rozdział 4 &#124;&#124; Rozdział 5 &#124;&#124; Rozdział 6 &#124;&#124; Rozdział 7 &#124;&#124; Rozdział 8 &#124;&#124; Rozdział 9 &#124;&#124; Rozdział 10 &#124; Dziękuję, [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nerejda.wordpress.com&amp;blog=8003495&amp;post=1519&amp;subd=nerejda&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align:left;" align="center"><em></em>  <strong>„W towarzystwie Draco”</strong> jest pierwszym tomem z sześciu w serii „Eskorta”, autorstwa <a href="http://www.fanfiction.net/u/1152666/Cheryl_Dyson">Cheryl Dyson</a>. Wszystkie informacje <a href="http://nerejda.wordpress.com/opowiadania-wip/spis-tresci-fanfiction-harry-potter/tlumaczenia-cheryl-dyson/seria-eskorty/">tutaj</a>.</p>
<hr align="center" noshade="noshade" size="1" width="100%" />
<p style="text-align:left;"><em><span id="more-1519"></span> Linki:</em></p>
</div>
<div style="text-align:left;" align="center"><strong><em>Tom 1: „W towarzystwie Draco”</em></strong><br />
| <a href="http://nerejda.wordpress.com/2011/08/22/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-1/">Rozdział 1 </a>|| <a href="http://nerejda.wordpress.com/2011/08/24/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-2/">Rozdział 2 </a>|| <strong>Rozdział 3</strong> || <a href="http://nerejda.wordpress.com/2011/08/28/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-4/">Rozdział 4</a> || Rozdział 5 || Rozdział 6 || Rozdział 7 || Rozdział 8 || Rozdział 9 || Rozdział 10 |</div>
<div align="center">
<hr align="center" noshade="noshade" size="1" width="100%" />
</div>
<p>Dziękuję, <strong>Kumie</strong>, za zerknięcie w tekst.</p>
<p><strong>Rozdział 3</strong></p>
<p>Harry z niechęcią przysunął się do Malfoya, stając za nim. Szczerze mówiąc, przebywanie tak blisko Draco było gorsze niż to, co mogło czaić się w dole.</p>
<p>Miotły uniosły się. Harry chwycił się ramion mężczyzny, żeby złapać równowagę.</p>
<p>— Musisz się bardziej postarać, Potter, albo obaj skończymy martwi — skarcił go sucho Malfoy. Kpina w jego głosie podziałała na Harry’ego bardziej niż same słowa. Zaklął i przesunął się do przodu, wciskając w Malfoya, który prawie wylądował na jego kolanach. Harry objął go w pasie. Chociaż raz Draco zachował swoje charakterystyczne komentarze dla siebie i bez przeszkód mogli rozpocząć lot nad ziejącą otchłanią.</p>
<p>Nie do wiary, cóż to był za koszmar. Nie minęło kilka minut, a nagle jakaś namacalna siła zaczęła ciągnąć ich w głąb kanionu. Harry i Malfoy kurczowo próbowali utrzymać miotły na bezpiecznej wysokości i jednocześnie nie zbaczać z trasy. Nagle przyciąganie ustąpiło, a oni wystrzelili w powietrze.. Pęd zepchnął ich na bok, wywołując zawrotny piruet. W końcu odzyskali równowagę.<br />
Harry mocno przyciskał się do pasa Draco, otaczając go ramionami niczym mały koala. Mając twarz tuż przy karku Malfoya, mógł wyczuć każdą zmianę położenia i przewidzieć kolejny jego ruch.</p>
<p>Ledwo udało im się wydostać z korkociągu, Draco wszedł w kolejną zawrotną pętlę. Nagle popychającą ich siła znikła i zaczęli spadać w dół. Złowroga moc wydawała się tym równie zaskoczona jak Potter i na krótką chwilę przestała wywierać na nich nacisk. Nagle Harry zdecydował się zaufać Malfoyowi, powierzając mu swoje życie. Draco wykorzystał to, wznosząc miotłę ku krawędzi kanionu z taką szybkością, z jaką Harry nigdy nie leciał.</p>
<p>Wydostali się z rozpadliny. Harry czuł podążającą za nimi wyraźną aurę wściekłej frustracji. Kiedy wlecieli między drzewa, Potterem wstrząsnęło uczucie zwiewnej lekkości. Zaczęli spadać, nadal lecąc z niesamowitą prędkością.</p>
<p>Draco chwycił swoją różdżkę i zaklęciem zamortyzował upadek, zanim w ogóle uderzyli w drzewa. Lądowanie było jak wpadanie w zaspę śniegu — irytujące i dość bolesne, gdy w końcu zderzyli się w ziemią.</p>
<p>Wylądowali obok siebie i oszołomieni leżeli bez ruchu. Harry drżał z wysiłku i ociekał potem. Zamknął oczy, próbując złapać oddech. Słyszał sapanie Malfoya.</p>
<p>— Potter? —odezwał się Draco, gdy mogli już normalnie oddychać. Harry otworzył oczy i wpatrywał się w wierzchołki drzew oraz widoczne na niebie gwiazdy.</p>
<p>— Tak?</p>
<p>— Leżysz na moich włosach.</p>
<p>Jego słowa wstrząsnęły Harrym, uświadamiając mu, że nadal znajduje się nieprzyjemnie blisko Draco. Stykali się głowami, a srebrzyste włosy Malfoya były przygniecione przez Pottera. Płaszcz Draco również znajdował się pod nim. Harry szybko przeturlał się na bok i wstał. Malfoy podniósł się powoli .</p>
<p>— Rozwiąż miotły, a ja zorientuję się, gdzie jesteśmy — zarządził Malfoy, pedantycznie otrzepując się z ziemi. Harry zmrużył oczy, słysząc rozkazujący ton. Draco zauważył jego spojrzenie i posłał mu uśmieszek, który Potter widywał przez lata. — A może chcesz jeszcze wspólnie polatać? — zasugerował, przeciągając samogłoski.</p>
<p>— Dupek — odwarknął Harry. Gdy Malfoy zniknął już między drzewami, zaczął rozwiązywać węzły.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p align="center">~~&amp;~~</p>
<p>Draco ostrożnie przemierzał las, starając się zapamiętać drogę, by później móc wrócić po swoich śladach. Nie wyczuwał już żadnego niebezpieczeństwa — oddalenie się od rozpadliny skutecznie je odsunęło. Przeszukiwał las w nadziei, że uda mu się znaleźć sensowną polanę, gdzie mogliby rozbić obóz. Był wyczerpany załatwianiem spraw przed spotkaniem z Potterem, a także cała tą przeprawą przez kanion.</p>
<p>Skądś dobiegł miękki dźwięk, który sprawił, że zesztywniał. Odwrócił się i zaklęciem rozjaśnił przestrzeń między drzewami. O jedno z nich opierała się dziewczyna. Nie drgnęła, gdy padło na nią światło. Jej zielona suknia sięgała ziemi, a włosy w odcieniu miodowego brązu opadały aż do wąskiej talii. Uśmiech wykrzywiał jej czerwone niczym porzeczki usta.</p>
<p>— Cześć, przystojniaku — zamruczała. Draco obserwował ją z napięciem. Czające się w lesie w środku nocy, delikatnie wyglądające, dziewczę było podejrzane. Odsunęła się od drzewa.</p>
<p>— Witaj — ostrożnie przywitał ją Draco. — Kim jesteś?</p>
<p>— Betula — powiedziała, zatrzymując się. — Zbliż się, chcę cię lepiej widzieć.</p>
<p>Draco przesunął się o kilka kroków, trzymając różdżkę wysoko przed sobą,.</p>
<p>Na jej wargach pojawił się uśmiech.</p>
<p>— Och, naprawdę jesteś przystojny! Skąd się tu wziąłeś?</p>
<p>— Przechodziłem obok. Szukam miejsca na obóz.</p>
<p>— Możesz odpocząć ze mną — zaoferowała i rozpostarła ramiona, jakby chciała go objąć. — Chodź. Pocałuj mnie.</p>
<p>Draco czuł przytłaczający przymus, który nakazywał mu postąpić zgodnie z jej życzeniem. Zwalczył go.</p>
<p>— Rozpalę ogień i zostanę przez chwilę — obiecał cicho. Cofnęła się z westchnieniem.</p>
<p>— O nie! Nie wolno ci! Żadnego ognia.</p>
<p>Draco zachichotał.</p>
<p>— Jesteś driadą.</p>
<p>Betula tupnęła gołą stopą i, z nadąsaną minką, zapytała:</p>
<p>— Nie pocałujesz mnie?</p>
<p>— Zdecydowanie nie — odpowiedział ze stalową nutą w głosie. Zrelaksował się i nieco opuścił różdżkę. Driada nie stanowiła niebezpieczeństwa, gdy stał daleko od jej drzewa. — Co jest najbardziej niebezpieczne w tym lesie?</p>
<p>Zrobiła kilka kroków, krążąc po okręgu wokół pnia.</p>
<p>— Nie jestem niebezpieczna, przystojniaku. Zbliż się, a udowodnię ci to.</p>
<p>— Nie, dziękuję. Nie zdradzisz mi niczego przydatnego o tym miejscu?</p>
<p>— Nie — padła rozdrażniona odpowiedź.</p>
<p>— W porządku. Żegnaj, driado. — Odwrócił się i zaczął odchodzić.</p>
<p>— Zaczekaj! — zawołała. Draco stłumił uśmiech i rzucił jej przez ramię spojrzenie. — Nie jedz i nie pij niczego, co znajdziesz w głębi lasu.</p>
<p>— Dziękuję, Betulo. Ta rada jest prawie warta pocałunku. Prawie.</p>
<p>— Zechcesz kiedyś do mnie wrócić?</p>
<p>— Jeśli tylko najdzie mnie ochota na spędzenie wieczności we wnętrzu drzewa — wtedy na pewno.</p>
<p>Przesłał jej całusa, po czym wrócił do wyczerpanego i zdesperowanego Pottera, który osunął się na ziemię. Draco zmierzył mężczyznę krytycznym spojrzeniem. Był bledszy niż kiedykolwiek i na pewno za chudy. Wyglądał, jakby miał zaraz zemdleć — zdecydowanie potrzebował jedzenia i odpoczynku.. Ich obecne położenie było zbyt odsłonięte, skaliste… i znajdowało się blisko driady.</p>
<p>Harry, jakby wyczuwając jego obecność, uniósł głowę i szybko poderwał się z ziemi.</p>
<p>— Musimy trochę się przejść — powiadomił go Draco.</p>
<p>— Nie możemy polecieć?</p>
<p>— Nie. Zauważyłeś, że spadliśmy? W tym lesie nie można latać. Musimy go przejść.</p>
<p>Potter nie skomentował, skinął tylko i zarzucił na plecy miecz, po czym podniósł miotłę. Draco podążył w jego ślady.</p>
<p>Poprowadził go niedaleko drzewa driady, zamierzając je szybko minąć. Nagle przed Potterem pojawiła się dziewczyna, łapiąc go w objęcia. Miała płomiennie czerwone włosy i gibkie, piękne ciało.</p>
<p>— Nazywam się Ilex — wymruczała. — Po co ten pośpiech?</p>
<p>— Nie całuj jej, o ile nie czujesz potrzeby zamieniania się w pień i porastania liśćmi — ostrzegł Draco, ale Potter sam zdążył się już cofnąć. Biedna driada, najwyraźniej czerwony nie był najlepszym wyborem. — Po zastanowieniu… to całkiem niezły pomysł, żeby nie całować niczego, co znajduje się w tym lesie.</p>
<p>— To nieuczciwe, przystojniaku — wołała za nimi Betula. — Nie powiedziałeś mi, że masz towarzystwo!</p>
<p>Draco na chwilę schował różdżkę, pogrążając ich w ciemności i sięgnął po dłoń Harry’ego, odciągając go od rudowłosej driady.</p>
<p>— Już możesz mnie puścić — powiedział Potter po kilku krokach.</p>
<p>Draco puścił jego rękę i ponownie sięgnął po różdżkę.. Rzucił kolejne <em>Lumos</em> i poprowadził Harry’ego okrężną drogą między drzewami, unikając kolejnych driad.<!--more--></p>
<br />Filed under: <a href='http://nerejda.wordpress.com/category/fanfiction-harry-potter/tlumaczenia-cheryl-dyson-fanfiction-harry-potter-2/seria-eskorta-tlumaczenia-cheryl-dyson/'>Seria: Eskorta</a> Tagged: <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohater-harry-potter/'>bohater: Harry Potter</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohaterowie-hpdm/'>bohaterowie: HP/DM</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/fandom-harry-potter/'>fandom: Harry Potter</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/gatunek-romans/'>gatunek: romans</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ohater-draco-malfoy/'>ohater: Draco Malfoy</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-slash/'>ostrzeżenia: slash</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-wulgaryzmy/'>ostrzeżenia: wulgaryzmy</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/oznaczenie-wiekowe-pg-13/'>oznaczenie wiekowe: PG-13</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/seria-eskorta/'>seria: Eskorta</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/tlumaczenie-cheryl-dyson/'>tłumaczenie: Cheryl Dyson</a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/nerejda.wordpress.com/1519/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/nerejda.wordpress.com/1519/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/nerejda.wordpress.com/1519/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/nerejda.wordpress.com/1519/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/nerejda.wordpress.com/1519/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/nerejda.wordpress.com/1519/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/nerejda.wordpress.com/1519/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/nerejda.wordpress.com/1519/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/nerejda.wordpress.com/1519/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/nerejda.wordpress.com/1519/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/nerejda.wordpress.com/1519/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/nerejda.wordpress.com/1519/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/nerejda.wordpress.com/1519/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/nerejda.wordpress.com/1519/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nerejda.wordpress.com&amp;blog=8003495&amp;post=1519&amp;subd=nerejda&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nerejda.wordpress.com/2011/08/26/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-3/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/cc599d8916dfc5c863323e6bb912a7d4?s=96&#38;d=wavatar&#38;r=PG" medium="image">
			<media:title type="html">nerejda</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>W towarzystwie Draco – rozdział 2</title>
		<link>http://nerejda.wordpress.com/2011/08/24/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-2/</link>
		<comments>http://nerejda.wordpress.com/2011/08/24/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-2/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Aug 2011 00:32:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nerejda</dc:creator>
				<category><![CDATA[Seria: Eskorta]]></category>
		<category><![CDATA[bohater: Draco Malfoy]]></category>
		<category><![CDATA[bohater: Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[bohaterowie: HP/DM]]></category>
		<category><![CDATA[fandom: Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[gatunek: romans]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: slash]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: wulgaryzmy]]></category>
		<category><![CDATA[oznaczenie wiekowe: PG-13]]></category>
		<category><![CDATA[seria: Eskorta]]></category>
		<category><![CDATA[tłumaczenie: Cheryl Dyson]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nerejda.wordpress.com/?p=1506</guid>
		<description><![CDATA[  „W towarzystwie Draco” jest pierwszym tomem z sześciu w serii „Eskorta”, autorstwa Cheryl Dyson. Wszystkie informacje tutaj.  Linki: Tom 1: &#8222;W towarzystwie Draco&#8221; &#124; Rozdział 1 &#124;&#124; Rozdział 2 &#124;&#124; Rozdział 3 &#124;&#124; Rozdział 4 &#124;&#124; Rozdział 5 &#124;&#124; Rozdział 6 &#124;&#124; Rozdział 7 &#124;&#124; Rozdział 8 &#124;&#124; Rozdział 9 &#124;&#124; Rozdział 10 &#124; Podziękowania [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nerejda.wordpress.com&amp;blog=8003495&amp;post=1506&amp;subd=nerejda&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align:left;" align="center"><em></em><em><img title="More..." src="http://nerejda.wordpress.com/wp-includes/js/tinymce/plugins/wordpress/img/trans.gif" alt="" /></em>  <strong>„W towarzystwie Draco”</strong> jest pierwszym tomem z sześciu w serii „Eskorta”, autorstwa <a href="http://www.fanfiction.net/u/1152666/Cheryl_Dyson">Cheryl Dyson</a>. Wszystkie informacje <a href="http://nerejda.wordpress.com/opowiadania-wip/spis-tresci-fanfiction-harry-potter/tlumaczenia-cheryl-dyson/seria-eskorty/">tutaj</a>.</p>
<hr align="center" noshade="noshade" size="1" width="100%" />
<p><em><span id="more-1506"></span> Linki:</em></p>
</div>
<div style="text-align:left;" align="center"><strong><em>Tom 1: &#8222;W towarzystwie Draco&#8221;</em></strong><br />
| <a href="http://nerejda.wordpress.com/2011/08/22/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-1/">Rozdział 1 </a>|| <strong>Rozdział 2</strong> || <a href="http://nerejda.wordpress.com/2011/08/26/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-3/">Rozdział 3</a> || <a href="http://nerejda.wordpress.com/2011/08/28/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-4/">Rozdział 4</a> || Rozdział 5 || Rozdział 6 || Rozdział 7 || Rozdział 8 || Rozdział 9 || Rozdział 10 |</div>
<div align="center">
<hr align="center" noshade="noshade" size="1" width="100%" />
</div>
<p>Podziękowania za dodatkową betę wędrują do <strong>Kumy</strong>!</p>
<p><strong>Rozdział 2</strong></p>
<p>W taki o to sposób Harry Potter wylądował na gołej ziemi na obrzeżach Londynu, z miotłą w dłoni i sporym mieczem przywiązanym do pleców. Miał na sobie długi, ciemny płaszcz, a przez ramię przewieszoną torbę.</p>
<p>Zmierzchało, gdy z pochmurnego nieba wyłoniła się miotła, z której zeskoczył leciutki niczym piórko Draco Malfoy. Dwóch starych wrogów mierzyło się podejrzliwymi spojrzeniami.</p>
<p>Malfoy wyglądał inaczej niż kiedyś. Wydawał się wyższy, szczuplejszy i bardziej umięśniony. Platynowe włosy były dłuższe, sięgały mu do ramion, a grzywka prawie przysłaniała szare oczy. Jednak jego twarz się nie zmieniła – jak zawsze lodowato piękna. Miał na sobie strój wyraźnie zainspirowany ubraniami do quidditcha: czarne spodnie ze skórzaną lamówką, wpuszczone w wysokie, ciemne buty, powycieraną na łokciach szmaragdową koszulę i narzucony na wierzch płaszcz z kapturem, opadającym mu na plecy. Dłonie, ubrane w czarne, skórzane rękawiczki, zaciskał na miotle.</p>
<p>– Potter – przywitał się wreszcie beznamiętnie.</p>
<p>– Malfoy. – Harry odpowiedział mu tym samym tonem.</p>
<p>– Naszym celem jest Hogwart, tak?</p>
<p>– Niezupełnie.</p>
<p>Malfoy uniósł brew, ale nie skomentował tego.</p>
<p>– Muszę dotrzeć w okolice Norwich.</p>
<p>– Niebezpieczny rejon – zauważył ostrożnie Malfoy.</p>
<p>– Zapłacę ci dwukrotnie więcej, niż ustaliłeś z Lupinem.</p>
<p>– Trzykrotnie.</p>
<p>Harry skrzywił się, świadomy, że Malfoy wcale nie potrzebuje pieniędzy. Był po prostu zwykłym dupkiem.</p>
<p>– W porządku – warknął.</p>
<p>Malfoy wzruszył ramionami i wsiadł na miotłę. Harry również dosiadł swojej i przez chwilę rozkoszował się nieopisaną radością, jaką dawało mu latanie. Dzięki Bogu, że ta umiejętność go nie opuściła.</p>
<p>– Jeśli wzniesiemy się za wysoko, może zrobić się niebezpiecznie. Leć nisko.</p>
<p>Po wygłoszeniu zagadkowego ostrzeżenia, Malfoy odleciał. Harry pośpieszył za nim, trzymając się na tej samej wysokości – nie więcej niż dwa metry nad ziemią. Przez prawie godzinę podróż przebiegała bez zakłóceń, dlatego też Harry nie był przygotowany na nagłe szarpnięcie. Puścił miotłę, wylatując w powietrze. Spadł wprost w skupisko wrzosów.</p>
<p>Przez chwilę leżał spokojnie, odzyskując oddech. Nagle pojawiła się przed nim twarz Malfoya.</p>
<p>– Żyjesz, Potter? – zapytał z ciekawością. Harry spiorunował go wzrokiem i podniósł się.</p>
<p>– Mogłeś uprzedzić, że będzie próbowało wyrwać mi miotłę z rąk – warknął. Cofnął się po nią, Zaczerwienił się bezwiednie, nie mogąc jej przywołać za pomocą „Accio”.</p>
<p>Malfoy zawahał się.</p>
<p>– To nie tak… Wir czasami wysyła w górę albo zakręca dookoła osi, ale może też odwrócić do góry nogami. A czasami nic nie robi – jest nieprzewidywalny.</p>
<p>Harry’ego trochę zaskoczyła ta poważna odpowiedź – po Malfoyu spodziewał się raczej gwizdów i żartów. Wszedł na miotłę i po chwili wznieśli się w powietrze.</p>
<p>Harry był już na to przygotowany, kiedy, po niedługim czasie, miotła nagle zaczęła szarpać na boki. Zdołał nad nią zapanować. Jego miotła wykonała trzy pełne, przypominające wirujące łopatki wentylatora obroty dookoła własnej osi. Malfoy cudem z niej nie spadł. Udało mu się nawet odzyskać nad nią kontrolę. Draco naprawdę umiał latać, Harry musiał to przyznać. Malfoy rzucił mu przez ramię spojrzenie, szorstko skinął i kontynuował lot. Kiedy dotarli do nieznanego Harry’emu punktu orientacyjnego, Draco bez słowa wzniósł się wyżej. Harry założył, że minęli już niebezpieczną strefę i podążył za nim.</p>
<p>Lecieli, póki nie zapadła całkowita ciemność i nie było już widać charakterystycznych punktów orientacyjnych w terenie. Malfoy podleciał do Harry’ego i machnięciem nakazał mu lądować. Potter skierował się w tamtą stronę.</p>
<p>– Księżyc niedługo wzejdzie, wtedy będzie wystarczająco jasno, by kontynuować lot. Jesteś głodny?</p>
<p>Pytanie było tylko formalnością. Harry zdawał sobie sprawę, że Malfoya nie obchodziło, czy jest najedzony czy nie, ale zdawał się być zdeterminowany traktować Pottera jak każdego innego klienta.</p>
<p>– Czuję się świetnie – odpowiedział, rozglądając się. Znajdowali się w małej kotlinie, przez którą płynął strumyk. Harry ukląkł przy brzegu i obmył dłonie, po czym wstał i zaczął przyglądać się Malfoyowi, suszącemu swój płaszcz. Mężczyzna zdjął go z ramion, tak samo jak torbę, i zaczął strzepywać wygniecenia.</p>
<p>Harry podążył jego śladem, ściągając wierzchnie okrycie. Zrzucił torbę na ziemię i odpiął miecz Gryffindora. Harry stłumił westchnienie ulgi. To cholerstwo było <em>ciężkie</em>. Kiedy Malfoy odwrócił się, żeby zająć się swoim bagażem, Potter usiadł na ziemi, krzyżując nogi.  Pozwolił sobie na chwilę relaksu, opuszczając głowę i rozmasowując kark, żeby dać chwilę wytchnienia napiętym mięśniom. Cieszył się z chwili przerwy.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>~~&amp;~~</p>
<p>Draco przyglądał się Harry’emu, który osunął się na ziemię niczym sterany cień. Wcale nie przypominał bohatera magicznego świata. Prawie charłak. Lupin opowiedział mu o utracie mocy przez Pottera. Draco zastanawiał się, czy Harry uważał, że było warto. Voldemort zniknął – ale ta cena… niewyobrażalna. Być może jednak dla Pottera, który przez jedenaście lat wychował się wśród mugoli, było łatwiej znieść utratę magicznych zdolności, niż dla czarodzieja, wychowującego się od urodzenia w magicznej rodzinie</p>
<p>Draco potrząsnął głową. Przytrafiło się to odpowiedniej osobie – wiedział, że ta myśl była okropna. Ale gdyby musiał kogoś wskazać, Harry Potter byłby pierwszy na jego liście. Drań jednak naprawdę umiał latać. Draco również utrzymał się na miotle, choć nie było to łatwe</p>
<p>Potter nie ruszył się z miejsca, ciągle siedząc z opuszczoną głową w medytacyjnej pozycji. Draco wyciągnął bukłak z torby, napił się porządnie i podszedł do strumyka, żeby go uzupełnić. Gdy mijał Pottera, ciemna głowa uniosła się, ale Harry nic nie powiedział, obserwując go tylko.</p>
<p>Draco zakorkował bukłak, obserwując pojawiający się na horyzoncie zarys księżyca. Westchnął. To będzie długa, milcząca podróż. Nie, żeby chciał coś powiedzieć Wybrańcowi, ale nadal świadomość, że nie może go nawet porządnie obrazić, wprawiała w rozdrażnienie. Jak Potter mógł mu oddać? Rzucając Zaklęcie Żądlące? To przykre.</p>
<p>Gdy księżyc już jaśniał nad horyzontem, Draco założył torbę i płaszcz. Potter, bez żadnego komentarza, poderwał się z ziemi i przygotował się do podróży, zakładając na początek miecz. Draco podszedł do swojej miotły, zastanawiając się, czy ostrzec Pottera, że musieli minąć dość niebezpieczny teren, a później czekał ich jeszcze godzinny lot. To nie będzie łatwe. Wyobraził sobie uparte spojrzenie, jakie rzuciłby mu Potter i zrozumiał, że to strata oddechu.</p>
<p>W milczeniu wznieśli się w nocne powietrze.</p>
<p>Coś było nie tak… Draco zwolnił – zdążył się bowiem nauczyć, w dość bolesny sposób, że przeczuć nie wolno ignorować. Od dawna nie podróżował przez wschodnie tereny i nie znał czających się w tej okolicy niebezpieczeństw.</p>
<p>Ostrym gestem nakazał Potterowi zwolnić, czego mężczyzna posłuchał od razu. Dobrze, że upadek czegoś go nauczył. Malfoy zahamował. Dziwne przeczucie urosło w prawdziwy niepokój, dlatego zatrzymał się i zszedł z miotły. Harry zrobił to samo, nie zadając żadnych pytań, co było na rękę Draco, który nie wiedziałby, co mu powiedzieć.</p>
<p>Malfoy zostawił miotłę na ziemi i nakazał Potterowi zostać w tyle. Sam ostrożnie ruszył naprzód. Sześć metrów… dziesięć… a wtem ogromna przepaść, rozciągająca się w świetle księżyca niczym piekielna gardziel. Draco czuł wzywający go zew, zachęcający, żeby zbliżył się jeszcze bardziej – prosto do kanionu. Zmarszczył brwi i wrócił do Pottera.</p>
<p>– Nieciekawie – nie owijał w bawełnę. – Tylko raz widziałem coś podobnego. To magiczny kanion, w którym czai się coś obrzydliwego i głodnego. Nie mam pojęcia, co to jest, nigdy nie zbliżyłem się wystarczająco blisko, żeby sprawdzić. To coś chwyci się każdego sposobu, żeby wciągnąć nas w dół.</p>
<p>– Nie możemy tego obejść? – zasugerował Harry.</p>
<p>– Wie o naszej obecności i podąży za nami – pokręcił przecząco głową.</p>
<p>– <em>Kanion</em> podąży za nami?</p>
<p>Draco nie odpowiedział. Potter najwyraźniej nie miał pojęcia, jakie magiczne obrzydlistwa pojawiły się na świecie w ciągu ostatnich kilku lat.</p>
<p>– Jeśli go przekroczymy, dlaczego nie pójdzie za nami dalej? – naciskał Harry.</p>
<p>– Las po drugiej stronie – przyznał Draco. – Ma pewną sławę.</p>
<p>– Ma <em>złą</em> sławę, to masz na myśli, prawda?</p>
<p>– To ty chciałeś iść w tym kierunku, Potter. Podróż do Hogwartu byłaby bułką z masłem.</p>
<p>Harry głośno westchnął.</p>
<p>– Nie mam wyboru. W jaki sposób przekroczymy kanion?</p>
<p>W odpowiedzi, Malfoy zrzucił swój płaszcz i torbę. Wiedział, że Potterowi nie spodoba się jego plan, tak samo jak nie odpowiadał jemu samemu.</p>
<p>– Robiąc coś nieoczekiwanego. Podaj swoją miotłę.</p>
<p>Potter oddał mu ją bez słowa. Draco rzucił kilka zaklęć, wiążąc obie miotły ze sobą, przywiązał na przedzie swoją torbę, po czym to samo zrobił z bagażem Harry’ego, umieszczając go z tyłu. Wylewitował konstrukcję, sprawdzając, czy zachowana jest równowaga. Potter wyglądał na mało zachwyconego.</p>
<p>– Chcesz, żebyśmy polecieli na tym razem? – dopytywał się.</p>
<p>– Też nie jestem zachwycony, Potter. Ale to coś wyłapie nas jak ropucha muchy nad stawem, jeśli spróbujemy samotnie przemierzyć kanion. Gdy połączymy nasze umiejętności, uda nam się przeżyć – oczywiście, jeśli będziesz posłuszny. Nawet, jeżeli będziemy współpracować, ominięcie tego czegoś nie będzie łatwe.</p>
<p>Kiedy miotły wyglądały na wystarczająco bezpieczne, zadowolony z efektów Draco, obrzucił Harry’ego spojrzeniem.</p>
<p>– Upewnij się, że miecz jest ciasno owinięty i nie wypadnie z pochwy, jeśli zrobimy wywrotkę.</p>
<p>Harry zmarszczył brwi, ale jeszcze ściślej przywiązał miecz. Gdy już nie mógł dłużej opóźniać podróży, Draco zbliżył się do mioteł.</p>
<p>– Miejmy to już za sobą – oznajmił z rezygnacją.<!--more--></p>
<br />Filed under: <a href='http://nerejda.wordpress.com/category/fanfiction-harry-potter/tlumaczenia-cheryl-dyson-fanfiction-harry-potter-2/seria-eskorta-tlumaczenia-cheryl-dyson/'>Seria: Eskorta</a> Tagged: <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohater-draco-malfoy/'>bohater: Draco Malfoy</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohater-harry-potter/'>bohater: Harry Potter</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohaterowie-hpdm/'>bohaterowie: HP/DM</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/fandom-harry-potter/'>fandom: Harry Potter</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/gatunek-romans/'>gatunek: romans</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-slash/'>ostrzeżenia: slash</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-wulgaryzmy/'>ostrzeżenia: wulgaryzmy</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/oznaczenie-wiekowe-pg-13/'>oznaczenie wiekowe: PG-13</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/seria-eskorta/'>seria: Eskorta</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/tlumaczenie-cheryl-dyson/'>tłumaczenie: Cheryl Dyson</a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/nerejda.wordpress.com/1506/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/nerejda.wordpress.com/1506/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/nerejda.wordpress.com/1506/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/nerejda.wordpress.com/1506/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/nerejda.wordpress.com/1506/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/nerejda.wordpress.com/1506/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/nerejda.wordpress.com/1506/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/nerejda.wordpress.com/1506/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/nerejda.wordpress.com/1506/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/nerejda.wordpress.com/1506/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/nerejda.wordpress.com/1506/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/nerejda.wordpress.com/1506/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/nerejda.wordpress.com/1506/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/nerejda.wordpress.com/1506/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nerejda.wordpress.com&amp;blog=8003495&amp;post=1506&amp;subd=nerejda&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nerejda.wordpress.com/2011/08/24/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/cc599d8916dfc5c863323e6bb912a7d4?s=96&#38;d=wavatar&#38;r=PG" medium="image">
			<media:title type="html">nerejda</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://nerejda.wordpress.com/wp-includes/js/tinymce/plugins/wordpress/img/trans.gif" medium="image">
			<media:title type="html">More...</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>W towarzystwie Draco – rozdział 1</title>
		<link>http://nerejda.wordpress.com/2011/08/22/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-1/</link>
		<comments>http://nerejda.wordpress.com/2011/08/22/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-1/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 22 Aug 2011 22:18:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nerejda</dc:creator>
				<category><![CDATA[Seria: Eskorta]]></category>
		<category><![CDATA[bohater: Draco Malfoy]]></category>
		<category><![CDATA[bohater: Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[bohaterowie: HP/DM]]></category>
		<category><![CDATA[fandom: Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[gatunek: romans]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: slash]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: wulgaryzmy]]></category>
		<category><![CDATA[oznaczenie wiekowe: PG-13]]></category>
		<category><![CDATA[seria: Eskorta]]></category>
		<category><![CDATA[tłumaczenie: Cheryl Dyson]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nerejda.wordpress.com/?p=1478</guid>
		<description><![CDATA[&#8222;W towarzystwie Draco&#8221; jest pierwszym tomem z sześciu w serii &#8222;Eskorta&#8221;, autorstwa Cheryl Dyson. Wszystkie informacje tutaj. Linki: Tom 1: &#8222;W towarzystwie Draco&#8221; &#124; Rozdział 1 &#124;&#124; Rozdział 2 &#124;&#124; Rozdział 3 &#124;&#124; Rozdział 4 &#124;&#124; Rozdział 5 &#124;&#124; Rozdział 6 &#124;&#124; Rozdział 7 &#124;&#124; Rozdział 8 &#124;&#124; Rozdział 9 &#124;&#124; Rozdział 10 &#124; Podziękowania [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nerejda.wordpress.com&amp;blog=8003495&amp;post=1478&amp;subd=nerejda&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>&#8222;W towarzystwie Draco&#8221;</strong> jest pierwszym tomem z sześciu w serii &#8222;Eskorta&#8221;, autorstwa <a href="http://www.fanfiction.net/u/1152666/Cheryl_Dyson">Cheryl Dyson<strong></strong></a>. Wszystkie informacje <a href="http://nerejda.wordpress.com/opowiadania-wip/spis-tresci-fanfiction-harry-potter/tlumaczenia-cheryl-dyson/seria-eskorty/">tutaj</a>.</p>
<div align="center">
<hr align="center" noshade="noshade" size="1" width="100%" />
</div>
<div style="text-align:left;" align="center"><em><span id="more-1478"></span>Linki:</em></div>
<div style="text-align:left;" align="center"><strong><em>Tom 1: &#8222;W towarzystwie Draco&#8221;</em></strong><br />
| <strong>Rozdział 1</strong> || <a href="http://nerejda.wordpress.com/2011/08/24/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-2/">Rozdział 2</a> || <a href="http://nerejda.wordpress.com/2011/08/26/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-3/">Rozdział 3</a> || <a href="http://nerejda.wordpress.com/2011/08/28/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-4/">Rozdział 4 </a>|| Rozdział 5 || Rozdział 6 || Rozdział 7 || Rozdział 8 || Rozdział 9 || Rozdział 10 |</div>
<div align="center">
<hr align="center" noshade="noshade" size="1" width="100%" />
</div>
<p>Podziękowania za dodatkową betę wędrują do <strong>Kumy</strong>;* Jesteś kochana!</p>
<p><strong>Rozdział 1</strong></p>
<p>Harry był wściekły.</p>
<p>— Nie! Nie ma mowy! — krzyczał. — Chcę kogoś innego!</p>
<p>— Jest najlepszy — nalegał Lupin — i sprawdza się.</p>
<p>— Draco Malfoy sprawdza się? — zagrzmiał Harry. — Wedle czyich norm? Ten drań zrobił z mojego życia prawie takie same piekło jak Voldemort!</p>
<p>— Był wtedy dzieckiem, Harry. Żałuje swoich postępków i już nieraz się zrehabilitował. Na Boga, Harry, on stracił wszystko przez Voldemorta!</p>
<p>— TAK SAMO JAK JA! — wrzasnął. — Przynajmniej Malfoy dorastał pod opieką rodziców! Miał pieprzone porządne dzieciństwo!</p>
<p>— Myślisz, że to sprawiło, iż było mu łatwiej znieść stratę? — odkrzyknął Lupin.</p>
<p>— NIE OBCHODZI MNIE TO!</p>
<p>Lupin rozłożył ręce. Harry spojrzał na niego.</p>
<p>— Pójdę sam — postanowił stanowczo.</p>
<p>— Nie możesz. — Riposta Lupina, choć bolesna niczym policzek, zawierała jedynie prawdę.</p>
<p>— Tylko popatrz — syknął przez zęby Harry.</p>
<p>— Nie będę z tobą rozmawiał, gdy tak się zachowujesz — warknął Lupin. — Zawołaj mnie, gdy odnajdziesz dorosłego Harry&#8217;ego.</p>
<p>Lupin wyszedł. Harry wykonał nieuprzejmy gest do jego pleców i opadł na krzesło. Oparł łokcie na stole i, sfrustrowany, schował twarz w dłoniach. Po chwili wstał i wszedł po schodach, kierując się do swojego pokoju.</p>
<p>W ciągu tych czterech lat, odkąd Harry odziedziczył Grimmauld Place 12, to miejsce znacząco się zmieniło. Po roku czyszczenia, polerowania i opróżniania wręcz do czysta, dom prawie nie przypominał ponurego i złowieszczego domostwa zamieszkiwanego przez pokolenia przez Blacków. Któregoś dnia, w przypływie złości, Harry młotkiem zaczął walić w ścianę, na której znajdował się portret matki Syriusza. Rozniósł ją, ramę i obraz w pył, kując jeszcze długo po tym, jak ucichły — już na zawsze — krzyki pani Black. Lupin i bliźniacy Weasley znaleźli go, siedzącego w gruzach, zmęczonego, ale zadowolonego.</p>
<p>To nie jedyna ściana, którą usunął. Jakiś czas później podobny los spotkał tę, oddzielającą kuchnię od jadalni. Gdy tylko stało się to możliwe, usunął każdy skrawek ciemnego drewna, zastępując go jasnym, dębowym lub po prostu malując na biało. Był pewien, że zmiany spodobałyby się Syriuszowi.</p>
<p>Sypialnię pana domu odnowiono od samych podstaw — wymieniono podłogi, ściany, zasłony, meble i pościel. Pokój pomalowano na neutralne jasne kolory, ładnie komponujące się z kremową pościelą, podkreśloną akcentami w barwach Gryffindoru: bordowym i złotym.</p>
<p>Harry rzucił się na łóżko. Patrzył w sufit, myśląc o Draco Malfoyu. Bardziej nienawidził jedynie Severusa Snape&#8217;a. Nawet Voldemort wypadał blado w porównaniu z tą dwójką.</p>
<p>Od śmierci Dumbledore&#8217;a trzy lata temu, wiele zmieniło się w czarodziejskim świecie. Niedługo po pogrzebie, rozpoczęła się wojna. Już teraz nazywano ją Wielką Wojną Czarodziejskiego Świata, jednak jedynym, co było w niej wielkiego, była skala dokonanych zniszczeń.</p>
<p>Motywy Voldemorta nie były jasne. Wyglądało na to, że zadowalają go masakry ludności i niszczenie wszystkiego, co stanęło mu na drodze. Wilkołaki i trolle mnożyły się jak króliki. Liczba ataków była tak duża, że mugole uznali wilkołactwo za epidemię jakiejś choroby. Śmierciożercy wymordowali wszystkich członków Ministerstwa, jakich udało im się znaleźć. Ci, którzy przetrwali, walczyli po przegranej stronie, próbując ograniczyć aktywność wilkołaków i zachować istnienie magicznej społeczności w ukryciu.</p>
<p>W tym czasie Harry Potter koncentrował swoje wysiłki na znalezieniu i zniszczeniu horkruksów Voldemorta, zostawiając w rękach zniechęconych członków Zakonu Feniksa zatrzymanie śmierciożerców. Nikt — z wyjątkiem Lupina, któremu Harry zdradził cel swojej misji — nie rozumiał, dlaczego Wybraniec ich opuszcza.</p>
<p>Zwycięstwo za zwycięstwem uderzało podekscytowanemu Voldemortowi do głowy. Werbował nowych śmierciożerców i, jakimś cudem, udało im się znaleźć sposób kontrolowania Sieci Fiuu. Gdy co czwarta podróż kończyła się w Timbuktu, na Syberii lub w jaskini w Peru, niemal z dnia na dzień przenoszenie się przy pomocy kominków zamarło.</p>
<p>Później zainteresowania Voldemorta skoncentrowały się na aportacji. Wystarczył rok, żeby udało mu się zanieczyścić każdą naturalną siłę — nie tylko te używane przy przynoszeniu się z miejsca na miejsce, ale niemal każdy magiczny element. Opary czarnej magii oddziaływały na wiele miejsc, ale szczególnie zagrożone były te, zamieszkane przez duże grupy czarodziejów. Rzucanie czarów w takich rejonach stało się niebezpieczne — ich efekt mógł zostać zneutralizowany, zwiększony lub przeinaczony. Magia rozrywała czarodziejów na strzępy, wysyłała setki kilometrów dalej od miejsca przeznaczenia lub sczepiała z przedmiotami.</p>
<p>Gdy transport stał się prawie niemożliwy, Ministerstwo zaczęło walczyć o uzyskanie kontroli nad świstoklikami, jedyną działającą metodą natychmiastowego przenoszenia się w inne miejsce. Rufus Scrimgeour i pozostali przy życiu ministrowie, rzucili zaklęcie blokujące ich działanie nad całym Londynem. Później, pod pozorem zapobiegnięcia ingerencji Voldemorta w transport świstoklikami, podobne kopuły rozpostarto nad każdym miejscem w Wielkiej Brytanii. Plan wypalił. Voldemort, odkąd świstokliki stały się bezużyteczne, przestał się nimi interesować.</p>
<p>Bardzo osłabiony Zakon i pozostali przy życiu przeciwnicy Voldemorta toczyli zaciekłą bitwę o zaatakowany Hogwart. Zmasowany atak olbrzymów, trolli i magii naruszył osłony i umożliwił inwazję. Pod sam koniec walk toczących się w prawie już pustych salach, do Hogwartu dotarli Harry i jego przyjaciele. Wykolejenie się pociągu, na skutek czego zmarło pięciu uczniów z siódmego roku, było początkiem wojny. Szkołę zamknięto.</p>
<p>Harry zmierzył się z Voldemortem. Tym razem nie był już dzieckiem – w czasie podróży mającej na celu znalezienie i zniszczenie horkruksów dużo się nauczył. Użył każdego zaklęcia, jakie miał w swoim arsenale, byle zniszczyć paskudne wcielenie Toma Riddle&#8217;a. Nie był też sam — Ron i Hermiona stali u jego boku, robiąc wszystko, co tylko umieli. Dołączyli do nich inni: Neville, Luna, Dean, Angelina i większość członków Gwardii Dumbledore&#8217;a. Podczas walki Ginny Weasley ochroniła Harry&#8217;ego przed Avadą, co załamało go kompletnie.</p>
<p>Z jakichś nieznanych powodów zabsorbował magiczną energię od wszystkich zgromadzonych osób i całego otoczenia, rozsadzając Voldemorta na maleńkie skrawki przypominające proszek. Ostatnim wspomnieniem Harry&#8217;ego był śmiech Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Zakładali, że stworzył siedem horkruksów — zniszczyli wszystkie — ale pomylili się.</p>
<p>Dziwny magiczny efekt odsączył Harry&#8217;ego z magii. Z trudem mógł rzucić proste <em>Lumos</em>. Wszyscy wierzyli, że to tymczasowe, ale sześć miesięcy później nikt już tak nie twierdził.</p>
<p>Voldemort powrócił w swojej mglistej formie, śmierciożercy byli martwi lub zamknięci w więzieniu, aresztowani podczas bitwy o Hogwart, a reszta magicznego świata próbowała zacząć normalnie żyć. To nie było takie proste. Czarna magia czaiła się i rosła. Aportacja nadal była niebezpieczna, porzucono podróżowanie siecią Fiuu. W lasach mnożyły się straszliwe istoty, rozprzestrzeniając się po całej Anglii.</p>
<p>Szkołę znów otwarto, ale pociąg do Hogwartu, strzeżony przez aurorów, kursował tylko dwa razy w roku. Ministerstwo zdecydowało też o utrzymaniu zaklęć ochronnych wokół Londynu, zachowując miasto bezpieczne i odizolowane.</p>
<p>Harry, teraz prawie charłak, obsesyjnie poszukiwał brakującego horkruksa, modląc się  o  to, żeby został już tylko jeden. Przyjaciele dotrzymywali mu towarzystwa przez długi czas, ale w końcu oni też musieli zacząć żyć swoim własnym życiem. Ron i Hermiona wzięli ślub i przenieśli się do Ottery St. Catchpole, niedaleko Nory, którą, po śmierci Artura i Molly, zamieszkała rodzina Billa.</p>
<p>Lupin poślubił Tonks i oboje wprowadzili się do Harry&#8217;ego, twierdząc, że ktoś musi dotrzymywać mu towarzystwa, ale on wiedział, że chcieli po prostu mieć go na oku. I chronić go.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p align="center">~~&amp;~~</p>
<p>Harry w końcu odnalazł ostatniego horkruksa, ale nie odważył się nikomu o tym powiedzieć — zabroniliby mu się narażać. Zamiast wyznać prawdę, zasugerował Lupinowi, że musi oddać do Hogwartu miecz Gryffindora. Nawet ten pomysł wywoływał wiele komentarzy. Remus upierał się, żeby Harry poczekał do końca semestru i wybrał się tam pociągiem. W końcu udało mu się wywalczyć podróż miotłą, ale tylko w towarzystwie eskorty. A teraz jeszcze to…</p>
<p>Draco Malfoy przeżył wojnę. Jego rodzice i dom nie mieli tyle szczęścia. Rezydencję zajęło Ministerstwo, które natychmiast spaliło ją do fundamentów. Z nieznanych powodów, Snape zamordował Lucjusza i — przypadkowo — oszalałą z rozpaczy Narcyzę, a sam został zabity podczas ostatniej bitwy przez Neville&#8217;a Longbottoma.</p>
<p>Harry przeklął pod nosem. Draco w końcu odwrócił się od śmierciożerców. W pojedynkę doprowadził przed oblicze sprawiedliwości Mulcibera, Avery&#8217;ego, Notta i McNaira. Zabił też Bellatrix Lestrange, która, po zniszczeniu Voldemorta, była jeszcze bardziej szalona niż wcześniej. Gdy wojna dobiegła końca, Malfoy założył Eskortę — oferując podróżującym na miotłach towarzystwo i ochronę podczas przeprawy przez niebezpieczne, czarnomagiczne strefy. Nie był jedynym, który wpadł na podobny pomysł, ale najwyraźniej żaden inny przewodnik nie zadowalał Lupina.</p>
<p>Utknięcie z nadętym, aroganckim palantem i tak było lepsze, niż tkwienie w Londynie jeszcze jeden dzień. Harry walnął kilka razy pięścią w łóżko, zanim wyruszył na poszukiwanie Lupina.<!--more--></p>
<br />Filed under: <a href='http://nerejda.wordpress.com/category/fanfiction-harry-potter/tlumaczenia-cheryl-dyson-fanfiction-harry-potter-2/seria-eskorta-tlumaczenia-cheryl-dyson/'>Seria: Eskorta</a> Tagged: <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohater-draco-malfoy/'>bohater: Draco Malfoy</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohater-harry-potter/'>bohater: Harry Potter</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohaterowie-hpdm/'>bohaterowie: HP/DM</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/fandom-harry-potter/'>fandom: Harry Potter</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/gatunek-romans/'>gatunek: romans</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-slash/'>ostrzeżenia: slash</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-wulgaryzmy/'>ostrzeżenia: wulgaryzmy</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/oznaczenie-wiekowe-pg-13/'>oznaczenie wiekowe: PG-13</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/seria-eskorta/'>seria: Eskorta</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/tlumaczenie-cheryl-dyson/'>tłumaczenie: Cheryl Dyson</a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/nerejda.wordpress.com/1478/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/nerejda.wordpress.com/1478/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/nerejda.wordpress.com/1478/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/nerejda.wordpress.com/1478/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/nerejda.wordpress.com/1478/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/nerejda.wordpress.com/1478/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/nerejda.wordpress.com/1478/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/nerejda.wordpress.com/1478/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/nerejda.wordpress.com/1478/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/nerejda.wordpress.com/1478/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/nerejda.wordpress.com/1478/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/nerejda.wordpress.com/1478/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/nerejda.wordpress.com/1478/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/nerejda.wordpress.com/1478/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nerejda.wordpress.com&amp;blog=8003495&amp;post=1478&amp;subd=nerejda&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nerejda.wordpress.com/2011/08/22/w-towarzystwie-draco-%e2%80%93-rozdzial-1/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/cc599d8916dfc5c863323e6bb912a7d4?s=96&#38;d=wavatar&#38;r=PG" medium="image">
			<media:title type="html">nerejda</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Na końcu miasta &#8211; 1.2 &#8211;</title>
		<link>http://nerejda.wordpress.com/2011/08/19/na-koncu-miasta-1-2/</link>
		<comments>http://nerejda.wordpress.com/2011/08/19/na-koncu-miasta-1-2/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 19 Aug 2011 22:54:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nerejda</dc:creator>
				<category><![CDATA[Na końcu miasta]]></category>
		<category><![CDATA[bohater: Astoria Greengrass]]></category>
		<category><![CDATA[bohater: Draco Malfoy]]></category>
		<category><![CDATA[bohater: Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[bohater: OC]]></category>
		<category><![CDATA[bohater: Teodor Nott]]></category>
		<category><![CDATA[fandom: Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[gatunek: dramat]]></category>
		<category><![CDATA[gatunek: przygodowy]]></category>
		<category><![CDATA[gatunek: romans]]></category>
		<category><![CDATA[gatunek: tajemnice]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: autoagresja]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: bi]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: erotyka]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: non-con]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: preg]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: prostitution]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: slash]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: wulgaryzmy]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: zaburzenia psychiczne]]></category>
		<category><![CDATA[ostrzeżenia: śmierć bohaterów]]></category>
		<category><![CDATA[oznaczenie wiekowe: NC-17]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nerejda.wordpress.com/?p=1457</guid>
		<description><![CDATA[Harry podrapał się po nosie końcówką pióra. Zastanawiał się, jak by tu ująć w słowa, że wcale nie zachował się idiotycznie. Odrzucał kolejne sformułowania, szukając wiarygodnego wytłumaczenia. Cholerny Wingle, mamrotał pod nosem, rozglądając się po swoim boksie w poszukiwaniu natchnienia, musiał przylecieć na skargę. Pulchniutki czarodziej z Wydziału Magicznych Katastrof bladym świtem wpadł do szefa [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nerejda.wordpress.com&amp;blog=8003495&amp;post=1457&amp;subd=nerejda&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1457"></span>Harry podrapał się po nosie końcówką pióra. Zastanawiał się, jak by tu ująć w słowa, że wcale nie zachował się idiotycznie. Odrzucał kolejne sformułowania, szukając wiarygodnego wytłumaczenia. <em>Cholerny Wingle</em>, mamrotał pod nosem, rozglądając się po swoim boksie w poszukiwaniu natchnienia, <em>musiał przylecieć na skargę</em>.</p>
<p>Pulchniutki czarodziej z Wydziału Magicznych Katastrof bladym świtem wpadł do szefa i z satysfakcją doniósł o niewłaściwym, jego zdaniem, zachowaniu sławnego Pottera, któremu poprzewracało się w głowie. Szef nie był zachwycony, a w związku z tym Harry również nie był. Dostał taki opieprz, że śniadanie przewróciło mu się w żołądku.<br />
Gawain Robards nigdy nie zaliczał się do specjalnie wyrozumiałych osób. Jeśli już coś o nim mówiono, to zwykle mało pochlebnie. Facet działał na nerwy swojej żonie, psu, pracownikom, nawet kelnerkom w barze. Gdy mierzył człowieka tym świdrującym spojrzeniem świńskich oczek, delikwent miał ochotę złapać za ścierkę i dokładnie wyczyścić swoje sumienie. Niejeden życzył mu najwymyślniejszych tortur, kilku nieszczęsnych próbowało nawet zacząć wprowadzać ten plan w życie. No właśnie… <em>próbowało</em> zacząć&#8230;</p>
<p>Szef bywał szorstki, słowo delikatność czy takt nic mu nie mówiło, ale Harry go lubił. Gdy Gawain mówił, że coś będzie, to tak było, niezależnie od wszystkiego. Znał wartość swojego słowa i trzymał się go, a właśnie tego brakowało Potterowi. Zbyt wiele razy zawiódł się na kimś, na kim teoretycznie nie powinien.</p>
<p>Dzisiaj jednak szef od samego rana chodził jak burza gradowa, rzucając na wszystkich wściekłe spojrzenia i racząc kąśliwymi komentarzami. Harry’emu już raz się dostało i nie chciał powtarzać tego doświadczenia, dlatego starał się jak najszybciej – zanim Robards się wścieknie i go zawiesi – skończyć raport.</p>
<p>I udałoby mu się, gdyby nie uncja pecha&#8230; Przechodząca obok sekretarka zachybotała niebezpiecznie tuż obok jego biurka, a Harry niczym prawdziwy Gryfon objął ją wpół, powstrzymując przed upadkiem. Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, ale gdyby za dobre chęci płacono diabłu, pewnie nie musiałby siedzieć w piekle, tylko kupiłby sobie wyspę na Hawajach. I tu, i tam gorąco, a chociaż miałby morze pod nosem… no i te zbłąkane duszyczki szybciej by do niego trafiały. Same z siebie pchałyby się mu na kolana, nie czekając aż je ktoś do niego wyśle. Szatan, póki co, mógł czuć się bezpieczny – żadna niska blondyneczka, pracująca u Biurze Aurorów na pół etatu, żeby dorobić sobie do studiów, nie trafi do jego królestwa tylko po to, żeby wylać przeznaczoną dla szefa kawę wprost na jego kolana.<br />
Potter nie miał tego szczęścia.</p>
<p>Ktoś coś mówił o uncji pecha? A co o <em>knut do knuta i uzbiera się galeon</em>? Galeon Harry’ego właśnie się zbliżał – szybko. Nieświadom niebezpieczeństwa Potter poderwał się na równe nogi, czując zdradliwe gorąco na udach. Zarumieniona po uszy kobieta chciała ratować sytuację, ale nie opanowała w dostatecznym stopniu zaklęć czyszczących. Nieudolnie rzucony czar odbił się rykoszetem od biurka i trafił w wiszącą nad biurkiem Margaret lampę. Obydwoje, nowa sekretarka i Harry, wpatrywali się w chyboczący żyrandol jak zahipnotyzowani. Dopiero głośny jęk, zadziwiająco podobny do stłumionego parsknięcia, wyrwał ich z transu. Potter rzucił <em>Reparo</em> na roztrzaskany stelaż, ale nic się nie stało. Wypróbował jeszcze kilka innych zaklęć, bezskutecznie. W końcu zrezygnowany usunął zniszczony żyrandol, czujnie oglądając się na pokój zwierzchnika. Robards nie będzie zachwycony. Harry wzdrygnął się na myśl, co <em>mógł</em> z nim zrobić szef. Jego zwierzchnik miał naprawdę bujną wyobraźnię, krewki charakter i wychodził z założenia, że najlepszą metodą zapanowania nad podwładnymi była odpowiedzialność zbiorowa.</p>
<p>Kobieta przepraszała jak opętana, irytując coraz bardziej Harry’ego. Zanim się jej pozbył – i wymigał od przeprosinowej randki – zdążył się już nabawić awersji do blondynek. Do diabła z nimi!</p>
<p><em>Cholera, czemu zawsze, gdy próbuję być miły, tak to się kończy?</em>, mruczał pod nosem Harry, próbując uratować zamoczone pergaminy, które kiedyś były jego raportem. Zaklęcie wysuszające zaskwierczało, z biurka uniósł się charakterystyczny zapaszek spalenizny. Cholera!</p>
<p>Harry czuł zbliżający się ból głowy. Cała jego poranna praca poszła w diabły.</p>
<p>– Idę się przejść – rzucił do założonych na biurko glanów. Andrews najwyraźniej postanowił uciąć sobie drzemkę, choć Harry dałby sobie uciąć rękę, że to właśnie on uważnie obserwował ich zmagania, dusząc się ze śmiechu.</p>
<p>Odetchnął głęboko, decydując się przemilczeć złośliwy komentarz. Zdecydowanie spotkało go dzisiaj za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Odpowiednim wyjściem z sytuacji wydawał się taktyczny odwrót. Oczywiście to nie była ucieczka…</p>
<p>Wymknął się ukradkiem, zanim szef miał okazję zorientować się, co się stało. Ktoś na pewno szybko wprowadzi go w szczegóły zajścia, ale póki co, Harry miał zamiar zachować swoją głową – i tyłek – w stanie nietkniętym. Rozwścieczony Robards nie przebierał w zaklęciach. Zanim odzyskałby spokój, w biurze rozpętałoby się niezłe piekiełko. Bezpieczniej było zejść szefowi z oczu.</p>
<p>Harry postanowił coś przekąsić w małej kawiarni nieopodal Ministerstwa. Od wczoraj nic nie jadł i trochę burczało mu w żołądku. Po powrocie z klubu nie wziął nawet prysznica, tylko od razu rzucił się do łóżka, zbyt zmęczony, żeby zdjąć z nosa okulary.</p>
<p>– Śliczny dzionek! Coś niemrawo dziś wyglądasz, stało się coś? – rzucił podejrzanie radosnym głosem Kelvin, doganiając go niewiadomo kiedy. – Stary lubi na ciebie naskakiwać, podpadłeś mu, książę.</p>
<p>Harry zazgrzytał zębami, ale ćwicząc samokontrolę – nadal miał z nią problemy – zmilczał ripostę.</p>
<p>Kelvin McLaird był świeżo upieczonym absolwentem Hogwartu. Nieźle operował różdżką i od czasu do czasu jego pomoc w identyfikowaniu śladów pozostawionych przez magię uciekinierów okazywała się niezbędna. Jako teoretyk był świetnym współpracownikiem, jednak kumpel był z niego żaden. Zawsze mówił nie to, co trzeba, zrażając do siebie kolejnych ludzi.</p>
<p>Harry, sam siebie nie rozumiejąc, polubił go już pierwszego dnia – gdy karłowaty i pryszczaty blondyn wywalił się tuż przed jego nosem. I jak dotąd był jedynym przyjacielem czarodzieja. Kelvin zdawał się nie przejmować swoim brakiem popularności, robiąc to, co do niego należało z pasją i zaangażowaniem, które Harry powoli nauczył się doceniać. Być może właśnie odwaga do spełniania marzeń sprawiła, że pozwolił mu się do siebie zbliżyć. Harry zwykle unikał nowych znajomości, słusznie (albo i nie) nie ufając im; zdążył już tyle razy zawieść się na ludziach, że ciężko przychodziło mu angażowanie się w relacje z obcymi. Oczekiwał zdrady i w tym tkwił problem.</p>
<p>Kelvin był chodzącym problemem dla siebie i innych – i za to Harry go lubił. Powody, dla których lubimy tę a nie inną osobę, bywają różne, a każdy z nich jest równie dobry. W przypadku Pottera najlepiej sprawdzała się zasada, że im bardziej ktoś odbiegał od reszty, tym bezpieczniej było mu ufać.</p>
<p>– Podobno nowa misja okazała się kompletną katastrofą – zagadnął Kelvin, przyspieszając kroku, żeby wyrównać różnicę w odległości. – A pewna trzpiotka podrywała Wingle’a. Desperatka.</p>
<p>Harry wbrew sobie również się roześmiał. Kelvin wyszczerzył zęby w podejrzanym uśmieszku i wsunął dłonie do szaty, żeby wyjąć jabłko.</p>
<p>– Ktoś przeklął posadzkę w mugolskim klubie „Osnowa”, nic nadzwyczajnego – lekkim tonem dopowiedział Harry, zerkając na idącego obok chłopaka. – Skąd ty tutaj? Jest dopiero jedenasta.</p>
<p>– Pan Szanowny Pocałuj Mnie W Tyłek Bernson postanowił wywalić mnie z gabinetu. Sprząta dokumentacje. – Kelvin skrzywił się. – Jakby ktoś w to uwierzył… po prostu chciał mieć biuro dla siebie, żeby zwalić sobie konia. Rano wparowała do nas półnaga mugolaczka z jakimiś bzdurnymi żądaniami. Dupek Bernson jeszcze się nie otrząsnął z widoku jej piersi. Pochyliła się nad nim kilka razy, a ten kretyn ślinił się, jakby widział przed sobą co najmniej wilę.</p>
<p>– Aż tak źle?</p>
<p>– Gorzej – ponuro przyznał się Kelvin, wgryzając się w czerwoną skórkę. – Idiota zgodził się wspomóc poszukiwania zaginionego pieska o jakimś podejrzanym imieniu.</p>
<p>– Przecież wasze biuro nie zajmuje się sprawami zwierząt.</p>
<p>– Mi to mówisz? Próbowałem przemówić do rozumu, którego najwyraźniej ten kretyn nie posiada, ale czy ktoś mnie kiedykolwiek słuchał? Nie, Kelvin jest głupim idiotą i nic nie rozumie. – Skrzywił się i wypluł jabłko do dłoni. Przyjrzał mu się z osobliwą miną. – Robaczywe. Tego mi było trzeba.</p>
<p>Harry pokręcił głową ze współczuciem.</p>
<p>– Może dołączysz do mnie na śniadaniu? – zaproponował, ignorując taksujące spojrzenia, jakimi obrzuciły ich mijane pracownice.</p>
<p>– Ratujesz mój dzień – z emfazą mruknął Kelvin. – Jesteś pewien, że chcesz drugiego pechowca do kompletu? Bo słyszałem, że też ci się od rana nie układa. Wingle obgaduje cię po całym ministerstwie, a krzyki Robardsa było słychać nawet u nas… a sam wiesz, jaką grubą mamy osłonę.</p>
<p>– Już gorzej być nie może, zapewniam.</p>
<p>– Nie mów tego, bo przyciągniesz wszelkie możliwe katastrofy! – jęknął rozpaczliwie Kelvin. – Za późno – dodał, na widok zbliżającej się wysokiej, czarnoskórej Algerii Samuels.</p>
<p>Kobieta pracowała w Departamencie Magicznej Kontroli i była jego bezpośrednim przełożonym Kelvina. Śmiała, bezczelna i arogancka zarządzała swoim działem jak generał – wszystko musiało być pod jej dyktando.</p>
<p>– Panie McLaird, mogę wiedzieć, co pan tu robi?</p>
<p>Harry uśmiechnął się uroczo.</p>
<p>– Eskortuje mnie do stołówki. Może dołączysz do nas, Algerio?</p>
<p>Kobieta skrzywiła się z niechęcią. Wszyscy wiedzieli, że pulchna czarownica ciągle stosuje jakieś diety, których efektów i tak nie było widać.</p>
<p>– Nie, dziękuję. Pan McLaird powinien zająć się swoją pracą, a nie pogaduszkami na korytarzu – dodała, a jej spojrzenie było równie ostre jak ton głosu. Kelvin skulił się, nie próbował jednak protestować. Nie miało to sensu, z Algerią Samuels się nie dyskutowało.</p>
<p>– Daj spokój. – Harry zbył jej słowa machnięciem, gdy jego przyjaciel wydusił z siebie przytłumione powitanie, kuląc się jeszcze bardziej. – Chłopak potrzebuje chwili przerwy, poza tym powinnaś się raczej zająć jego przełożonym.</p>
<p>– Bernsonem?</p>
<p>Harry przysunął się bliżej kobiety, znacząco pochylając się w jej stronę. Algeria uniosła brwi, ale bezwiednie przybliżyła się. Mężczyzna uśmiechnął się i powoli odsunął ciemny kosmyk włosów, który zasłaniał jej ucho. Wyszeptał kilka zdań, zaskakując kobietę. Kelvin przyglądał im się z umiarkowaną ciekawością. Zdawał sobie sprawę, że Harry i jego szefowa kiedyś ze sobą kręcili. Gdy dostrzegł podglądającego za rogiem czarodzieja, obrzucił go ostrym spojrzeniem, doskonale wiedząc, że niewiele to da. Nim minie południe, znów będą krążyć plotki o tej dwójce. A Harry i tak się tym nie przejmie. Typowe.</p>
<p>– Do zobaczenia później, Algerio – rzucił czarująco Potter z iskierkami radości w oczach, które nagle pociemniały. Uścisnął dłoń kobiety i złapał Kelvina za rękę, ciągnąc go w stronę windy. – Załatwione – szepnął do niego, wciskając przycisk. – Najpóźniej o dwunastej musisz pojawić się w biurze.</p>
<p>– Chcę wiedzieć, co jej powiedziałeś?</p>
<p>– Raczej nie. – Harry roześmiał się na widok jego miny. – Spokojnie, Bernson dostanie swoją kość.</p>
<p>– I tego się obawiam – przyznał Kelvin, poprawiając szaty. – Nadal jestem na praktykach, więc jak coś mu nie wyjdzie, zwali to na mnie – i przy okazji zniszczy moją karierę. Taak, to świetna wiadomość.</p>
<p>Harry nadal śmiał się, gdy wsiadali do windy, a uroczo obrażony Klevin, ze skrzyżowanymi na piersiach dłońmi, obserwował go w milczeniu.</p>
<p>– Bardzo zabawne – mruknął w końcu. – Nie jestem sławnym Potterem, żeby wszystko uszło mi na sucho.</p>
<p>Harry poklepał go po głowie jak małego psiaka.</p>
<p>– Nie przejmuj się tak, nie dam skrzywdzić mojego ulubionego stażysty. Poza tym zasłużyłeś na śniadanie. Pewne ptaszki ćwierkały, że dzięki tobie znaleziono małego Montgomery’ego. Jego siostry się ucieszą.</p>
<p>Kelvin momentalnie się rozpogodził. Uwielbiam swoją pracę. Nad życie.</p>
<p>– Aurorzy pokpili sprawę. Naprawdę nie wiem, za co im płacą. Znalezienie dzieciaka było tak łatwe jak oddychanie. Wystarczyło tylko użyć najprostszej modyfikacji Śledzącego Inkwizytora i już. – Wzruszył ramionami, wychodząc z windy jako pierwszy. – Nie rozumiem, o co tyle szumu. Ci głupcu od razu powinni o tym pomyśleć, a nie podrywać siostrzyczki.</p>
<p>– Zgrabne są – bez przekonanie i z obowiązku Harry bronił kolegów, pewny, że Kelvin miał rację.</p>
<p>Niektórzy nie byli zbyt entuzjastycznie nastawieni do szukania małego wilkołaka. Z przyjemnością wpakowaliby go do Azkabanu, gdyby tylko istniała taka możliwość. Stare uprzedzenia nie umarły z końcem wojny. Nic się nie zmieniło, prawdę mówiąc. Stare prawa, pochodzące jeszcze z czasów Umbrige, nadal obowiązywały, a nawet nieznaczne zmiany restrykcyjnych ustaw o magicznych stworzeniach spotykały się z nieprzejednanym oporem.</p>
<p>Los małego Teddy’ego byłby przesądzony, gdyby nie Harry, który nigdy w całym swoim życiu nie był wdzięczny za swoją sławę. Gdy Harry Potter, Wybawca Magicznego Świata, czegoś chciał, wszyscy stawali na głowie, żeby tylko wypełnić jego – nawet najbzdurniejsze – życzenie. Pierwszy raz wykorzystał swoją sławę w taki sposób i nie żałował. Teddy mógł spokojnie mieszkać z babką, spokojny i bezpieczny, a to było warte utraty każdych przekonań. Jego chrześniak rozwijał się dobrze, był szczęśliwym, ciekawskim sześciolatkiem, który zasłużył na wszystko co najlepsze. Harry, wykorzystując każdy dostępny sposób, zapewnił mu to.</p>
<p>– Nawet nie ma komu złożyć skargi – Bernson kryje Vernusa i Cambrida, a Robards ma to gdzieś. Sprawa rozwiązana, skuteczność wzrosła, więc kogo to obchodzi, że śliniące się nieuki olały procedurę.</p>
<p>– Da radę to udowodnić? – cicho zapytał Harry, mrużąc groźnie oczy. Jego twarz nabrała powagi, gdy Kelvin pokręcił przecząco głową.</p>
<p>– Jak się człowiek postara, to co najwyżej dostaną upomnienie. Ustne, tak żeby nic nie wylądowało w aktach. Wymigają się z tego z łatwością. Wszyscy wszystkich kryją, gdy przychodzi do spraw związanych z magicznymi stworzeniami. Nikogo nie obchodzi, co się dzieje z wilkołakami. Najlepiej, żeby ukryli się gdzieś daleko i zdechli – mówił z pasją, maszerując coraz szybciej. Harry z trudem dotrzymywał kroku rozemocjonowanemu czarodziejowi. – Nie wszyscy mają tyle szczęścia co twój przyjaciel, Harry. Ożenić się z czarownicą i mieć dzieciaka to abstrakcja dla wilkołaków.</p>
<p>– Kto? – zapytał cicho Harry, zerkając na bok.</p>
<p>Kelvin zwolnił i spojrzał prosto na jego twarz.</p>
<p>– Mój najlepszy przyjaciel, zaraz po zakończeniu szkoły. Wilkołak, który go ugryzł, nie panował nad sobą. Kilka tygodni po tym wydarzeniu popełnił samobójstwo, zżerany wyrzutami sumienia. Wywar Tojadowy jest drogi, ale James jakoś daje sobie radę.</p>
<p>Harry słyszał niepewność w głosie Kelvina. Prawdopodobnie ten przyjaciel z powodu wilkołactwa odmówił kontynuowania znajomości.</p>
<p>– Wiesz, mój ojciec i jego przyjaciel nigdy nie zrezygnowali z Lupina, nawet gdy już wiedzieli, kim jest. I wiesz co jeszcze, myślę, że jesteś równie dobrym przyjacielem jak oni. Zaufaj waszej przyjaźni – klepnął go w ramię – a wszystko się uda.</p>
<p>Kelvin sięgnął po proszek Fiuu i wrzucił go do paleniska. Bez słowa kroczył do środka, skąd Harry’ego dobiegło niewyraźne mamrotanie. Najwyraźniej komuś wpadła sadza do ust. Harry uśmiechnął się i podążył jego śladem.</p>
<p>Z kominka wypadł tak niefortunnie, że kolanami uderzył o podłogę.</p>
<p>– Zgrabny wyszedł ci ten piruet, Potter – wyśmiał go któryś z bywalców kawiarni. Harry roześmiał się, podnosząc się z podłogi, otrzepał szaty z sadzy, która przylgnęła do niego niczym dodatkowa warstwa odzieży i machnięciem dłoni przywitał się z rozbawionym Arnoldem. Kelvin siedział koło niego, przeglądając menu.</p>
<p>– Poproszę melisową tartę – zamówił Harry, nawet nie patrząc w kierunki kelnerki, która uśmiechała się do niego z rozanieloną miną – i może jakąś herbatę. Z dżemem akacjowym, jeśli można.</p>
<p>– Już się robi, Ha… panie Potter. – Kobieta dygnęła głupio i popędziła za bar.</p>
<p>– Ach ten potterowski urok – poklepał miejsce obok siebie Arnold, szczerząc się równie szeroko jak otwarta ostryga. – Musiałem czekać pięć minut, zanim ta ślicznotka łaskawie mnie zauważy.</p>
<p>– To dlatego, że lata świetności masz dawno za sobą – skwitował obojętnym głosem Kelvin, przerzucając kolejną stronę menu. – Harry ma dwadzieścia lat, jest przystojny, bogaty, sławny i marzy o rodzinie. Która kobieta nie próbowałaby go poderwać?</p>
<p>– Zajęta – padła odpowiedź za pleców Harry’ego, który uśmiechał się głupio, odwracając się i całując stojącą za nim kobietę w policzek.</p>
<p>– Hermiono, świetnie wyglądasz – przywitał się.</p>
<p>– Widziałeś mnie raptem piętnaście godzin temu – prychnęła, ale odwzajemniła uśmiech. Strzepała mu z ramienia resztki sadzy i przeczesała ciemne włosy. – Słyszałam, że wczoraj doszło do pewnych komplikacji.</p>
<p>– Czy istnieje ktoś w tym ministerstwie, kto nie słyszał o wczorajszych wydarzeniach? – jęknął Harry, opadając na krzesło.</p>
<p>– Wszyscy.</p>
<p>– Nawet o tym nie śnij.</p>
<p>– Ależ jesteś naiwny, Harry.</p>
<p>Hermiona z gracją usiadła na ostatnie krzesło przy stoliku i przyciągnęła do siebie kartę.</p>
<p>– Nawet Molly już o wszystkim wie. Zafiukała, żeby pogadać o planowanej kolacji zaręczynowej Percy’ego i Ron puścił parę z ust. Znasz ją, nie przepuściła okazji. – <em>Oho, Hermiona i Molly nadal są na wojennej ścieżce</em>, pomyślał Harry i zanotował w pamięci, żeby unikać obu kobiet, gdy będą przebywać w tym samym pomieszczeniu. Ostatnio niesnaski między nimi doprowadziły do małego kryzysu Rona, który był gotowy uciec do Afryki, byleby już więcej nie słuchać zrzędzenia swojej matki i narzeczonej. – A tak w ogóle to spodziewaj się wizyty wieczorem. Ginny próbowała jej to wyperswadować, ale Molly się uparła. Nadal jest przekonana, że jesteście dla siebie idealni i jest gotowa na wszystko, żebyście skończyli w szczęśliwym małżeństwie. Wybacz, Arnoldzie, że mówię to tak bez ogródek, ale powinieneś zdawać sobie sprawę z konkurencji.</p>
<p>– Ej! Nie chcę już Ginny – zaprotestował Harry, nieświadom jak to zabrzmiało. Arnold obrzucił go niechętnym spojrzeniem, ale nie skomentował obcesowej uwagi. Był na to zbyt dojrzały, poza tym wiedział, że kto jak kto, ale Harry Potter nigdy świadomie nie próbowałby obrażać swojej byłej dziewczyny. – Nie pasujemy do siebie tak jak ona z Arnoldem, czemu pani Weasley tego nie widzi?</p>
<p>– Harry nie bądź taki pewny siebie, myślałam o Molly. TO najgorsza konkurencja, z jaką musi zmierzyć się Arnold.</p>
<p>– Auć! Wyczuwam złowrogie fluidy, panno Granger – odezwał się niespodziewanie Kelvin, odkładając menu na środek stołu i spoglądając znacząco na kelnerkę, która wbijała coś na kasę. Oczywiście kobieta zignorowała jego spojrzenie. Wszystkie ładne przedstawicieli płci pięknej go ignorowały. Był zbyt niski, zbyt pryszczaty, zbyt młody – zawsze czegoś mu brakowało, żeby traktowano go poważnie.</p>
<p>– Kelvin, mówiłam ci tysiąc razy, żebyś zwracał się do mnie po imieniu – żachnęła się poirytowana Hermiona. Nie lubiła być ignorowana. – I to była tylko luźna uwaga, żadne tam złowrogie fluidy.</p>
<p>– To wojna – szepnął do mężczyzn Harry.</p>
<p>– Słyszałam.</p>
<p>– Sama przyznasz, że między tobą a Molly trwa napięta dyskusja – dzielnie próbował bronić się, ale przyjaciółka nie dała mu najmniejszej szansy.</p>
<p>– Nieprawda.</p>
<p>– Prawda.</p>
<p>– Prawda – wtrącił się Kelvin, ignorując jej wściekłe spojrzenie. Akurat w tym był całkiem dobry, bo często musiał udawać, że nie widzi, jak ludzie go traktują. Czasami chciał być tak nieświadomym jak grał, ale ślepy dostrzegłby większość nieprzyjemności, na jakie się natykał w swoim życiu.</p>
<p>Arnold powiercił się na krześle, ale również solidarnie przytaknął.</p>
<p>– Świetnie! Kłócimy się, to chcieliście usłyszeć! – warknęła, po czym nagle rozpłakała się. – Molly mnie nienawidzi, Ron nie chce widzieć, a Luna wyśmiewa…</p>
<p>Harry bezsilnie rozejrzał się po zszokowanych minach mężczyzn, po czym niezręcznie poklepał przyjaciółkę po plecach. Gdy zaczęła wyć jeszcze głośniej, objął ją ramieniem, cały czas próbując wymyślić, co mogło spowodować tak gwałtowną reakcję.</p>
<p>– Ron uwielbia swoją inteligentną narzeczoną. Był z ciebie taki dumny, gdy dostałaś awans, że prawie spuchł z radości. Molly też cię kocha i docenia, inaczej nie dawałaby ci tych lekcji gotowania – próbował bezradnie dotrzeć do ryczącej Hermiony, która wtuliła się rozpaczliwie w jego ramiona. Cały czas poklepywał ją niezręcznie po plecach, kompletnie nie wiedząc, jak uspokoić zapłakaną kobietę. Ginny, pobłogosław ją Godryku, nigdy przy nim nie płakała. – Luna to Luna, może źle ją zrozumiałaś…</p>
<p>Hermiona powoli zaczęła się uspokajać, a łkanie stawało się coraz cichsze.</p>
<p>– Wybacz – powiedziała, odsuwając się od niego. – To tylko hormony.</p>
<p>– Hormony? – powtórzył za nią Harry, zaczynając się uśmiechać. Miał nadzieję, że się nie mylił. – TE hormony?</p>
<p>Przyjaciółka nagle się spięła, ale pokiwała głową.</p>
<p>– Tak, właśnie TE hormony – potwierdziła głośno, starając się wyglądać na nonszalancką i pewną siebie kobietę, a nie rozbeczany kłębek hormonów.</p>
<p>– Hura! – krzyknął na cały głos Harry, prawie podskakując z miejsca, żeby uścisnąć Hermionę. – Który miesiąc? Chłopiec czy dziewczyna? A zresztą co za różnica, najważniejsze, że będzie! Ron już wie? A twoi rodzice? A Molly? Zostanę chrzestnym, prawda? Trzeba będzie zorganizować przyjęcie powitalne dla maluszka, oczywiście w Grimmauld Place, akurat odnowiłem salon, wystarczy miejsca dla wszystkich. No i co powiecie na małe…</p>
<p>– Harry, spokojnie – próbowała przerwać mu Hermiona, a na jej twarzy rósł coraz szerszy uśmiech. Odgarnęła włosy do tyłu i złapała Harry’ego za ramię, ciągnąc go w dół. – Spokojnie, ty wariacie.</p>
<p>– Właśnie, Harry, nie stresuj panny Granger, to może zaszkodzić dziecku – zauważył Kelvin, przewracając oczami. – Moje gratulacje, to wspaniała nowina, nawet jeśli okoliczności nie są zbyt sprzyjające. Nie jesteście przecież małżeństwem, czyż nie?</p>
<p>– …Ron na pewno nie będzie miał nic przeciwko, jak zacznę rozpieszczać wasze dziecko, prawda? – niezrażony niczym Harry kontynuował swoją tyradę, z ekscytacji prawie zwalając talerzyk, który przyniosła mu kelnerka, przyjmująca zamówienie od pozostałych czarodziejów. Kelvin chciał dużą bezę i jakąś indyjską herbatę, za którą przepadał. Hermiona zażyczyła sobie herbaty z miodem i cytryną, a do tego jagodowe naleśniki. – Poza tym ostrzegę George’a. Do porodu nie będzie mógł się do ciebie zbliżać z żadnymi dowcipami… co jeśli któreś skrzywdziłoby maluszka? Widziałem fantastyczną kołyskę, myślę, że będziesz…</p>
<p>– Gratulacje – pośpiesznie dodał Arnold, wyglądając na nieco oszołomionego. – Ale dziecko?</p>
<p>Hermiona roześmiała się.</p>
<p>– To normalne, Arnoldzie. Wy z Ginny też je kiedyś będziecie mieć.</p>
<p>Mężczyzna wyglądał na przerażonego, jakby idea posiadania dzieci była mu kompletnie obca. I może tak było. Arnold Peasegood wychowywał się w starym, czystokrwistym stylu: na potomstwo przychodziła wtedy pora, gdy mężczyzna, głowa rodziny, zapewnił odpowiedni byt wszystkim domownikom, spełnił się zawodowo i był gotowy na pełne poświęcenie się następnym pokoleniom. W jego rodzinie niczego nie robiono połowicznie, dlatego posiadanie dzieci przed ślubem i do tego w wieku dwudziestu kilku lat było dla niego nieco dziwne i niepokojące.</p>
<p>– Może kiedyś – wydusił z siebie słabym głosem, sięgając po kawę i upijając łyk. Próbował odrzucić od siebie myśl o swoim małym, rozwrzeszczanym klonie, którym musiałby się zajmować przez cały dzień i tak latami. Straszne. Wzdrygnął się wyraźnie.</p>
<p>Hermiona uśmiechnęła się do niego ze zrozumieniem.</p>
<p>– …a tak właściwie to czemu nic nie mówisz? – zakończył w końcu Harry, spoglądając na nią roziskrzonym wzrokiem, jakby sam Dumbledore powstał z martwych.</p>
<p>– Bo ktoś nie dał mi dojść do słowa? – zapytała retorycznie, patrząc na niego z udawaną surowością.</p>
<p>– Nie byłem aż tak zły… czy byłem? – z nagłą niepewnością w oczach Harry wyglądał niczym zrozpaczony sześciolatek, któremu powiedziano, że się go nie chce. Hermiona zdusiła przypływ macierzyńskich uczuć, przewidująco zapobiegając kolejnej łzawej kompromitacji.</p>
<p>– Tylko troszeczkę – przyznała, ale uśmiechała się do niego, więc nie mogło być tak źle, jak Harry podejrzewał. Odetchnął z ulgą. Trochę zaskoczyła go wiadomość, ale nadal był z jej powodu niesamowicie szczęśliwy. Na razie nie zapowiadało się, że sam zostanie ojcem – bo i niby z kim, skoro nie miał dziewczyny – ale chociaż zostanie najbardziej zakochanym wujkiem na całym magicznym świecie. – Ron będzie niepocieszony, że się wydało. Sam chciał ci powiedzieć.</p>
<p>– Zawsze możemy zrobić to jeszcze raz – zaproponował przebiegle, mrugając do niej znacząco. – Udam, że o niczym nie wiem, skoro tak mu zależy.</p>
<p>Hermiona pokręciła przecząco głową, z apetytem spoglądając na smakowicie pachnące naleśniki, które przyniosła ruda kelnerka.</p>
<p>– Marny z ciebie aktor – przypomniał mu Kelvin, odbierając od kelnerki swój talerzyk. – Będzie jeszcze gorzej, gdy Ron się zorientuje, że go oszukujecie. A zorientuje się na pewno, bo nie umiesz udawać, Harry. Nie zwiedziesz przyjaciela, nie w tym życiu.</p>
<p>Hermiona walnęła go w potylicę.</p>
<p>– Za co to?</p>
<p>– Wkurzasz ciężarną – z całkowitym spokojem wyjaśniła, nabierając na widelec naleśnika. – Do WSZYSTKICH zwracasz się po imieniu. Do wszystkich z wyjątkiem mnie.</p>
<p>– Jesteś kobietą – wyjaśnił krótko Kelvin, nie spodziewając się drugiego uderzenia. Harry zachichotał.</p>
<p>– Zły ruch – mruknął do niego, unikając wściekłego spojrzenia Hermiony.</p>
<p>– Jesteś jednym z tych szowinistycznych, przemądrzałych, zadufanych w sobie kretynów, którzy…</p>
<p>– Przepraszam, że ci przeszkadzam, Hermiono, ale niektórzy chcieliby tu w spokoju zjeść – odważył się przerwać Arnold, spoglądając znacząco na Harry’ego.</p>
<p>– A tak… oczywiście, masz rację – speszyła się i skupiła uwagę na talerzu. Nim minęła chwila z apetytem zajadała się zmówionym naleśnikiem, zapominając o całej sprawie.</p>
<p>Harry przyglądał się jej ukradkiem, próbując dojrzeć czy już cokolwiek widać, ale czarodziejskie szaty były zbyt luźne, żeby zauważyć jakąś różnicę. Który to mógł być miesiąc?</p>
<p>– Trzeci – odpowiedziała, spoglądając na niego z rozbawieniem. – I daj mi już spokój, chcę w spokoju zjeść ten przepyszny naleśnik. Pogadamy wieczorem.</p>
<p>Harry’emu zrzedła mina.</p>
<p>– Znów mam służbę.</p>
<p>Hermiona uśmiechnęła się do niego złośliwie.</p>
<p>– W takim razie będziesz musiał poczekać, aż Ron ci wszystko opowie.</p>
<p>– To niesprawiedliwe! – zaprotestował gwałtownie, ale zaraz się opanował. – Naprawdę cieszy cię moje cierpienie, prawda?</p>
<p>– Oczywiście – przyznała bez cienia wątpliwości.</p>
<p>Kelvin zachichotał, na twarzy Arnolda również pojawił się rozbawiony uśmiech, który szybko znikł pod poważną maską.</p>
<p>– Nie wiesz może, kiedy Luna wraca do kraju? – zapytał Arnold Hermionę. – Wysłała mi ostatnio sowę, ale wiadomość gdzieś przepadła po drodze, gdy Helga natrafiła na graniczne burze. Potrzebuję jej porady w sprawie latających mroziwiórków.</p>
<p>– W przyszły piątek – odpowiedział Kelvin, ignorując ich zdziwione spojrzenia. Uniósł głowę i z westchnieniem dopowiedział: – Domyślam się, że mówicie o pannie Lovegood, która spotyka się z młodszym synem Newta Scamandra. Koresponduję z nim od lat, a że ostatnio wszystkie jego listy są pełne: <em>Luna to, Luna tamto</em>, trudno nie zapamiętać, kiedy to się skończy.</p>
<p>– Um… dziękuję, tak myślę. – Arnold patrzył na niego z dziwnym wyrazem twarzy. Kelvin był do tego przyzwyczajony. Ludzie zwykle sądzili, że poza pracą nie ma żadnych zainteresowań i znajomości. Jedynym wyjątkiem był Harry, który bez zastanowienia zakładał, że w zwyczajnym Kelvinie McLairdzie tkwiło więcej niż widać.</p>
<p>– Nie ma sprawy – zbył go, wracając do jedzenia. Nie przeszkadzało mu towarzystwo panny Granger, która była równie miła jak inteligentna, ale Arnold Peasegood zawsze czynił sprawy niewygodnymi. Coś było w tym facecie, co działało mu na nerwy i gdyby Harry nie starał się tak usilnie z nim zadawać, Kelvin nigdy sam z siebie nie odezwałby się do amnezjatora. Czego się nie robiło dla przyjaciół… nie miał ich aż tylu, żeby wybrzydzać, niektóre sprawy należało znieść lub zignorować.</p>
<p>Harry zerknął na zegarek.</p>
<p>– Zbliża się dwunasta – ostrzegł go, a Kelvin złapał kubek, łapczywie pijąc uwielbianą herbatę. Na szczęście skończył już jeść oblaną czekoladą bezę z bitą śmietaną i pomarańczą – jego ulubioną.</p>
<p>– Dzięki, muszę już lecieć. Do zobaczenia! – pożegnał ich z uśmiechem i szybkim krokiem skierował się w stronę kominka.</p>
<p>– Ja też już muszę iść. Umówiłem się z Fenwickem na dwunastą. Miło było was spotkać. – Skinieniem pożegnał oboje i tak godnie jak potrafił udał się do sieci Fiuu.</p>
<p>Harry spoglądał na leżące sykle, które zostawili obaj mężczyźni, zastanawiając się, czy powiedzieć Hermionie o Quentinie. Nie było powodu, żeby jej o nim opowiadać, ale miał wrażenie, że jeśli teraz tego nie zrobi, później będzie żałował.</p>
<p>Zebrał wszystko, co pamiętał, w jedną całość i powoli, z zastanowieniem ważąc każde słowo, zaczął:</p>
<p>– Spotkałem wczoraj kogoś, nazywa się Quentin Viridiana i pod nieobecność właściciela zajmuje się klubem „Osnowa”.</p>
<p>Hermiona uniosła brwi, zerkając na niego znad widelca. Zmrużyła oczy.</p>
<p>– I co cię w nim zafascynowało? Wydawało mi się, że masz już dość związków z facetami.</p>
<p>– Właśnie o to chodzi, że nic… ale mam takie przeczucie, że z jakiegoś powodu jest ważny.</p>
<p>Przez chwilę unikał świdrującego wzroku przyjaciółki, ale później ich spojrzenia się spotkały.</p>
<p>– Jesteś pewien, że ten Quentin ci się nie podoba? Zakładam, że jest atrakcyjny fizycznie, wystarczająco młody i uroczy.</p>
<p>– Tak, na pewno. Jestem tego pewien – zapewnił ją, jak najpoważniej potrafił.</p>
<p>Hermiona spojrzała na niego uważnie, oceniając coś w myślach.</p>
<p>– Czyli jest przystojny – skwitowała, sięgając po filiżankę i upijając łyk. Odsunęła od siebie pusty talerzyk, rozsiadła się wygodnie, z herbatą w dłoni i wnikliwym spojrzeniem wbitym w przyjaciela. – Nie ignoruj instynktu, ale przemyśl, ile w twoim niepokoju tkwi niezrealizowanej energii seksualnej. Masturbacja się nie liczy, Harry – dodała natychmiast.</p>
<p>– Hermiono! – jęknął, a na jego policzkach pojawiły się bladoróżowe rumieńce. – Moje życie seksualne nie jest aż tak tragiczne.</p>
<p>– Nie jest? – Ewidentnie mu nie uwierzyła. – Odkąd zerwałeś z Alicją, wychodzisz do pracy, wpadasz do nas… i to by było na tyle. Nie mówię, że przeczucie cię myli, prawdopodobnie nie, ale zawsze istnieje szansa, że po prostu szukasz wymówki, żeby się częściej spotykać z tym mężczyzną. Nie chcę, żebyś oszukiwał sam siebie.</p>
<p>– Dobrze, dobrze, rozumiem już. Przemyślę to, obiecuję.</p>
<p>Hermiona uśmiechnęła się.</p>
<p>– Jak wygląda?</p>
<p>– <em>Hermiono</em>… to nie ma nic do rzeczy – zapewnił ją, ale mimo wszystko odpowiedział: – Blondyn, jasne, szare oczy. Śliski, zadbany i narcyzowaty.</p>
<p>– W twoim typie – zakpiła z życzliwym rozbawieniem. – Jest zainteresowany romansem z Harrym Potterem czy z Harrym?</p>
<p>– Podrywał mnie, jak byłem pod przykryciem, ale ewidentnie podobał mu się Harry Potter… trudno określić, który bardziej.</p>
<p>– Większość ludzi fascynują celebryci, a ty jesteś Wybawcą całego magicznego świata, trudno żeby zignorował kogoś takiego – zauważyła po chwili. Harry zmarszczył czoło, zastanawiając się, czy chciałby kontynuować romantyczną znajomość z Quentinem Viridianą. Raczej nie. Wyglądał na takiego, który jak pijawka przysysa się do partnera i szybko rzuca, gdy skończą się atrakcje.</p>
<p>– Mogłabyś go sprawdzić? – poprosił, ale w momencie, gdy to powiedział, dotarło do niego, że sytuacja się zmieniła. – W twoim stanie…</p>
<p>Wielki błąd.</p>
<p>– W moim stanie mogę sprawdzić tego twojego blondyna i robić wszystkie inne rzeczy, na które będę miała ochotę, panie Potter – ostrzegła go, grożąc mu spojrzeniem, żeby tylko spróbował zaprotestować. – I nie próbuj nawet odwoływać się do mojego poczucia odpowiedzialności – ma się świetnie. Tak samo jak rozsądek.</p>
<p>– W porządku, już nic nie mówię. – Zapobiegawczo odsunął się trochę. – Jutro mam wolne, wpadnę do was wieczorem, dobrze?</p>
<p>– Jasne, będziemy czekać. – Uśmiechnęła się. – Powodzenia w klubie!</p>
<p>– Dzięki – cmoknął ją w policzek. – Dbaj o siebie.</p>
<p>Hermiona złapała jego dłoń i przyłożyła do brzucha. Harry zamrugał, przypatrując się poważnej minie przyjaciółki. To było niesamowite. Ona była niesamowita.</p>
<p>– Na razie nic nie czuć, ale za kilka miesięcy twój chrześniak będzie kopać. – Uśmiechnęła się. – Będziesz najlepszym wujkiem na świecie – zapewniła go. – Razem z Ronem doprowadzicie mnie pewnie do szaleństwa… – zaśmiała się, widząc jak grzecznie potakuje, zafascynowany jej brzuchem. – No już, leć do pracy. Gawain wykastruje cię, jeśli ciągle będziesz tak przed nim uciekał.</p>
<p>– Gdyby nie był takim cholerykiem, byłoby o wiele prościej.</p>
<p>– Nigdy nie lubiłeś robić czegokolwiek <em>prościej</em>, czemu teraz miałoby być inaczej?</p>
<p>- Jak zawsze masz rację.</p>
<p>Jej śmiech dźwięczał mu jeszcze w uszach, gdy wchodził do kominka.</p>
<hr align="center" noshade="noshade" size="1" width="100%" />
<p><a href="http://nerejda.wordpress.com/opowiadania-wip/spis-tresci-fanfiction-harry-potter/na-koncu-miasta/">Strona główna</a> || <a href="http://nerejda.wordpress.com/2011/06/05/na-koncu-miasta-1-1/">Rozdział 1.1</a> || <strong>Rozdział 1.2</strong> || Rozdział 2.1 || Rozdział 2.2 || Rozdział 3.1 || Rozdział 3.2 || Rozdział 4.1 || Rozdział 4.2 || Rozdział 5.1 || Rozdział 5.2 || Rozdział 6 || Rozdział 7.1 || Rozdział 7.2 || Rozdział 8.1 || Rozdział 8.2 || Rozdział 9.1 || Rozdział 9.2 || Rozdział 10.1 || Rozdział 10.2 || Rozdział 11.1 || Rozdział 11.2 || Rozdział 12<img title="More..." src="http://nerejda.wordpress.com/wp-includes/js/tinymce/plugins/wordpress/img/trans.gif" alt="" /><!--more--></p>
<br />Filed under: <a href='http://nerejda.wordpress.com/category/fanfiction-harry-potter/na-koncu-miasta/'>Na końcu miasta</a> Tagged: <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohater-astoria-greengrass/'>bohater: Astoria Greengrass</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohater-draco-malfoy/'>bohater: Draco Malfoy</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohater-harry-potter/'>bohater: Harry Potter</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohater-oc/'>bohater: OC</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/bohater-teodor-nott/'>bohater: Teodor Nott</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/fandom-harry-potter/'>fandom: Harry Potter</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/gatunek-dramat/'>gatunek: dramat</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/gatunek-przygodowy/'>gatunek: przygodowy</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/gatunek-romans/'>gatunek: romans</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/gatunek-tajemnice/'>gatunek: tajemnice</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-autoagresja/'>ostrzeżenia: autoagresja</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-bi/'>ostrzeżenia: bi</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-erotyka/'>ostrzeżenia: erotyka</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-non-con/'>ostrzeżenia: non-con</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-preg/'>ostrzeżenia: preg</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-prostitution/'>ostrzeżenia: prostitution</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-slash/'>ostrzeżenia: slash</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-wulgaryzmy/'>ostrzeżenia: wulgaryzmy</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-zaburzenia-psychiczne/'>ostrzeżenia: zaburzenia psychiczne</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/ostrzezenia-smierc-bohaterow/'>ostrzeżenia: śmierć bohaterów</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/oznaczenie-wiekowe-nc-17/'>oznaczenie wiekowe: NC-17</a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/nerejda.wordpress.com/1457/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/nerejda.wordpress.com/1457/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/nerejda.wordpress.com/1457/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/nerejda.wordpress.com/1457/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/nerejda.wordpress.com/1457/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/nerejda.wordpress.com/1457/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/nerejda.wordpress.com/1457/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/nerejda.wordpress.com/1457/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/nerejda.wordpress.com/1457/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/nerejda.wordpress.com/1457/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/nerejda.wordpress.com/1457/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/nerejda.wordpress.com/1457/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/nerejda.wordpress.com/1457/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/nerejda.wordpress.com/1457/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nerejda.wordpress.com&amp;blog=8003495&amp;post=1457&amp;subd=nerejda&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nerejda.wordpress.com/2011/08/19/na-koncu-miasta-1-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/cc599d8916dfc5c863323e6bb912a7d4?s=96&#38;d=wavatar&#38;r=PG" medium="image">
			<media:title type="html">nerejda</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://nerejda.wordpress.com/wp-includes/js/tinymce/plugins/wordpress/img/trans.gif" medium="image">
			<media:title type="html">More...</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>I wszystko wraca do punktu wyjścia&#8230;</title>
		<link>http://nerejda.wordpress.com/2011/08/18/i-wszystko-wraca-do-punktu-wyjscia/</link>
		<comments>http://nerejda.wordpress.com/2011/08/18/i-wszystko-wraca-do-punktu-wyjscia/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Aug 2011 20:09:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nerejda</dc:creator>
				<category><![CDATA[Teksty własne]]></category>
		<category><![CDATA[forma: mini-miniaturka]]></category>
		<category><![CDATA[gatunek: obyczajowy]]></category>
		<category><![CDATA[gatunek: okruchy życia]]></category>
		<category><![CDATA[inne: teksty własne]]></category>
		<category><![CDATA[oznaczenie wiekowe: G]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nerejda.wordpress.com/?p=1439</guid>
		<description><![CDATA[Tytuł: I wszystko wraca do punktu wyjścia&#8230; Autor: Nerejda &#60;nejdus@gmail.com&#62; Gatunek: obyczajowy, trochę dramat Rating: G Ostrzeżenia: – Liczba słów: 555 Liczba rozdziałów: 1; mini-miniaturka Beta: podziękowania należą się Tyczce – jesteś wielka Datowane na: październik 2008 Publikacja: 10 października 2008 (LJ) Ostatnia aktualizacja: 30 listopada 2010 Podsumowanie: Czasami granica się zaciera. Osobiste myśli. W pewnym sensie [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nerejda.wordpress.com&amp;blog=8003495&amp;post=1439&amp;subd=nerejda&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Tytuł: </strong><em><strong>I wszystko wraca do punktu wyjścia&#8230;<br />
</strong></em><strong>Autor:</strong> Nerejda &lt;nejdus@gmail.com&gt;<strong><br />
Gatunek:</strong> obyczajowy, trochę dramat<strong><br />
Rating:</strong> G<br />
<strong>Ostrzeżenia: –<br />
</strong><strong>Liczba</strong> <strong>słów:</strong> 555<strong><br />
Liczba</strong> <strong>rozdziałów:</strong> 1; mini-miniaturka<strong><br />
Beta:</strong> podziękowania należą się <strong>Tyczce</strong> – jesteś wielka <strong><br />
Datowane</strong> <strong>na:</strong> październik 2008<br />
<strong>Publikacja:</strong> 10 października 2008 (LJ)<strong><br />
Ostatnia</strong> <strong>aktualizacja: </strong>30 listopada 2010<strong><br />
Podsumowanie:</strong> Czasami granica się zaciera. Osobiste myśli.<br />
W pewnym sensie to opowiadanie. O mnie. O tobie. A może o nikim. Decyzja należy do ciebie.<br />
<strong>A/N: </strong>Dedykowane <strong>Tobie</strong>, bo jesteś dla mnie bardzo ważna, nawet nie zdajesz sobie jak bardzo. Za to, że byłaś przy mnie wtedy, gdy najbardziej tego potrzebowałam. Dziękuję.</p>
<div align="center">
<hr align="center" noshade="noshade" size="1" width="100%" />
</div>
<div style="text-align:left;" align="center"> </p>
<p style="text-align:center;"><em><span id="more-1439"></span>Obojętność to paraliż duszy… (A. Czechow)</em></p>
<p>Zbudowałam sobie świat na małym listku, maleńki kawałek tortu urodzinowego pozbawiony nawet uncji kremu. Ale było dobrze. Co z tego, że świat był malutki, porządnie podniszczony przez wiatr i deszcz? To nieważne.</p>
<p>Bajka się skończyła, a nawet jeszcze się nie zaczęła. Paradoks? Niestety nie, zwykła ucieczka. To chyba taka specyfika tego świata, że najdziwniejsze rzeczy &#8211; kontrastowe, o przeciwstawnych znaczeniach, sensach &#8211; okazują się prawdą. I to jaką.</p>
<p>Ułoży się. Wiara podobno sprawia cuda. Wierzysz mi, prawda?</p>
<p>Nie wierzę, szkoda tylko, że prawda jest brutalna.</p>
<p>Zawiązałam sobie na szyi ładną, zieloną wstążkę całkiem dobrowolnie, uwiązałam się w tym kieracie bez przymusu, więc nie mogę mieć pretensji. Czemu twoje słowa są tak żałośnie ciężkie? Nie potrafisz inaczej, ja też. I wcale nie chodzi o to, że albo ty, albo ja boimy się tego małego stworka, niestety to nie to. Wtedy byłoby łatwiej, a tak&#8230;</p>
<p>Mistrzyni oszukiwania samej siebie, manipulowania słowami?</p>
<p>Coś tu nie gra, komuś pomyliły się mecze. A może weszłam nie do tej loży co trzeba, może to ja pomyliłam kanały. Jeśli tak, powiedz, szybko zmienię je na inne, wreszcie dobre, moje.</p>
<p>Czemu dwa plus dwa to nie cztery?<br />
Inna matematyka, a może nowy, współczesny świat. Retoryka słów ważniejsza od treści, zresztą sens nie jest ważny, pamiętasz?</p>
<p>Nie musisz we mnie wierzyć, ja nie wierzę w siebie, tym bardziej w ciebie. Subiektywizm trzeba wycierać z podłogi, bo leje się strumieniami. Chcę zacisnąć zęby i udawać, że minęły już 24h. Instynkt samozachowawczy? Chyba tak.<br />
Skazałam nieszczęsny folder desygnowany twoim imieniem na Delete i wiesz, co? Cholernie mi z tym dobrze. Mam dość tego śmietnika, zbiornika na odpadki, już dość namotałam się w tej jedwabnej sieci, w jaką wpadłam przypadkowo, niemądry błąd, który przyniósł więcej korzyści niż strat. Ostatni rachunek i tak okazał się debetem. Kolejny dług, tylko czasu na spłatę brak. Wczoraj już minęło, nie ma innych terminów. Repeta nie przewidziana w programie.</p>
<p>Metaforyczne mgiełki, enigmatyczne metafory, naprawdę właśnie to wolisz od jasności? Ja nie. Nazywaj rzeczy po imieniu, to nie takie trudne.</p>
<p>Chcesz udawać, proszę bardzo, ale beze mnie. Mojego nazwiska nie ma tej liście, nigdy nie było.</p>
<p>Zawirowania, której byłeś przyczyną już się skończyły, żałuję tylko, że zabrakło ci sił na akceptację. Bez różowych okularów ludzie okazali się tylko ludźmi. Za trudne, za proste? Nie wiem, nie rozumiem, tylko tak cholernie żal gdzieś tam wewnątrz mnie się odzywa, bo szansa odjechała ostatnim pociągiem, a ty zostałeś na peronie. Śnieżnobiała chusteczka, którą próbowałam pomachać ci z wagonu, unosi się w powietrzu. Zwiewa ją z peronu, jest was dwoje. Samotność jest dobra, ale ty jesteś sam. Istota sprawy kłuje ostro. Nigdy nie byłam dobra z pierwszej pomocy, tobie też nie potrafię pomóc. Szkoda.</p>
<p>Wyobrażam sobie pustkę i widzę ciebie&#8230; rozumiesz?</p>
<p>Atrakcja za atrakcją, zabawa pogania imprezę, książka książkę, tylko, kurde, ktoś ukradł ciebie.<br />
Chciałabym, żeby ,,znowu&#8221; nie równało się ,,zawsze&#8221;. Chciałabym, żeby ,,prawda&#8221; nie była równa ,,prawdzie&#8221;, żeby lustro było tylko lustrem. A ty tylko tobą.</p>
<p>Wiem, za dużo żądam, znajduję wady tam, gdzie, według ciebie, ich nie ma. Nie widzisz, że szew pruł się od początku, teraz, po prostu, zostało tylko cięcie. Ostatnie.</p>
<p>Koniec.</p>
<p>Jedna sekunda.</p>
<p>Jedno spojrzenie.</p>
<p>Jedno słowo.</p>
<p>Tak łatwo wszystko zniszczyć.</p>
<p>,,Przepraszam” kosztuje najwięcej, wybaczenie jest dużo prostsze. Szkoda, że nie można już tego posklejać. Nitka pękła i nic na to nie poradzisz.</p>
<p>Nowa szpulka? Zobaczymy&#8230; <!--more--></p>
</div>
<br />Filed under: <a href='http://nerejda.wordpress.com/category/teksty-wlasne/'>Teksty własne</a> Tagged: <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/forma-mini-miniaturka/'>forma: mini-miniaturka</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/gatunek-obyczajowy/'>gatunek: obyczajowy</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/gatunek-okruchy-zycia/'>gatunek: okruchy życia</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/inne-teksty-wlasne/'>inne: teksty własne</a>, <a href='http://nerejda.wordpress.com/tag/oznaczenie-wiekowe-g/'>oznaczenie wiekowe: G</a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/nerejda.wordpress.com/1439/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/nerejda.wordpress.com/1439/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/nerejda.wordpress.com/1439/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/nerejda.wordpress.com/1439/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/nerejda.wordpress.com/1439/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/nerejda.wordpress.com/1439/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/nerejda.wordpress.com/1439/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/nerejda.wordpress.com/1439/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/nerejda.wordpress.com/1439/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/nerejda.wordpress.com/1439/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/nerejda.wordpress.com/1439/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/nerejda.wordpress.com/1439/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/nerejda.wordpress.com/1439/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/nerejda.wordpress.com/1439/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nerejda.wordpress.com&amp;blog=8003495&amp;post=1439&amp;subd=nerejda&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nerejda.wordpress.com/2011/08/18/i-wszystko-wraca-do-punktu-wyjscia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/cc599d8916dfc5c863323e6bb912a7d4?s=96&#38;d=wavatar&#38;r=PG" medium="image">
			<media:title type="html">nerejda</media:title>
		</media:content>
	</item>
	</channel>
</rss>
