W towarzystwie Draco – rozdział 3
Linki:
| Rozdział 1 || Rozdział 2 || Rozdział 3 || Rozdział 4 || Rozdział 5 || Rozdział 6 || Rozdział 7 || Rozdział 8 || Rozdział 9 || Rozdział 10 |
Dziękuję, Kumie, za zerknięcie w tekst.
Rozdział 3
Harry z niechęcią przysunął się do Malfoya, stając za nim. Szczerze mówiąc, przebywanie tak blisko Draco było gorsze niż to, co mogło czaić się w dole.
Miotły uniosły się. Harry chwycił się ramion mężczyzny, żeby złapać równowagę.
— Musisz się bardziej postarać, Potter, albo obaj skończymy martwi — skarcił go sucho Malfoy. Kpina w jego głosie podziałała na Harry’ego bardziej niż same słowa. Zaklął i przesunął się do przodu, wciskając w Malfoya, który prawie wylądował na jego kolanach. Harry objął go w pasie. Chociaż raz Draco zachował swoje charakterystyczne komentarze dla siebie i bez przeszkód mogli rozpocząć lot nad ziejącą otchłanią.
Nie do wiary, cóż to był za koszmar. Nie minęło kilka minut, a nagle jakaś namacalna siła zaczęła ciągnąć ich w głąb kanionu. Harry i Malfoy kurczowo próbowali utrzymać miotły na bezpiecznej wysokości i jednocześnie nie zbaczać z trasy. Nagle przyciąganie ustąpiło, a oni wystrzelili w powietrze.. Pęd zepchnął ich na bok, wywołując zawrotny piruet. W końcu odzyskali równowagę.
Harry mocno przyciskał się do pasa Draco, otaczając go ramionami niczym mały koala. Mając twarz tuż przy karku Malfoya, mógł wyczuć każdą zmianę położenia i przewidzieć kolejny jego ruch.
Ledwo udało im się wydostać z korkociągu, Draco wszedł w kolejną zawrotną pętlę. Nagle popychającą ich siła znikła i zaczęli spadać w dół. Złowroga moc wydawała się tym równie zaskoczona jak Potter i na krótką chwilę przestała wywierać na nich nacisk. Nagle Harry zdecydował się zaufać Malfoyowi, powierzając mu swoje życie. Draco wykorzystał to, wznosząc miotłę ku krawędzi kanionu z taką szybkością, z jaką Harry nigdy nie leciał.
Wydostali się z rozpadliny. Harry czuł podążającą za nimi wyraźną aurę wściekłej frustracji. Kiedy wlecieli między drzewa, Potterem wstrząsnęło uczucie zwiewnej lekkości. Zaczęli spadać, nadal lecąc z niesamowitą prędkością.
Draco chwycił swoją różdżkę i zaklęciem zamortyzował upadek, zanim w ogóle uderzyli w drzewa. Lądowanie było jak wpadanie w zaspę śniegu — irytujące i dość bolesne, gdy w końcu zderzyli się w ziemią.
Wylądowali obok siebie i oszołomieni leżeli bez ruchu. Harry drżał z wysiłku i ociekał potem. Zamknął oczy, próbując złapać oddech. Słyszał sapanie Malfoya.
— Potter? —odezwał się Draco, gdy mogli już normalnie oddychać. Harry otworzył oczy i wpatrywał się w wierzchołki drzew oraz widoczne na niebie gwiazdy.
— Tak?
— Leżysz na moich włosach.
Jego słowa wstrząsnęły Harrym, uświadamiając mu, że nadal znajduje się nieprzyjemnie blisko Draco. Stykali się głowami, a srebrzyste włosy Malfoya były przygniecione przez Pottera. Płaszcz Draco również znajdował się pod nim. Harry szybko przeturlał się na bok i wstał. Malfoy podniósł się powoli .
— Rozwiąż miotły, a ja zorientuję się, gdzie jesteśmy — zarządził Malfoy, pedantycznie otrzepując się z ziemi. Harry zmrużył oczy, słysząc rozkazujący ton. Draco zauważył jego spojrzenie i posłał mu uśmieszek, który Potter widywał przez lata. — A może chcesz jeszcze wspólnie polatać? — zasugerował, przeciągając samogłoski.
— Dupek — odwarknął Harry. Gdy Malfoy zniknął już między drzewami, zaczął rozwiązywać węzły.
~~&~~
Draco ostrożnie przemierzał las, starając się zapamiętać drogę, by później móc wrócić po swoich śladach. Nie wyczuwał już żadnego niebezpieczeństwa — oddalenie się od rozpadliny skutecznie je odsunęło. Przeszukiwał las w nadziei, że uda mu się znaleźć sensowną polanę, gdzie mogliby rozbić obóz. Był wyczerpany załatwianiem spraw przed spotkaniem z Potterem, a także cała tą przeprawą przez kanion.
Skądś dobiegł miękki dźwięk, który sprawił, że zesztywniał. Odwrócił się i zaklęciem rozjaśnił przestrzeń między drzewami. O jedno z nich opierała się dziewczyna. Nie drgnęła, gdy padło na nią światło. Jej zielona suknia sięgała ziemi, a włosy w odcieniu miodowego brązu opadały aż do wąskiej talii. Uśmiech wykrzywiał jej czerwone niczym porzeczki usta.
— Cześć, przystojniaku — zamruczała. Draco obserwował ją z napięciem. Czające się w lesie w środku nocy, delikatnie wyglądające, dziewczę było podejrzane. Odsunęła się od drzewa.
— Witaj — ostrożnie przywitał ją Draco. — Kim jesteś?
— Betula — powiedziała, zatrzymując się. — Zbliż się, chcę cię lepiej widzieć.
Draco przesunął się o kilka kroków, trzymając różdżkę wysoko przed sobą,.
Na jej wargach pojawił się uśmiech.
— Och, naprawdę jesteś przystojny! Skąd się tu wziąłeś?
— Przechodziłem obok. Szukam miejsca na obóz.
— Możesz odpocząć ze mną — zaoferowała i rozpostarła ramiona, jakby chciała go objąć. — Chodź. Pocałuj mnie.
Draco czuł przytłaczający przymus, który nakazywał mu postąpić zgodnie z jej życzeniem. Zwalczył go.
— Rozpalę ogień i zostanę przez chwilę — obiecał cicho. Cofnęła się z westchnieniem.
— O nie! Nie wolno ci! Żadnego ognia.
Draco zachichotał.
— Jesteś driadą.
Betula tupnęła gołą stopą i, z nadąsaną minką, zapytała:
— Nie pocałujesz mnie?
— Zdecydowanie nie — odpowiedział ze stalową nutą w głosie. Zrelaksował się i nieco opuścił różdżkę. Driada nie stanowiła niebezpieczeństwa, gdy stał daleko od jej drzewa. — Co jest najbardziej niebezpieczne w tym lesie?
Zrobiła kilka kroków, krążąc po okręgu wokół pnia.
— Nie jestem niebezpieczna, przystojniaku. Zbliż się, a udowodnię ci to.
— Nie, dziękuję. Nie zdradzisz mi niczego przydatnego o tym miejscu?
— Nie — padła rozdrażniona odpowiedź.
— W porządku. Żegnaj, driado. — Odwrócił się i zaczął odchodzić.
— Zaczekaj! — zawołała. Draco stłumił uśmiech i rzucił jej przez ramię spojrzenie. — Nie jedz i nie pij niczego, co znajdziesz w głębi lasu.
— Dziękuję, Betulo. Ta rada jest prawie warta pocałunku. Prawie.
— Zechcesz kiedyś do mnie wrócić?
— Jeśli tylko najdzie mnie ochota na spędzenie wieczności we wnętrzu drzewa — wtedy na pewno.
Przesłał jej całusa, po czym wrócił do wyczerpanego i zdesperowanego Pottera, który osunął się na ziemię. Draco zmierzył mężczyznę krytycznym spojrzeniem. Był bledszy niż kiedykolwiek i na pewno za chudy. Wyglądał, jakby miał zaraz zemdleć — zdecydowanie potrzebował jedzenia i odpoczynku.. Ich obecne położenie było zbyt odsłonięte, skaliste… i znajdowało się blisko driady.
Harry, jakby wyczuwając jego obecność, uniósł głowę i szybko poderwał się z ziemi.
— Musimy trochę się przejść — powiadomił go Draco.
— Nie możemy polecieć?
— Nie. Zauważyłeś, że spadliśmy? W tym lesie nie można latać. Musimy go przejść.
Potter nie skomentował, skinął tylko i zarzucił na plecy miecz, po czym podniósł miotłę. Draco podążył w jego ślady.
Poprowadził go niedaleko drzewa driady, zamierzając je szybko minąć. Nagle przed Potterem pojawiła się dziewczyna, łapiąc go w objęcia. Miała płomiennie czerwone włosy i gibkie, piękne ciało.
— Nazywam się Ilex — wymruczała. — Po co ten pośpiech?
— Nie całuj jej, o ile nie czujesz potrzeby zamieniania się w pień i porastania liśćmi — ostrzegł Draco, ale Potter sam zdążył się już cofnąć. Biedna driada, najwyraźniej czerwony nie był najlepszym wyborem. — Po zastanowieniu… to całkiem niezły pomysł, żeby nie całować niczego, co znajduje się w tym lesie.
— To nieuczciwe, przystojniaku — wołała za nimi Betula. — Nie powiedziałeś mi, że masz towarzystwo!
Draco na chwilę schował różdżkę, pogrążając ich w ciemności i sięgnął po dłoń Harry’ego, odciągając go od rudowłosej driady.
— Już możesz mnie puścić — powiedział Potter po kilku krokach.
Draco puścił jego rękę i ponownie sięgnął po różdżkę.. Rzucił kolejne Lumos i poprowadził Harry’ego okrężną drogą między drzewami, unikając kolejnych driad.
